NIECZYNNE Z POWODU, ŻE ZAMKNIĘTE.

Teatr im. Wiatru i Przestworzy zamyka swą działalność.
Wszystkim widzom dziękujemy za zainteresowanie.


poniedziałek, 29 maja 2017

AKT IV - Engelberg

PRELUDIUM

Borek: Walter? Halo, czy ktoś widział Waltera?

E_A: Zdaje się, że się przede mną chowa.

Borek (zdziwiony): Czemu niby?

E_A (wzdychając): Po tym, co odhoferował w Lille? Lepiej, żeby mi się na oczy nie pokazywał.

Borek (zasmucony): Ech, mam wrażenie, że mnie nie lubi.

E_A (zerkając z ukosa): Jeszcze się do ciebie przekona, Borek. Bo widzisz... on za Mirkiem tęskni. Łączyła ich, jakby to powiedzieć... specyficzna więź.

Borek (marszcząc brwi): To znaczy? Chwila, czy ty chcesz powiedzieć...

E_A (obronnie wznosząc ręce do góry): Nie, nie, nie, absolutnie! Nic z tych rzeczy! Jedyną miłością Waltiego są jego krótkofalówki! Mirek to taka jego bratnia dusza. Chyba boi się, że zdradzi jego pamięć zbytnio zaprzyjaźniając się z tobą.

Borek (żałośnie): A ja tak się staram!

E_A (poklepując go po ramieniu): Porozmawiaj z nim, wyjaśnij, co czujesz (kiwa głową ze współczuciem). Należy ze sobą rozmawiać, to ważne.

E_A (po chwili zastanowienia): Na pewno nie będzie łatwo, różnica pokoleniowa jest duża, a tobie daleko do wywalczenia karty członkowskiej klubu 50+ ...

Borek: A to nie było 500+?

E_A (wywracając oczami): Ty się z Hoferem lepiej o pińcet plus nie staraj, to sztuka, nie "Moda na Sukces"!

Borek: O właśnie! Zaczynamy?

E_A: Bez Waltiego?

Borek (wzrusza ramionami): Sama powiedziałaś, że nie chcesz go widzieć.

E_A: Dobra, jedziemy. Światła! Kamery! Akcja!



SCENA 1

Kończą się kwalifikacje, Dejvi stoi na miejscu lidera i przestępuje z nogi na nogę.

Dejvi (niecierpliwie): Noo... kończcie już! Pizga, pizga niemiłosiernie. Dajcie mi już ten czek, buziaczki, machanko do kamery i wracamy do hotelu na herbatkę z prądem, należy mi się, nie?

Pietrek: Cichaj, młody, jeszcze tylko paru i dostaniesz te swoje kwiatki i inne sratki. Na co ci to badziewie?

Dejvi (z politowaniem): Z wygranie kwalek płacą extra!

Pietrek (otwierając szeroko oczy): Serio?! Teraz mi to mówisz? Jakbym wiedział, to bym się bardziej starał! Na prezenty dla dzieciaków by było!

Dejvi (z wyższością): Widzisz? Trzeba myśleć biznesowo, a nie to, co ty. Skaczesz bezmyślnie i w ogóle z tego pożytku nie ma!

Pietrek (grożąc mu palcem): Ty się tak, młody, nie rozpędzaj...

Hajbek staje obok i chrząka znacząco.

Hajbek: *bełkocze coś po niemiecku*

Pietrek: Hę?

Dejvi: Hę?

Hajbek (wzdychając ciężko): Dat yz maj plejs. (pokazuje na boks lidera) Aj em e łiner.

Dejvi (zerkając na Pietrka niepewnie): Co on gada?

Pietrek (wzruszając ramionami): Może mu się twoje buty spodobały?

Dejvi (unosząc wysoko stopę, Hajbekowi pod nos prawie): Tak myślisz...? (do Hajbeka) Fajne są, co nie?

Hajbek kręci z politowaniem głową i ciągnie Dejviego na bok. Ten się wzbrania, a Austriak pokazuje mi tabelę wyników.

Dejvi (rozpaczliwie): Pieeeetreeek...! Cho no tu, bo ja chyba oślepłem!

