PRELUDIUM
Borek: Walter? Halo, czy ktoś widział Waltera?
E_A: Zdaje się, że się przede mną chowa.
Borek (zdziwiony): Czemu niby?
E_A (wzdychając): Po tym, co odhoferował w Lille? Lepiej, żeby mi się na oczy nie pokazywał.
Borek (zasmucony): Ech, mam wrażenie, że mnie nie lubi.
E_A (zerkając z ukosa): Jeszcze się do ciebie przekona, Borek. Bo widzisz... on za Mirkiem tęskni. Łączyła ich, jakby to powiedzieć... specyficzna więź.
Borek (marszcząc brwi): To znaczy? Chwila, czy ty chcesz powiedzieć...
E_A (obronnie wznosząc ręce do góry): Nie, nie, nie, absolutnie! Nic z tych rzeczy! Jedyną miłością Waltiego są jego krótkofalówki! Mirek to taka jego bratnia dusza. Chyba boi się, że zdradzi jego pamięć zbytnio zaprzyjaźniając się z tobą.
Borek (żałośnie): A ja tak się staram!
E_A (poklepując go po ramieniu): Porozmawiaj z nim, wyjaśnij, co czujesz (kiwa głową ze współczuciem). Należy ze sobą rozmawiać, to ważne.
E_A (po chwili zastanowienia): Na pewno nie będzie łatwo, różnica pokoleniowa jest duża, a tobie daleko do wywalczenia karty członkowskiej klubu 50+ ...
Borek: A to nie było 500+?
E_A (wywracając oczami): Ty się z Hoferem lepiej o pińcet plus nie staraj, to sztuka, nie "Moda na Sukces"!
Borek: O właśnie! Zaczynamy?
E_A: Bez Waltiego?
Borek (wzrusza ramionami): Sama powiedziałaś, że nie chcesz go widzieć.
E_A: Dobra, jedziemy. Światła! Kamery! Akcja!
SCENA 1
Kończą się kwalifikacje, Dejvi stoi na miejscu lidera i przestępuje z nogi na nogę.
Dejvi (niecierpliwie): Noo... kończcie już! Pizga, pizga niemiłosiernie. Dajcie mi już ten czek, buziaczki, machanko do kamery i wracamy do hotelu na herbatkę z prądem, należy mi się, nie?
Pietrek: Cichaj, młody, jeszcze tylko paru i dostaniesz te swoje kwiatki i inne sratki. Na co ci to badziewie?
Dejvi (z politowaniem): Z wygranie kwalek płacą extra!
Pietrek (otwierając szeroko oczy): Serio?! Teraz mi to mówisz? Jakbym wiedział, to bym się bardziej starał! Na prezenty dla dzieciaków by było!
Dejvi (niecierpliwie): Noo... kończcie już! Pizga, pizga niemiłosiernie. Dajcie mi już ten czek, buziaczki, machanko do kamery i wracamy do hotelu na herbatkę z prądem, należy mi się, nie?
Pietrek: Cichaj, młody, jeszcze tylko paru i dostaniesz te swoje kwiatki i inne sratki. Na co ci to badziewie?
Dejvi (z politowaniem): Z wygranie kwalek płacą extra!
Pietrek (otwierając szeroko oczy): Serio?! Teraz mi to mówisz? Jakbym wiedział, to bym się bardziej starał! Na prezenty dla dzieciaków by było!
Dejvi (z wyższością): Widzisz? Trzeba myśleć biznesowo, a nie to, co ty. Skaczesz bezmyślnie i w ogóle z tego pożytku nie ma!
Pietrek (grożąc mu palcem): Ty się tak, młody, nie rozpędzaj...
Hajbek staje obok i chrząka znacząco.
Hajbek: *bełkocze coś po niemiecku*
Pietrek: Hę?
Dejvi: Hę?
Hajbek (wzdychając ciężko): Dat yz maj plejs. (pokazuje na boks lidera) Aj em e łiner.
Dejvi (zerkając na Pietrka niepewnie): Co on gada?
Pietrek (wzruszając ramionami): Może mu się twoje buty spodobały?
Dejvi (unosząc wysoko stopę, Hajbekowi pod nos prawie): Tak myślisz...? (do Hajbeka) Fajne są, co nie?
