NIECZYNNE Z POWODU, ŻE ZAMKNIĘTE.

Teatr im. Wiatru i Przestworzy zamyka swą działalność.
Wszystkim widzom dziękujemy za zainteresowanie.


poniedziałek, 5 czerwca 2017

AKT V - Obersdorf

PRELUDIUM


Walti i Borek siedzą w gabinecie i popijają szampana. Atmosfera wzajemnej sympatii i dobrej zabawy, gra cicho muzyka, światło jest przyćmione.

E_A (wpadając gwałtownie do gabinetu): Panowie! co to ma znaczyć?!

Walti (spokojnie): Droga moja, E_A, miła - czemuś nam się tak zjeżyła? Świętujemy razem z Borkiem, to że nie jest już dziś Korkiem.

E_A (marszcząc podejrzliwie brwi): To znaczy...?

Borek (robiąc łyk szampana): To znaczy, że jesteśmy teraz z Waltim najlepszymi przyjaciółmi!

E_A (nieco uspokojona): Dobrze, bardzo się cieszę, ale... Ale co z Turniejem? Pamiętasz, Walti, jak się umawialiśmy? (grozi mu palcem)

Walti (kiwając głową): Cztery akty będą krótkie, by dać oddech skocznej trzódce. Emocji za to będzie bez liku i zwrotów akcji, mój drogi króliku.

E_A (unosząc sceptycznie brew): Nie pij więcej, Walti.

Borek (pojednawczo): Nic się nie martw, mała. Wszystko jest przygotowane na tip-top.

E_A: Trzymam za słowo!

Wychodzi, a Borek i Walti wracają do błogiej chwili relaksu przy szampanie i cygarach.
...bez-tytoniowych, oczywiście!



SCENA 1

Kwalifikacje, miejsce dla lidera. Wank przebiera buty i nagle czuje, że jest obserwowany.

Wank (unosząc głowę): Co, do cho-...

Złoty Ptak: *gapi się*

Wank (podchodząc bliżej): Eee... Dzień dobry? 

Złoty Ptak: *nadal się gapi*

Wank (nagle olśniony): Aaa...! No tak! To przecież pan, panie Ptaku! Bardzo mi miło!

Waha się przez moment, po czym ostrożnie głaszcze Ptaka po złotej główce. Zachęcony faktem, że ten nie oddziobał mu dłoni, przystaje przy nim i pogłaskuje go od czasu do czasu.

Wank: Bardzo pan ładny, panie Ptaku. Z chęcią zabrałbym pana do domu, Panie Ptaku.

Ceneł (podchodząc do boksu lidera, z przekąsem): No, nie wdaje mi się (kiwa głową w kierunku tabeli wyników)

Wank (zwiesza ze smutkiem głowę): Ech, no trudno. Do widzenia, panie Ptaku, miło było z panem pogawędzić!

Złoty Ptak: *odprowadza go wzrokiem*

Ceneł (podchodząc bliżej): Cześć, panie Ptaku! (klepie go po główce) Ładny mamy dzień, prawda? Taki słoneczny! A pan pewni strasznie tutaj marznie, tak stojąc samotnie! Ale spokojnie, na pewno wkrótce ktoś się panem zaopiekuje i weźmie do domu.

Złoty Ptak: *przygląda mu się z uwagą*

Ceneł: U nas na kominku na ten przykład stoi i pański starszy brat! Peter się nim zaopiekował w zeszłym roku i nasz Pan Ptak wcale nie narzeka. Cieplutko mu i wszyscy go podziwiają... (z dumą) A mnie nawet pozwalają go polerować raz w tygodniu, o! I wie pan co, panie Ptaku...

Leyhe (stając za plecami Cene): Moja kolej, wypad, dzieciaku!

Ceneł (oburzony): Ej, ja mam dwadzieścia jeden lat! Prawie...

Leyhe (przyglądając mu się sceptycznie): Nie wydaje mi się, dałbym ci góra trzynaście. Tak czy siak, sio mi stąd, teraz ja prowadzę i to ja będę miał zaszczyt zabawiać pana Ptaka rozmową.

Złoty Ptak: *przygląda się tej kłótni beznamiętnie*

Ceneł (jeszcze bardziej oburzony): No wiesz...!

Technik (podchodząc do nich): Panowie, proszę o spokój. Jesteście na scenie... to jest na skoczni! Nie znacie scenariusza? I tak przyjdzie Kamil i pozamiata, nie macie się więc o co kłó-...

Głos z OFFu (grzmiąc nad całym zeskokiem): CO TO ZA SPOJLERY?! ZWALNIAM PANA, PANIE TECHNIKU!!!