Pietrek (podbiega zaniepokojony): Co się stało?

Dejvi (wskazując na tabelę, żałośnie): Dlaczego tu pisze, że jestem drugi?

Pietrek: Boo... jesteś?

Dejvi: To... to nie będzie kwiatków? Nie będzie machania do kamery? Nie będzie pinionszków?

Pietrek: Ano nie będzie.

Zamyka go w pokrzepiającym uścisku, Dejvi roni kilka męskich łez wprost na materiał jego kadrowej kurtki.




SCENA 2

Po kwalifikacjach, Goran udziela wywiadu, nagle od tyłu zachodzi go schodzący ze skoczni Kamil i klepie po łopatkach.


Janus: E, co to za spoufalanie się?

Kamil: Dobrze mi się skoczyło i czekam na pochwały, a wszyscy trenerzy gdzieś daleko (smutna minka).

Janus: Ech, no dobrze. (klepie go po kasku) Ładnie, Kamilu, ładnie. Papa Goran jest dumny! Przynajmniej z ciebie, bo z tych moich buloklepów pożytku zbyt wielkiego nie ma.

Kamil: A Prevc?

Janus: Ale który?

Kamil (skonsternowany): Aaa... to ich jest więcej?

Janus: Bez liku! Demon jeszcze sobie radzi, ale szalone toto i nieusłuchane, więc nie ma w tym mojej żadnej zasługi. Ceneł furory nie robi, miał brać z braci przykład, ale za bardzo nie ma się na czym wzorować, a Prevc najstarszy... ech, szkoda gadać.

Kamil: To może... może ja bym z nim tak porozmawiał troszeczkę, co? W końcu kumpel ze skoczni, a słowiańska brać winna się trzymać razem, nie? Może mu to trochę humor poprawi i lepiej mu się będzie tu latać?

Janus (ucieszony): Tak, tak! To świetny pomysł! Biegnij do niego, a ja wracam do dziennikarzy.

Klepie Kamila raz jeszcze po plecach i w o wiele lepszym nastroju odwraca się w kierunku błyskających fleszy.




SCENA 3

Końcówka sobotniego konkursu, Cene siedzi markotny na ławce i nieśpiesznie przebiera buty.

Ceneł (do siebie): Ech, i na co mi to było? Tyle treningów, tyle przygotowań, pakowania, szukania skarpetek po szufladach, znoszenia docinek Demona... I co? I jeden punkt, JEDEN!

Wzdycha ciężko i wpatruje się w skocznię, gdzie na belce zasiada Prevc (ten najstarszy, oczywiście!). Ten ostatni bierze głęboki oddech i przygotowuje się do skoku.

Prevc (pod nosem, odpychając się od belki): Męczy mnie już to całe skakanie. (wybija się z progu) Serio, przydałaby mi się jakaś drzemka teraz (szybuje nad zeskokiem). Nawet w tej chwili, bo naprawdę już nic mi się nie chce.

Narty dotykają zeskoku, a Peter pada jak ścięty toporem z głośnym chrapnięciem zsuwa się po zeskoku pogrążony już w głębokim śnie.

Ceneł (przerażony): Rany, brat!

Demon (na górze skoczni): Rany, brat!

Publiczność na skoczni: !!!

Publiczność przed TV: !!!

Medycy: *biegną pośpiesznie i sprawdzają czy wszystko w porządku*

Prevc (podnosząc się z ziewnięciem): Ech, nawet pospać człowiekowi nie dadzą... Widział ktoś moją drugą nartę? (rozgląda się dookoła, po czym wstaje i schodzi z areny skoczni).

Ceneł: Ej, na pewno nic ci nie jest? Martwiłem się!

Prevc: Eee, zdrzemnąć się chciałem. A tobie jak poszło?

Ceneł (ze smutkiem): Dziś tylko punkta zarobię, słabo, nie?

Prevc: Oj tam, oj tam. Od czegoś trzeba zacząć. (ciszej, konspiracyjnym szeptem) Ale Demonowi nie mów lepiej, bo się będzie z ciebie nabijał do końca życia.