Hajbek kręci z politowaniem głową i ciągnie Dejviego na bok. Ten się wzbrania, a Austriak pokazuje mi tabelę wyników.
Dejvi (rozpaczliwie): Pieeeetreeek...! Cho no tu, bo ja chyba oślepłem!
Pietrek (podbiega zaniepokojony): Co się stało?
Dejvi (wskazując na tabelę, żałośnie): Dlaczego tu pisze, że jestem drugi?
Pietrek: Boo... jesteś?
Dejvi: To... to nie będzie kwiatków? Nie będzie machania do kamery? Nie będzie pinionszków?
Pietrek: Ano nie będzie.
Zamyka go w pokrzepiającym uścisku, Dejvi roni kilka męskich łez wprost na materiał jego kadrowej kurtki.
SCENA 2
Po kwalifikacjach, Goran udziela wywiadu, nagle od tyłu zachodzi go schodzący ze skoczni Kamil i klepie po łopatkach.
Janus: E, co to za spoufalanie się?
Kamil: Dobrze mi się skoczyło i czekam na pochwały, a wszyscy trenerzy gdzieś daleko (smutna minka).
Janus: Ech, no dobrze. (klepie go po kasku) Ładnie, Kamilu, ładnie. Papa Goran jest dumny! Przynajmniej z ciebie, bo z tych moich buloklepów pożytku zbyt wielkiego nie ma.
Kamil: A Prevc?
Janus: Ale który?
Kamil (skonsternowany): Aaa... to ich jest więcej?
Janus: Bez liku! Demon jeszcze sobie radzi, ale szalone toto i nieusłuchane, więc nie ma w tym mojej żadnej zasługi. Ceneł furory nie robi, miał brać z braci przykład, ale za bardzo nie ma się na czym wzorować, a Prevc najstarszy... ech, szkoda gadać.
Kamil: To może... może ja bym z nim tak porozmawiał troszeczkę, co? W końcu kumpel ze skoczni, a słowiańska brać winna się trzymać razem, nie? Może mu to trochę humor poprawi i lepiej mu się będzie tu latać?
Janus (ucieszony): Tak, tak! To świetny pomysł! Biegnij do niego, a ja wracam do dziennikarzy.
Klepie Kamila raz jeszcze po plecach i w o wiele lepszym nastroju odwraca się w kierunku błyskających fleszy.
SCENA 3
Końcówka sobotniego konkursu, Cene siedzi markotny na ławce i nieśpiesznie przebiera buty.
Ceneł (do siebie): Ech, i na co mi to było? Tyle treningów, tyle przygotowań, pakowania, szukania skarpetek po szufladach, znoszenia docinek Demona... I co? I jeden punkt, JEDEN!
Wzdycha ciężko i wpatruje się w skocznię, gdzie na belce zasiada Prevc (ten najstarszy, oczywiście!). Ten ostatni bierze głęboki oddech i przygotowuje się do skoku.
Prevc (pod nosem, odpychając się od belki): Męczy mnie już to całe skakanie. (wybija się z progu) Serio, przydałaby mi się jakaś drzemka teraz (szybuje nad zeskokiem). Nawet w tej chwili, bo naprawdę już nic mi się nie chce.
Narty dotykają zeskoku, a Peter pada jak ścięty toporem z głośnym chrapnięciem zsuwa się po zeskoku pogrążony już w głębokim śnie.
Ceneł (przerażony): Rany, brat!
Demon (na górze skoczni): Rany, brat!
Publiczność na skoczni: !!!
Publiczność przed TV: !!!
Medycy: *biegną pośpiesznie i sprawdzają czy wszystko w porządku*
Prevc (podnosząc się z ziewnięciem): Ech, nawet pospać człowiekowi nie dadzą... Widział ktoś moją drugą nartę? (rozgląda się dookoła, po czym wstaje i schodzi z areny skoczni).
Ceneł: Ej, na pewno nic ci nie jest? Martwiłem się!
Prevc: Eee, zdrzemnąć się chciałem. A tobie jak poszło?
Ceneł (ze smutkiem): Dziś tylko punkta zarobię, słabo, nie?