Technik (zerkając w niebo): Ja tylko chciałem dobrze, przepraszam...! (nagle wnerwiony) I MAM NA IMIĘ MIETEK!

Pan Mietek odchodzi zdenerwowany, rzucając w zaspę swój roboczy strój, Ceneł odchodzi naburmuszony, a Leyhe próbuje podjąć konwersację ze Złotym Ptakiem.

Złoty Ptak: *udaje, że go słucha*

Złoty Ptak: *byłoby mi łatwiej rozmawiać, gdyby odlali mnie z otwartym dziobem*

Złoty Ptak: *dalej znosi nudną nawijkę kolejnych liderów*



SCENA 2

Po kwalifikacjach. Kicia siedzi w domku Polaków i smętnie przegląda swojego srajfona. Nagle do domku wpada Pietrek.

Pietrek (rozentuzjazmowany): Ej, Kocie, bo sprawa jest!


Kicia: *apatycznie gapi się w przestrzeń*


Pietrek (orientując się, że coś jest nie halo): Ej, Kocie...? Co jest?


Kicia (jakby do siebie): I na co mi to było...? Trza było się z Prevca naśmiewać? Zemsta najlepiej smakuje na zimno, oj tak...


Pietrek (mocno już zaniepokojony): Ej, serio, Maciek, co jest? Ja się martwię, cholibka!


Kicia (wzdychając ciężko): Ach, Piotrek, Piotrek... śmiałem się z klątwy dwójki imienia Petera Prevca i co? No i mam za swoje! (z niezachwiana pewnością) Skurczybyk rzucił na mnie moją własną klątwę!


Pietrek (wytrzeszczając oczy, przysiada obok): Ale jak to?! Co to za dziwne voo-doo-śmoo-doo?


Kicia: No patrz! (pokazuje mu listę wyników) Piąty! Znowu! W Ruce - piąty, w Klingenthal - piąty, w Lillehammer... no zgadnij?


Pietrek (drapiąc się po brodzie): No w niedzielę na pewno żeś stał na pudle.


Kicia (oburzony): Ale w sobotę byłem piąty!!! Nie wspominam już serii próbnych i treningów. Statystyka nie kłamie - Prevc rzucił na mnie klątwę!


Kicia (po chwili namysłu): W sumie, jakby tak tę jego dwójkę obrócić do góry nogami to wychodzi taka koślawa piątka... Widzisz! To dowód!


Pietrek: Faktycznie...! Ej, ale przełamałeś klątwę, byłeś na pudle, więc o co chodzi?


Kicia: BO DZIŚ ZNOWU BYŁEM PIĄTY! Jeszcze jak cały sezon skończę na piątym miejscu to chyba pójdę się utopić w misce mleka!


Pietrek (zaniepokojony): Ej, spokojnie, stary. Mam coś, co pomoże ci się rozerwać.



Kicia (zaintrygowany): Nooo?

Pietrek: Widziałeś jutrzejsze pary KO?  (Kicia kiwa głową) No więc mamy z Jaśkiem pewien plan...

Pietrek zaczyna szeptać tak cicho, że nie słychać go nawet w pierwszych rzędach, więc przenosimy się do następnej sceny.




SCENA 3

Hotelowy pokój obwarowany linami, na środku materac, w kącie pokoju Kicia na wysokim krześle z megafonem w dłoni.

Kicia: PROSZĘ PAŃSTWA, W NIEBIESKIM NAROŻNIKU - JAAAAAN ZIOOOOOBRO...! ZAWODNIK WAGI KOGUCIEJ!

Ziober zrzuca szlafrok i pręży muskuły, wydaje okrzyk bojowy i staje w niebieskim narożniku.

Kicia: A W NAROŻNIKU CZERWONYM - PIOOOOOTR ŻYYYYYŁA...! RÓWNIEŻ WAGI KOGUCIEJ!

Pieter wpada na ring w podskokach, rechocząc przy tym złowieszczo, zrzuca szlafrok i przyjmuje bojową postawę.

Kicia: ZMIERZĄ SIĘ W WALCE NA PIĘŚCI, ROZSTRZYGAJĄC TYM SAMYM JUTRZEJSZĄ WALKĘ NA SCENICZNYCH DESKACH SKOCZNI SCHATTENBERGSCHANZE...!

Zawodnicy podchodzą do siebie, podskakując dla dodania sobie animuszu, Klimek uderza w gong i walka się zaczy-...

Głos z OFFu: Chwila, moment, STOP. Co to ma wszystko znaczyć?

Kicia (wciąż przez megafon): NO BO POMYŚLELIŚMY, ŻE FAJNIE BĘDZIE...