Ceneł (kwaśno): Wiem, niestety. Ale skoro nam nie poszło, to może spokojnie wskoczyć na podium, mama się nie zdenerwuje. (z nadzieją) A wtedy może nawet nie zauważy...?

Prevc (z politowaniem): Łudź się dalej, ta mała bestia jest pamiętliwa.

Patrzą na siebie porozumiewawczo i jednocześnie wzdychają ciężko, po czym zerkają w górę skoczni, by obserwować lot najmłodszego z braci.




SCENA 4

Po konkursie, podiumowanie. Na pierwszym miejscu Hajbek, na drugim Demon, a na trzecim...

Demon (pyszałkowato): E, a ty to kto?

Hajbek: *odchrząkuje znacząco i daje młodemu znaki dymne*

Kofi (patrząc z wyższością na młokosa na wyższym stopniu podium): Ty sobie, młody, lepiej nie pozwalaj... Mógłbym być twoim ojcem!

Demon: Eee, raczej nie. Mam zdecydowanie ładniejsze oczy. Kiepska pula genowa, raczej podziękuję. Skąd żeś się tutaj w ogóle wziął? Nie kojarzę cię, człowieku.

Hajbek (pod nosem): Borze zielony, co za sezonówka...!

Kofi (urażony): Za czasów mojej świetności, jeszcze cię na świecie nie było, szczylu. Tylko dlatego wybaczę ci twoją impertynencję.

Demon (pokasłując): Heh, no właśnie widzę, żeś trochę zakurzony...

Kofi (wzdychając ciężko): Nie ma na podium człowieka trochę ponad dwa lata, a tu taki upadek obyczajów...! Ach, ta dzisiejsza młodzież!

Demon prycha niewzruszony, Hajbek kręci z rozczarowaniem głową, a Kofi przestaje zwracać uwagę na rozkapryszone młode pokolenie skakajców i napawa się swym powrotem do glorii i chwały.




SCENA 5

Po konkursie, domek Polaków. Z oddali dobiegają dźwięki dekoracji, Dejvi i Kicia siedzą i bez słowa popijają wodę z bidonów.

Dejvi (z westchnienim): Ale spaprałem, Maciek, normalnie kaplica.

Kicia (z filozoficznym wyrazem mordki): Ano spaprałeś, Dejvi. Podiuma mogłeś mieć, a tu taka klapa. Bęc na bulę.

Dejvi (markotnie): Weź mi nawet nie mów... Jak ja się w domu matce na oczy pokażę? Przecież to wstyd i hańba! Taką okazję zmaścić! I jeszcze trener mnie za uszy wytarga, bo mu plan progresji osiągnięć zaburzyłem.

Kicia (pocieszająco): E, jutro też jest dzień. Odbijesz sobie. I te kwalki wczorajsze i ten dzisiejszy regres. Jeszcze pokażesz, kto jest królem skoczni!

Dejvi (nieco radośniej): No! Taki awans mi by się przydał, jak ten twój dzisiejszy. Dwanaście miejsc! To dopiero coś!

Kicia: Pamiętaj, że jedno twoim kosztem.

Dejvi: No, dobra, to jedenaście, ale to i tak świetny wynik! Jak to zrobiłeś, przyznaj się!

Kicia (nagle nieco speszona): Eee... nic specjalnego....

Dejvi (zaciekawiony): No dalej! Mów! Nikomu nie powiem!

Kicia (z ociąganiem): No bo... rozmawiałem z trenerem, że tak jakby parcia na hilsajz nie mam. No, odpycha mnie od tej linii, jakby tam kto szpilki rozsypał. No, a on mi na to, że ma na to radę. Poszedł na dół, wziął coś z auta, przespacerował się po hilsajzie no i... No i mi wyszło.

Dejvi (z oczami jak pisiont groszy): No ale co to za czary?!

Kicia: *mamrocze coś pod nosem*

Dejvi: Co?

Kicia: *mamrocze coś jeszcze mniej wyraźnie*

Dejvi (zirytowany): Mówże normalnie, Kocie!

Kicia (najeżony do granic możliwości): KOCIMIĘTKĘ MI TAM ROZSYPAŁ, DO CHOLERY!