Prevc: Oj tam, oj tam. Od czegoś trzeba zacząć. (ciszej, konspiracyjnym szeptem) Ale Demonowi nie mów lepiej, bo się będzie z ciebie nabijał do końca życia.
Ceneł (kwaśno): Wiem, niestety. Ale skoro nam nie poszło, to może spokojnie wskoczyć na podium, mama się nie zdenerwuje. (z nadzieją) A wtedy może nawet nie zauważy...?
Prevc (z politowaniem): Łudź się dalej, ta mała bestia jest pamiętliwa.
Patrzą na siebie porozumiewawczo i jednocześnie wzdychają ciężko, po czym zerkają w górę skoczni, by obserwować lot najmłodszego z braci.
SCENA 4
Po konkursie, podiumowanie. Na pierwszym miejscu Hajbek, na drugim Demon, a na trzecim...
Demon (pyszałkowato): E, a ty to kto?
Hajbek: *odchrząkuje znacząco i daje młodemu znaki dymne*
Kofi (patrząc z wyższością na młokosa na wyższym stopniu podium): Ty sobie, młody, lepiej nie pozwalaj... Mógłbym być twoim ojcem!
Demon: Eee, raczej nie. Mam zdecydowanie ładniejsze oczy. Kiepska pula genowa, raczej podziękuję. Skąd żeś się tutaj w ogóle wziął? Nie kojarzę cię, człowieku.
Hajbek (pod nosem): Borze zielony, co za sezonówka...!
Kofi (urażony): Za czasów mojej świetności, jeszcze cię na świecie nie było, szczylu. Tylko dlatego wybaczę ci twoją impertynencję.
Demon (pokasłując): Heh, no właśnie widzę, żeś trochę zakurzony...
Kofi (wzdychając ciężko): Nie ma na podium człowieka trochę ponad dwa lata, a tu taki upadek obyczajów...! Ach, ta dzisiejsza młodzież!
Demon prycha niewzruszony, Hajbek kręci z rozczarowaniem głową, a Kofi przestaje zwracać uwagę na rozkapryszone młode pokolenie skakajców i napawa się swym powrotem do glorii i chwały.
SCENA 5
Po konkursie, domek Polaków. Z oddali dobiegają dźwięki dekoracji, Dejvi i Kicia siedzą i bez słowa popijają wodę z bidonów.
Dejvi (z westchnienim): Ale spaprałem, Maciek, normalnie kaplica.
Kicia (z filozoficznym wyrazem mordki): Ano spaprałeś, Dejvi. Podiuma mogłeś mieć, a tu taka klapa. Bęc na bulę.
Dejvi (markotnie): Weź mi nawet nie mów... Jak ja się w domu matce na oczy pokażę? Przecież to wstyd i hańba! Taką okazję zmaścić! I jeszcze trener mnie za uszy wytarga, bo mu plan progresji osiągnięć zaburzyłem.
Kicia (pocieszająco): E, jutro też jest dzień. Odbijesz sobie. I te kwalki wczorajsze i ten dzisiejszy regres. Jeszcze pokażesz, kto jest królem skoczni!
Dejvi (nieco radośniej): No! Taki awans mi by się przydał, jak ten twój dzisiejszy. Dwanaście miejsc! To dopiero coś!
Kicia: Pamiętaj, że jedno twoim kosztem.
Dejvi: No, dobra, to jedenaście, ale to i tak świetny wynik! Jak to zrobiłeś, przyznaj się!
Kicia (nagle nieco speszona): Eee... nic specjalnego....
Dejvi (zaciekawiony): No dalej! Mów! Nikomu nie powiem!
Kicia (z ociąganiem): No bo... rozmawiałem z trenerem, że tak jakby parcia na hilsajz nie mam. No, odpycha mnie od tej linii, jakby tam kto szpilki rozsypał. No, a on mi na to, że ma na to radę. Poszedł na dół, wziął coś z auta, przespacerował się po hilsajzie no i... No i mi wyszło.
Dejvi (z oczami jak pisiont groszy): No ale co to za czary?!
Kicia: *mamrocze coś pod nosem*
Dejvi: Co?