Głos z OFFu (przekrzykując go): ODŁÓŻ TEN MEGAFON, KOCIE!!!

Kicia (posłusznie odkłada megafon): Pomyśleliśmy, że fajnie będzie sprawdzić, który z nich ma większe szanse jutro. Żeby wiedzieć, co obstawiać w zakładach. Wiesz jak słabo płacą za piąte miejsca? Jak nie obstawię dobrze jutrzejszych wyników, to nie będzie mnie stać na prezent dla papy  i Kuba znowu okaże się tym fajniejszym synem (robi smutną minkę). Bądźże człowiekiem, głosie z OFFu!

Głos z OFFu materializuje się w postaci E_A.

E_A: No, dobrze, będę człowiekiem. Ale na krótkofalówki Hofera, ŻADNEGO BICIA. Mamy za mały budżet i nie stać nas na makijażystki, które by wam potem siniaki maskowały. 

E_A (pod nosem): Na porządnych aktorów też nas nie stać....

Kicia (pojednawczo): No dooobra, to oni się tylko zważą, zamarkują kilka ciosów i będzie, co?

E_A (po namyśle): Niech będzie. ALE ŻEBY MI TO BYŁO OSTATNI RAZ!

Kicia, Pietrek, Ziober i Klimek (smętnie, jednym głosem): No, doooobraaaaa...

E_A znika, a panowie kończą kręcić materiał i wrzucają go na Fejsbóka.



SCENA 4


Przed konkursem, operator kamery (ale nie ZPKamerman!) łapie zawodników i kręci materiał do pokazania przed pojedynkiem. Przegląda listy startowe, sprawdzając kogo jeszcze musi nakręcić.

Kamerzysta (pod nosem): Kogo my tu jeszcze mamy...? Moment, moment... Tak, Ceneł Prevc i Klimek Murańka, gdzie oni są? (rozgląda się dookoła)

W tym momencie zza zakrętu wyłania się truchtający Ceneł. Kamerzysta podbiega do niego.

Kamerzysta: Stój, nie ruszaj się! Kręcimy materiał!

Ceneł robi przestraszoną minę i zamiera w pół kroku.

Ceneł (sapiąc): Ale... że... co...?

Kamerzysta: Jeszcze potrzeba mi Murańki (rozgląda się i dostrzega go rozciągającego się nieco dalej) Nie ruszaj się, zaraz wracam.

Podbiega do Klimka i ciągnie go za rękaw w stronę Cene.

Kamerzysta: Cudownie, wspaniale! Niesamowite, idealne!

Klimek (zdezorientowany): Ale, że co?

Ceneł: No właśnie też chciałbym wiedzieć.

Kamerzysta (nadal w uniesieniu): To jest to! W końcu jakiś ciekawy pojedynek. Dwóch przedszkolaków w walce jeden na jednego!

Klimek: PRZEDSZKOLAKÓW?!

Ceneł: PRZEDSZKOLAKÓW?!

Kamerzysta: Pomysł Piotrka i Janka był fajny, ale przecież takie urocze dzieciaczki, jak wy nie będą się bić, nie? Może zatem... konkurs, który z was ma więcej zabawek? Albo pluszaków? Hm, co wy na to?

Klimek: Nie. Ma. Mowy.

Ceneł: Absolutnie nie.

Kamerzysta: Ej, chłopaki, serio. Tak młodo wyglądacie, to się dobrze sprzeda! Zgódźcie się na coś, bo inaczej Hofer mnie zabije za małą oglądalność. O tej jego asystentce nie wspominając.

Głos z OFFu: JA TO SŁYSZĘ!

Kamerzysta: To dobrze, bo przy okazji pragnę zauważyć, że mam imię!

Głos z OFFu: Jakie?

Kamerzysta: Zbyszek. Poprawisz w scenariuszu?

Głos z OFFu: Dobra, załatwione.

Zbyszek: Dzięki! (do Cene i Klimka, szeptem) Widzicie, jaka ona jest? Bądźcie ludźmi, chłopaki! Co ja zrobię, że wyglądacie jak pięciolatki i widzowie oczekują bitwy przedszkolaków?

Klimek i Ceneł przyglądają się sobie uważnie.


Klimek: No doooobraaa...

Ceneł: ...możemy zagrać w kamień-papier-nożyce.

Zbyszek (uradowany): Cudownie! To pędzę po kamerę!

Oddala się w podskokach, Ceneł i Klimek znów zerkają na siebie.

Klimek: Wiejemy?

Ceneł: Wiejemy!

W trymiga znikają z zasięgu wzroku.