Dejvi wytrzeszcza oczy, a potem spada z ławki, turlając się ze śmiechu po podłodze przez następne piętnaście minut. Kicia strzela focha i nie odzywa się do niego do końca dnia.




SCENA 6

Konkurs niedzielny, Vojtech Stursa przygotowuje się do swojego skoku i nagle słyszy konspiracyjny szept Niemców.

Sev (szeptem): Panowie, mam dla was tajną informację. (jeszcze ciszej) ZPKamerman prawdopodobnie wrócił!

Kofi (wykazując nagłe zainteresowanie): Czy ja dobrze słyszę, mój bracie w szwabskiej mowie? ZPKamerman tu jest?

Sev (mocno zaniepokojony): Tak słyszałem. Trochę obawiam się o swoje życie, szpiegował mnie ostatnio, pewnie chce mnie porwać!

Kofi: Może powinieneś przedsięwziąć jakieś środki ostrożności? Jakieś manewry sabotażowe...? Może...

Głos z OFFu: Panie Stursa! Pan już od dawna ma być na scenie! Tfu! Na belce znaczy się!

Młody Czech pośpiesznie zbiera manatki i reszta rozmowy mu umyka. Zasiada na belce i oddaje przyzwoity skok. Kiedy składa narty, nagle czuje na sobie czyjś wzrok.

Vojtech: AAAAAA...! ZPKamerman! A masz! (rzuca w niego nartą)

Kamerzysta (zasłaniając się kamerą): Co, do cho...lewki jasnej?!

Vojtech (ściągając gogle i przyglądając się uważniej): O kurczę, przepraszam! Pomyliłem pana z ZPKamermanem! Błagam o wybaczenie!

Pośpiesznie zbiera narty i ucieka przed srogim wzorkiem kamerzysty, który wcale, a wcale nie ma nic wspólnego ze Złym Panem Kamerzystą.
A przynajmniej tak twierdzi.



SCENA 7

Koniec konkursu niedzielnego, Prevc i Walti popijają kawusię w przytulnym boksie i z zadowoleniem wpatrują się w listę wyników.

Walti: No, powiem panu, panie Prevc...

Głos z OFFu (znacząco): EKCHEM.

Walti (wywracając oczami): Doprawdy, scenarzystko ma miła? Nic żeś się przez ten tydzień nie zmieniła?

Głos z OFFu: Nie ma fuszerki, Walti. Jak rymujemy, to rymujemy. A gdzie żeś się przez cały weekend teraz podziewał w sumie, hę?

Walti (poirytowany): Zbliża się czas iście ważny, temat to bardzo poważny. Turniej przygotować trzeba gibko, powróciłem jednak szybko. Korek mi zawracał głowę, ja się rozdwoić nijak nie mogę.

Głos z OFFu (podejrzliwie): Coś kręcisz Walti. Prawie jak wiatr w Kuusamo... (zerka do scenariusza) To jest Ruce, oczywiście, że Ruce! Weźże pogadaj z tym BORKIEM, a nie Korkiem i pamiętaj o rymach. Ja zmykam już, bo mam parę spraw do załatwienia. Poradzisz sobie z ostatnimi scenami? I postludium?

Walti: Nie kłopocz się, proszę - ja tę odpowiedzialność uniosę.

Głos z OFFu: To ja lecę, paa...!

Prevc (odzyskując zdolność ruchu): Halo, panie Hofer? Mówił pan coś?

Walti (wracając do rzeczywistości): Tak, owszem powiedzieć coś chciałem, lecz prawie o tym zapomniałem. Myślę, że wyniki dzisiejsze są zadowalające, a efekty naszej współpracy iście obiecujące!

Prevc (krzywiąc się nieco): Wolałbym, by obejmowały one wyższe miejsca niż trzydzieste trzecie.

Walti (wzniosłym tonem): Jeśli o chodzi o artystyczne walory, jestem bardzo zadowolony. Klamra Prevcowa ponownie zaistniała, publiczności dostrzec się dała. Niuanse takie są bardzo wskazane, rzekłbym nawet, że wymagane.