Kicia: *mamrocze coś jeszcze mniej wyraźnie*
Dejvi (zirytowany): Mówże normalnie, Kocie!
Kicia (najeżony do granic możliwości): KOCIMIĘTKĘ MI TAM ROZSYPAŁ, DO CHOLERY!
Dejvi wytrzeszcza oczy, a potem spada z ławki, turlając się ze śmiechu po podłodze przez następne piętnaście minut. Kicia strzela focha i nie odzywa się do niego do końca dnia.
SCENA 6
Konkurs niedzielny, Vojtech Stursa przygotowuje się do swojego skoku i nagle słyszy konspiracyjny szept Niemców.
Sev (szeptem): Panowie, mam dla was tajną informację. (jeszcze ciszej) ZPKamerman prawdopodobnie wrócił!
Kofi (wykazując nagłe zainteresowanie): Czy ja dobrze słyszę, mój bracie w szwabskiej mowie? ZPKamerman tu jest?
Sev (mocno zaniepokojony): Tak słyszałem. Trochę obawiam się o swoje życie, szpiegował mnie ostatnio, pewnie chce mnie porwać!
Kofi: Może powinieneś przedsięwziąć jakieś środki ostrożności? Jakieś manewry sabotażowe...? Może...
Głos z OFFu: Panie Stursa! Pan już od dawna ma być na scenie! Tfu! Na belce znaczy się!
Młody Czech pośpiesznie zbiera manatki i reszta rozmowy mu umyka. Zasiada na belce i oddaje przyzwoity skok. Kiedy składa narty, nagle czuje na sobie czyjś wzrok.
Vojtech: AAAAAA...! ZPKamerman! A masz! (rzuca w niego nartą)
Kamerzysta (zasłaniając się kamerą): Co, do cho...lewki jasnej?!
Vojtech (ściągając gogle i przyglądając się uważniej): O kurczę, przepraszam! Pomyliłem pana z ZPKamermanem! Błagam o wybaczenie!
Pośpiesznie zbiera narty i ucieka przed srogim wzorkiem kamerzysty, który wcale, a wcale nie ma nic wspólnego ze Złym Panem Kamerzystą.
A przynajmniej tak twierdzi.
SCENA 7
Koniec konkursu niedzielnego, Prevc i Walti popijają kawusię w przytulnym boksie i z zadowoleniem wpatrują się w listę wyników.
Walti: No, powiem panu, panie Prevc...
Głos z OFFu (znacząco): EKCHEM.
Walti: No, powiem panu, panie Prevc...
Głos z OFFu (znacząco): EKCHEM.
Walti (wywracając oczami): Doprawdy, scenarzystko ma miła? Nic żeś się przez ten tydzień nie zmieniła?
Głos z OFFu: Nie ma fuszerki, Walti. Jak rymujemy, to rymujemy. A gdzie żeś się przez cały weekend teraz podziewał w sumie, hę?
Walti (poirytowany): Zbliża się czas iście ważny, temat to bardzo poważny. Turniej przygotować trzeba gibko, powróciłem jednak szybko. Korek mi zawracał głowę, ja się rozdwoić nijak nie mogę.
Głos z OFFu (podejrzliwie): Coś kręcisz Walti. Prawie jak wiatr w Kuusamo... (zerka do scenariusza) To jest Ruce, oczywiście, że Ruce! Weźże pogadaj z tym BORKIEM, a nie Korkiem i pamiętaj o rymach. Ja zmykam już, bo mam parę spraw do załatwienia. Poradzisz sobie z ostatnimi scenami? I postludium?
Walti: Nie kłopocz się, proszę - ja tę odpowiedzialność uniosę.
Głos z OFFu: To ja lecę, paa...!
Prevc (odzyskując zdolność ruchu): Halo, panie Hofer? Mówił pan coś?
Walti (wracając do rzeczywistości): Tak, owszem powiedzieć coś chciałem, lecz prawie o tym zapomniałem. Myślę, że wyniki dzisiejsze są zadowalające, a efekty naszej współpracy iście obiecujące!
Prevc (krzywiąc się nieco): Wolałbym, by obejmowały one wyższe miejsca niż trzydzieste trzecie.