SCENA 5

Trwa pierwsza seria konkursowa, do skoku przygotowuje się Wellinger. Zasiada na belce, poprawia gogle, a Werner daje mu znak chorągiewką.

Wellinga (buńczucznie): To ja wam teraz wszystkim pokażę! Rekord skoczni jest mój! I to z telemarkiem!

Odpycha się od belki i oddaje skok, który jednak nie jest dłuższy od oficjalnego rekordu skoczni. Zrezygnowany przysiada na tyłach nart i wzdycha.

Wellinga: Mam już tego dość! Rzucam te całe skoki i zmieniam dyscyplinę na... (rozgląda się w poszukiwaniu natchnienia). O, wiem! Na saneczkarstwo. To jakoś tak szło...

Zaczyna odpychać się rękami od ziemi i dojeżdża w ten sposób do brzegu areny skoczni.

Sevik (przyglądając mu się podejrzliwie): Welli, bracie w skocznym fachu, co ty czynisz, dziecko?

Wellinga (unosząc wysoko nos): Już nie jestem skoczkiem! Jestem saneczkarzem!

Znienacka za ich placami pojawia się Seppcio.

Seppcio (autorytarnym tonem): Na skoczni panuje zakaz używania jakiegokolwiek sprzętu poza nartami, butami, kaskami, goglami, rękawiczkami i kombinezonami!

Sevik (cichutko): A bielizna...?

Seppcio (ignorując go): Jeśli zaraz pan nie zaprzeczy posiadaniu sanek, będę musiał pana zdyskwalifikować, panie Wellinger!

Wellinga (przerażony): Nein, nein, nein! To ja już zostanę przy byciu skoczkiem, obiecuję! I przysięgam, już nigdy żadnych sanek!

Seppcio (zadowolony z siebie): No! Ładnie by mnie Walti zrugał, że kostiumów nie dopilnowałem! (do siebie) Ale meh, żadnej dyskwalifikacji? Trzeba to zmienić...

Rozgląda się w poszukiwaniu nowej ofiary, zostawiając Niemców samych sobie. Nagle jego wzrok pada na Dimę.

Seppcio: Pan Wasiljiew? Halo, panie Wasilijew? (wyciąga zza pasa miarkę i macha nią wymownie)

Dima (zerkając na niego wilkiem): Szto eta?

Seppcio (radośnie): No, mierzymy się, szybciutko.

Dima: Ja nie panimaje, szto ty gawarisz.

Seppcio: Nie mam pojęcia, co mówisz, mój drogi, ale jeżeli nie pozwolisz się zmierzyć, to będzie mała dyskwalifikacja. Liczę do trzech, dobrze? Raaaaz...

Dima: *patrzy na niego niewzruszony*

Seppcio: Dwaaaa...

Dima: *wzdycha i ostentacyjnie wyciąga spod kombinezony piersiówkę*

Seppcio: Dwa i pooooooół...

Dima: *pociąga solidny łyk i kicha donośnie trzy razy pod rząd*

Seppcio: Dwa i trzy ćwieeeeerciiii...

Dima: To dyskwalifikujesz mnie pan, czy nie?

Seppcio (oszołomiony): To ty jednak mówisz w jakimś ludzkim języku?!

Dima (wzruszając ramionami): Ludzki, nie ludzki. To z wami się na trzeźwo dogadać nie idzie. Dyskwalifikujesz mnie i mogę iść na coś mocniejszego, czy jednak mam robić z siebie latającego wariata?

Seppcio (zerkając tęsknie na jego piersiówkę): W suuumie... Im mniej was skacze w drugiej serii tym szybciej skończymy i wrócimy do hotelu, nie?

Dima kiwa głową. Seppcio z trzaskiem składa miarkę, wsadza ją za pasek i przyjmuje najbardziej galową minę.

Seppcio: BIB NUMBER 34 DISQUALIFIED DUE TO (zawiesza się, szeptem do Dimy) Due to co?

Dima: Due to jestem nietrzeźwy.

Seppcio (przegladjąc papiery): Nie mam takich wytycznych.

Dima: Więc do dupy takie wytyczne.

Seppcio: Może doping?

Dima (wywracając oczami): Dawaj galoty, wszystkim to dajesz, jak leci przecież.

Seppcio: Okej (ponownie doniosłym tonem) ...DUE TO SUIT.

Dima (z zadowoleniem): No, to teraz fajrant.

Oddala się, podśpiewując z zadowoleniem pod nosem.




SCENA 6

Trwa druga seria konkursowa, Simmi smętnie siedzi na ławce i bawi się sznurówkami buta. Podchodzi do niego Nori i przygląda mu się współczująco.