Prevc (przyglądając się liście wyników): Demon z rekordem skoczni, wygraną, kwiatkami i hajsem na cukierki i kablówkę... Nieźle się nasłucham od mamy. Ale za to Ceneł z kolejnymi punktami. Pojedynczymi więc znowu będzie mi jojczał przez całą drogę do domu. (wzdycha) Ale klamra jest, to fakt. Co za dużo, to jednak nie zdrowo. Myślę, że czas na jakąś zmianę.

Walti (nagle bardzo blady): A zatem zrywa pan umowę, szanowny panie? Czy pan wie, co się teraz z nami wszystkimi stanie?

Prevc (wzruszając ramionami): Pewnie znajdziecie inny sposób na podniesienie jakości artystycznej. Ma pan od tego przecież ludzi, nie...? Dobra, ja uciekam, muszę brata pocieszyć jednego, a utemperować drugiego. (podnosi się z krzesła) Miłego wieczoru, panie H.!

Walti (patrząc na zamykające się za Prevcem drzwi): Zostawili mnie samego, nie przeżyję chyba tego. Nie wiem czy dam radę udźwignąć to brzemię, choć ponoć potencjał we mnie wciąż drzemie.

Popada w zamyślenie i wpatruje się w okno, powoli popijając kawę i przeglądając scenariusz.




SCENA 8

Polacy przysypiają w busie w drodze do domu. Kicia standardowo wisi na telefonie, przegląda różne Fejsbóki i inne Instagramy. Nagle trąca Kamila w ramię.

Kicia: E, Kamil!

Kamil (otwierając jedno oko): Hę?

Kicia (lekko oburzony): Wyprzedziłeś mnie! To ja byłem czwarty!

Kamil (nadal nic nie rozumiejąc): Ale o co ci chodzi?

Kicia: No w generalce! Czwarty byłem, a ty szósty. A teraz jest na odwrót! Patrz! (podtyka mu telefon pod nos).

Kamil przecierając zaspane oczy, przygląda się tabelce. Chwilę liczy coś pod nosem, po czym kiwa głową.

Kamil: Ano faktycznie. Ale o co tyle rabanu?

Kicia: Nooo... bo to fajne jest, nie? Zamieniliśmy się miejscami, hehe. Super, co nie?

Kamil (przyglądając mu się sceptycznie): Wiesz co, Maciuś?

Kicia (z zainteresowaniem): No?

Kamil: Ty to chyba za dużo z Pietrkiem przebywasz.

Kamil obraca się do niego plecami i idzie spać dalej, a Kocur po odbębnieniu pięciominutowego zawiasu wraca do nołlajfienia.




POSTLUDIUM

Późny wieczór, Walti przechadza się niespokojnie po arenie skoczni. Nagle z cienia wyłania się jakaś postać i podchodzi do niego od tyłu.


Borek: Cieszę się, że przyszedłeś.

Walti (podskakując strachliwie): Ach to ty! Bo już się bałem, że na spotkanie z jakimś duchem przygnałem.

Borek: Walti... Muszę ci coś powiedzieć. Proszę, wysłuchaj mnie uważnie. (bierze głęboki oddech) Wiem, że tęsknisz za Miranem, ale niestety musisz pogodzić się z tym, że jego już tutaj nie ma. Jestem za to ja i obiecuję ci, nie będę próbował zająć jego miejsca - Szaman Wiatru jest tylko jeden i jest nim Tepes. Ja jestem tylko mierną podróbką. Ale jeśli to całe przedsięwzięcie ma się udać, musimy się zacząć dogadywać. Nie możesz uciekać przede mną, Walti, jasne?

Walti (kiwając głową): Dużo o tym myślałem i do decyzji dojrzałem. E_A mnie już uprzedziła, że osoba twa jest bardzo miła. Serce me do Mirka bardzo tęskno wzdycha, ale taka już niestety ma pokuta. To za złe wiatry Polakom słane, serce me niegodne zostało pokarane. Teraz jednak się zaczyna epoka nowa, będzie całkowicie przełomowa. Ramię w ramię z nowym przyjacielem u boku stanę do boju, że od ciebie stronię już nigdy na myśl nie przyjdzie nikomu!

Borek (wzruszony dogłębnie): Czy... czy to znaczy, że... że jestem teraz twoim przyjacielem?