Walti (wzniosłym tonem): Jeśli o chodzi o artystyczne walory, jestem bardzo zadowolony. Klamra Prevcowa ponownie zaistniała, publiczności dostrzec się dała. Niuanse takie są bardzo wskazane, rzekłbym nawet, że wymagane.
Prevc (przyglądając się liście wyników): Demon z rekordem skoczni, wygraną, kwiatkami i hajsem na cukierki i kablówkę... Nieźle się nasłucham od mamy. Ale za to Ceneł z kolejnymi punktami. Pojedynczymi więc znowu będzie mi jojczał przez całą drogę do domu. (wzdycha) Ale klamra jest, to fakt. Co za dużo, to jednak nie zdrowo. Myślę, że czas na jakąś zmianę.
Walti (nagle bardzo blady): A zatem zrywa pan umowę, szanowny panie? Czy pan wie, co się teraz z nami wszystkimi stanie?
Prevc (wzruszając ramionami): Pewnie znajdziecie inny sposób na podniesienie jakości artystycznej. Ma pan od tego przecież ludzi, nie...? Dobra, ja uciekam, muszę brata pocieszyć jednego, a utemperować drugiego. (podnosi się z krzesła) Miłego wieczoru, panie H.!
Walti (patrząc na zamykające się za Prevcem drzwi): Zostawili mnie samego, nie przeżyję chyba tego. Nie wiem czy dam radę udźwignąć to brzemię, choć ponoć potencjał we mnie wciąż drzemie.
Popada w zamyślenie i wpatruje się w okno, powoli popijając kawę i przeglądając scenariusz.
Polacy przysypiają w busie w drodze do domu. Kicia standardowo wisi na telefonie, przegląda różne Fejsbóki i inne Instagramy. Nagle trąca Kamila w ramię.
Kicia: E, Kamil!
Kamil (otwierając jedno oko): Hę?
Kicia (lekko oburzony): Wyprzedziłeś mnie! To ja byłem czwarty!
Kamil (nadal nic nie rozumiejąc): Ale o co ci chodzi?
Kicia: No w generalce! Czwarty byłem, a ty szósty. A teraz jest na odwrót! Patrz! (podtyka mu telefon pod nos).
Kamil przecierając zaspane oczy, przygląda się tabelce. Chwilę liczy coś pod nosem, po czym kiwa głową.
Kamil: Ano faktycznie. Ale o co tyle rabanu?
Kicia: Nooo... bo to fajne jest, nie? Zamieniliśmy się miejscami, hehe. Super, co nie?
Kamil (przyglądając mu się sceptycznie): Wiesz co, Maciuś?
Kicia (z zainteresowaniem): No?
Kamil: Ty to chyba za dużo z Pietrkiem przebywasz.
Kamil obraca się do niego plecami i idzie spać dalej, a Kocur po odbębnieniu pięciominutowego zawiasu wraca do nołlajfienia.
Późny wieczór, Walti przechadza się niespokojnie po arenie skoczni. Nagle z cienia wyłania się jakaś postać i podchodzi do niego od tyłu.
Borek: Cieszę się, że przyszedłeś.
Walti (podskakując strachliwie): Ach to ty! Bo już się bałem, że na spotkanie z jakimś duchem przygnałem.
Borek: Walti... Muszę ci coś powiedzieć. Proszę, wysłuchaj mnie uważnie. (bierze głęboki oddech) Wiem, że tęsknisz za Miranem, ale niestety musisz pogodzić się z tym, że jego już tutaj nie ma. Jestem za to ja i obiecuję ci, nie będę próbował zająć jego miejsca - Szaman Wiatru jest tylko jeden i jest nim Tepes. Ja jestem tylko mierną podróbką. Ale jeśli to całe przedsięwzięcie ma się udać, musimy się zacząć dogadywać. Nie możesz uciekać przede mną, Walti, jasne?
Walti (kiwając głową): Dużo o tym myślałem i do decyzji dojrzałem. E_A mnie już uprzedziła, że osoba twa jest bardzo miła. Serce me do Mirka bardzo tęskno wzdycha, ale taka już niestety ma pokuta. To za złe wiatry Polakom słane, serce me niegodne zostało pokarane. Teraz jednak się zaczyna epoka nowa, będzie całkowicie przełomowa. Ramię w ramię z nowym przyjacielem u boku stanę do boju, że od ciebie stronię już nigdy na myśl nie przyjdzie nikomu!