Nori: Wszystko w porządku, młody?

Simmi (markotnie): Zdaje się, że Orzełek znowu mi odleciał sprzed nosa.

Nori: Masz motywację, by skakać za rok.

Simmi (kwaśno): Mówię to sobie od dziesięciu lat. Za kolejne dziesięć chyba będę z balkonikiem skakał i nadal do Orła nie doskoczę.

Nori: No wiesz, niektórzy skaczą w takim wieku i balkonik wcale nie jest im potrzebny.

Simmi (z pokorą i szacunkiem): Wybacz, sensei. Ale to chyba nie dla mnie.

Nori (po chwili namysłu): Chodź, ze mną (prowadzi go w kierunku boksu lidera). Widzisz tego Orła?

Simmi kiwa głową.

Złoty Orzeł: *skłania łepek przed senseiem Kasai*

Nori: Jeden taki będzie twój. Jestem tego tak pewien, jak tego, że poskaczę jeszcze trzydzieści lat!

Simmi: I pewnie jeszcze rozłożysz na łopatki mojego syna, nie?

Nori: A jak się postram to i wnuka. To jak? Nie poddajemy się?

Simmi: No ba! (zwracając się do Orła) Do zobaczenia w przyszłym roku!

Odwraca się, dziękuje Noriemu za rozmowę i odchodzi podniesiony na duchu.
Nori z uwagą przygląda się Złotemu Orłowi.

Nori (z namysłem): Jeszcze nie w tym roku, mój drogi. Teraz walczę o Plastikową Kulkę. To bardzo prestiżowa, choć paradoksalnie bardzo młoda nagroda. Nie może jej zabraknąć w mojej kolekcji.

Odchodzi, odprowadzany czujnym wzrokiem Złotego Orła.


Złoty Orzeł: *w sumie mógłby zostać moim właścicielem, sympatyczny jest. No i jeszcze mnie w Japonii nie było*

Złoty Orzeł: *rozgląda się*

Złoty Orzeł: *wymarzłem tu już trochę. Czy ktoś mnie może wziąć do hotelu? A potem do Ga-Pa?*

Odpowiada mu cisza i pokrywa go coraz grubsza warstwa padającego śniegu.




POSTLUDIUM

E_A siedzi przy biurku i przegląda papiery, nanosi poprawki na scenariuszu, rozlicza kosztorysy, projektuje kostiumy, mówiąc krótko - robi wszystko.

E_A: Orzełek potrzebuje ochrony. Po pierwsze, ktoś może go porwać, a po drugie moknie, marznie i markotnieje. Maskotka Turnieju nie może mieć kataru przecież!

Zapisuje coś w notatniku i szkicuje kapelusz z parasolką w rozmiarze "Złoty Orzeł". Dalej przegląda papiery.

E_A: Seppcio powinien uaktualnić dokumentacje, bo ten "suit" robi się już nudny. No i musi wyrabiać normę, ale, na wąsy Małysza, nie za wszelką cenę!

Skrobie kolejną notatkę, spina kilka kartek, wpina do segregatora, robi łyk kawy.

E_A: Przydałoby mi się trochę przerwy... Ale przecież Walti sam sobie nie poradzi. Borek tym bardziej. Ani Seppcio. Meeeeh. Kto wymyślił ten cały Turniej? Przecież jeden dzień odpoczynku to stanowczo za mało!

Wzdycha ciężko i stawia ostatnią kropkę w notatniku, po czym bierze czystą kartkę i robi notatkę dla Waltiego.

E_A: Dzisiaj ci się upiekło, Walti. Ale w Ga-Pa koniec luzów, nie będę wszystkiego za ciebie załatwiać. Nawet krótkofalówki ci wypolerowałam!

Wstaje i ogarnia wzrokiem gabinet.

E_A: Ech, a to nawet jeszcze połowa nie jest...

Wzdycha ciężko i wychodzi z pomieszczenia.




KONIEC AKTU V





No i zaczęliśmy maraton.  Maraton, podczas którego umrę śmiercią tragiczną, ja Wam to mówię!
Ale w międzyczasie idę pokonwersować z Panem Ptakiem. Tylko on jeden mnie tu rozumie, ot co!
A poza tym, musi przymierzyć parasolkę, o!
PS: Nie mam pojęcia, kiedy następny akt, bo nie mam kiedy go napisać. Walter ma poślizgi, bo mu krótkofalówki zamokły.
I jak ja mam pracować w takich warunkach, no jak?!

***&***

Źródła gifów: 1) le ja; 2) poleagles.tumblr.com