Borek (wzruszony dogłębnie): Czy... czy to znaczy, że... że jestem teraz twoim przyjacielem?
Walti poczyniwszy dramatyczną chwilę przerwy w końcu krótko kiwa głową, a Borek rzuca mu się na szyję, zalewając się łzami.
Kurtyna opada, damy w pierwszych rzędach szlochają wzruszone w chusteczki.
Głos z OFFu: Nie ma fuszerki, Walti. Jak rymujemy, to rymujemy. A gdzie żeś się przez cały weekend teraz podziewał w sumie, hę?
Walti (poirytowany): Zbliża się czas iście ważny, temat to bardzo poważny. Turniej przygotować trzeba gibko, powróciłem jednak szybko. Korek mi zawracał głowę, ja się rozdwoić nijak nie mogę.
Głos z OFFu (podejrzliwie): Coś kręcisz Walti. Prawie jak wiatr w Kuusamo... (zerka do scenariusza) To jest Ruce, oczywiście, że Ruce! Weźże pogadaj z tym BORKIEM, a nie Korkiem i pamiętaj o rymach. Ja zmykam już, bo mam parę spraw do załatwienia. Poradzisz sobie z ostatnimi scenami? I postludium?
Walti: Nie kłopocz się, proszę - ja tę odpowiedzialność uniosę.
Głos z OFFu: To ja lecę, paa...!
Prevc (odzyskując zdolność ruchu): Halo, panie Hofer? Mówił pan coś?
Walti (wracając do rzeczywistości): Tak, owszem powiedzieć coś chciałem, lecz prawie o tym zapomniałem. Myślę, że wyniki dzisiejsze są zadowalające, a efekty naszej współpracy iście obiecujące!
Prevc (krzywiąc się nieco): Wolałbym, by obejmowały one wyższe miejsca niż trzydzieste trzecie.
Walti (wzniosłym tonem): Jeśli o chodzi o artystyczne walory, jestem bardzo zadowolony. Klamra Prevcowa ponownie zaistniała, publiczności dostrzec się dała. Niuanse takie są bardzo wskazane, rzekłbym nawet, że wymagane.
Prevc (przyglądając się liście wyników): Demon z rekordem skoczni, wygraną, kwiatkami i hajsem na cukierki i kablówkę... Nieźle się nasłucham od mamy. Ale za to Ceneł z kolejnymi punktami. Pojedynczymi więc znowu będzie mi jojczał przez całą drogę do domu. (wzdycha) Ale klamra jest, to fakt. Co za dużo, to jednak nie zdrowo. Myślę, że czas na jakąś zmianę.
Walti (nagle bardzo blady): A zatem zrywa pan umowę, szanowny panie? Czy pan wie, co się teraz z nami wszystkimi stanie?
Prevc (wzruszając ramionami): Pewnie znajdziecie inny sposób na podniesienie jakości artystycznej. Ma pan od tego przecież ludzi, nie...? Dobra, ja uciekam, muszę brata pocieszyć jednego, a utemperować drugiego. (podnosi się z krzesła) Miłego wieczoru, panie H.!
Walti (patrząc na zamykające się za Prevcem drzwi): Zostawili mnie samego, nie przeżyję chyba tego. Nie wiem czy dam radę udźwignąć to brzemię, choć ponoć potencjał we mnie wciąż drzemie.
Popada w zamyślenie i wpatruje się w okno, powoli popijając kawę i przeglądając scenariusz.
SCENA 8
Kicia: E, Kamil!
Kamil (otwierając jedno oko): Hę?
Kicia (lekko oburzony): Wyprzedziłeś mnie! To ja byłem czwarty!
Kamil (nadal nic nie rozumiejąc): Ale o co ci chodzi?
Kicia: No w generalce! Czwarty byłem, a ty szósty. A teraz jest na odwrót! Patrz! (podtyka mu telefon pod nos).
Kamil przecierając zaspane oczy, przygląda się tabelce. Chwilę liczy coś pod nosem, po czym kiwa głową.
Kamil: Ano faktycznie. Ale o co tyle rabanu?
Kicia: Nooo... bo to fajne jest, nie? Zamieniliśmy się miejscami, hehe. Super, co nie?
Kamil (przyglądając mu się sceptycznie): Wiesz co, Maciuś?
Kicia (z zainteresowaniem): No?
Kamil: Ty to chyba za dużo z Pietrkiem przebywasz.
Kamil obraca się do niego plecami i idzie spać dalej, a Kocur po odbębnieniu pięciominutowego zawiasu wraca do nołlajfienia.
POSTLUDIUM
Późny wieczór, Walti przechadza się niespokojnie po arenie skoczni. Nagle z cienia wyłania się jakaś postać i podchodzi do niego od tyłu.
Borek: Cieszę się, że przyszedłeś.
Walti (podskakując strachliwie): Ach to ty! Bo już się bałem, że na spotkanie z jakimś duchem przygnałem.
Borek: Walti... Muszę ci coś powiedzieć. Proszę, wysłuchaj mnie uważnie. (bierze głęboki oddech) Wiem, że tęsknisz za Miranem, ale niestety musisz pogodzić się z tym, że jego już tutaj nie ma. Jestem za to ja i obiecuję ci, nie będę próbował zająć jego miejsca - Szaman Wiatru jest tylko jeden i jest nim Tepes. Ja jestem tylko mierną podróbką. Ale jeśli to całe przedsięwzięcie ma się udać, musimy się zacząć dogadywać. Nie możesz uciekać przede mną, Walti, jasne?
Walti (kiwając głową): Dużo o tym myślałem i do decyzji dojrzałem. E_A mnie już uprzedziła, że osoba twa jest bardzo miła. Serce me do Mirka bardzo tęskno wzdycha, ale taka już niestety ma pokuta. To za złe wiatry Polakom słane, serce me niegodne zostało pokarane. Teraz jednak się zaczyna epoka nowa, będzie całkowicie przełomowa. Ramię w ramię z nowym przyjacielem u boku stanę do boju, że od ciebie stronię już nigdy na myśl nie przyjdzie nikomu!
Borek (wzruszony dogłębnie): Czy... czy to znaczy, że... że jestem teraz twoim przyjacielem?
Walti poczyniwszy dramatyczną chwilę przerwy w końcu krótko kiwa głową, a Borek rzuca mu się na szyję, zalewając się łzami.
Kurtyna opada, damy w pierwszych rzędach szlochają wzruszone w chusteczki.
KONIEC AKTU IV
Ech.
Myślałby kto, że jak się Walti z Borkiem dogada, to już będzie z górki, c'nie?
Haha. Niedoczekanie. Przecież te głąby nie dadzą sobie beze mnie rady!
Choć będą musieli od czasu do czasu. Ja ich niańczyć wiecznie nie będę!
A teraz czas Turniej Całkowitego Skonania.
Czy jak to tam leciało...
***&***
Źródła gifów: 1) sloeagles.tumblr.com 2) sloeagles.tumblr.com 3) kraftstefan.tumblr.com



Hajbek (pod nosem): Borze zielony, co za sezonówka...!
OdpowiedzUsuńOooo, Michi. Brakowało mi cię tu.
"KOCIMIĘTKĘ MI TAM ROZSYPAŁ, DO CHOLERY!"
Uwaga! Apel do #sjf! Oprócz papryki robimy zapas kocimiętki na najbliższy sezon.
Prevcu nam się wyłamuje z umowy. W sumie sie nie dziwię. Tez bym miała dość ostatnich miejsc.
Dobrze, że te gify są bo człowiek by nie uwierzył (starość nie radość i pamięć juz nie ta) że takie cuda się wyprawiały na konkursach.
PS. Nie czytać w busie i miejscach publicznych, jeśli masz problemy z powstrzymywanie wybuchu śmiechu😂
Ja Twój komentarz do drugiego aktu próbowałam przeczytać na praktykach, ale szybko zrezygnowałam, by moja maska profesjonalizmu nie spadła XD.
UsuńKocimiętka to jest dobry plan!