Walti poczyniwszy dramatyczną chwilę przerwy w końcu krótko kiwa głową, a Borek rzuca mu się na szyję, zalewając się łzami.
Kurtyna opada, damy w pierwszych rzędach szlochają wzruszone w chusteczki.



KONIEC AKTU IV









Ech. 
Myślałby kto, że jak się Walti z Borkiem dogada, to już będzie z górki, c'nie?
Haha. Niedoczekanie. Przecież te głąby nie dadzą sobie beze mnie rady!
Choć będą musieli od czasu do czasu. Ja ich niańczyć wiecznie nie będę!
A teraz czas Turniej Całkowitego Skonania. 
Czy jak to tam leciało...

***&***



poniedziałek, 22 maja 2017

AKT III - Lillehammer

PRELUDIUM
Walti: E_A droga moja, miła, gdzie żeś mi się zagubiła?
Rozgląda się zdezorientowany, odpowiada mu cisza.
Walti (nieco żałośnie): E_A proszę, E_A błagam! Tu bez ciebie jest bałagan!
Nadstawia uszu, wytęża wzrok, ale E_A jak nie było, tak nie ma.
Walti (zrozpaczony): Ostawiła mnie samego, nie przeżyję chyba tego. Jak ogarnąć mam to wszystko, gdzieś zniknęła, scenarzystko?
E_A pojawia się na minutę.
E_A (pośpiesznie): Wybacz Walti, nie mam czasu. Wpadnę w sobotę. Tu masz wszystko napisane (wciska mu do ręki stertę papierów), na pewno sobie poradzisz, paaa...!
Znika, nim Walter zdąża otworzyć usta. Ten wzdycha więc i niemrawo zaczyna przeglądać papiery.
Walti (otwierając szeroko oczy, przerażony): Brzmi to wszystko tajemniczo, brzmi to wręcz przerażająco. Ma kariera legnie w gruzach, kiedy zbłaźnię się rażąco!
Odchodzi pośpiesznie, uświadamiając sobie, jak wiele ma do zrobienia przed rozpoczęciem kwalifikacji.




SCENA 1
Początek kwalifikacji, na belce Marat Żaparow przymierza się do skoku. Walter kręci się niespokojnie na dole, nie wypuszczając z rąk swoich krótkofalówek.
Walti (konspiracyjnym szeptem do krótkofalówki): Dobra, Korek, puszczaj go.
Borek (kwaśno): Borek.
Walti: Nieważne.
Borek: Ważne. A poza tym, huragan wieje, chcesz go zabić?
Walti (zdziwiony): A to nie jest przedskoczek? Tak krótko skakał na treningu...
Borek: ...
Wciska zielone, Marat leci wyjątkowo daleko.
Walti (zaskoczony do siebie): A jednak lata! (do Borka) Następny, Korek! 
Borek (zgrzytając zębami): BOREK, jeśli łaska.
Zawodnik #2: *bula*
Zawodnik #3: *bula* 
Zawodnik #4: *bula* 
Zawodnik #5: *bula* 
Zawodnik #6: *bula* 
Zawodnik #7: *bula* 
Zawodnik #8: *bula* 
Zawodnik #9: *bula*      
Zawodnik #10: *bula*  
Walti: Eee... Korek? Bo coś tu chyba nie gra...
Głos z OFFu (rozeźlony): TAK, BO NIE RYMUJESZ WALTI!
Walti (ucieszony): Już? Wróciłaś? (po namyśle) Czyli za mną zatęskniłaś!
Głos z OFFu: Nie, nie tęskniłam. Nadal mnie tu nie ma, baw się dalej, Walti, ok?
Walti: Ok! (do Borka) Puszczaj leszcza następnego, w ptaka zmienię go, kolego!
Borek: Leci.
Zawodnik #11: *bula* 
Zawodnik #12: *bula* 
Zawodnik #13: *bula* 
Zawodnik #14: *bula* 
Zawodnik #15: *bula*      
Walti: Tak nie wyglądać to nie może, belka w górę tu pomoże!
Belka posłusznie podskakuje o kilka pozycji.
Zawodnik #16: *skacze mega daleko i z trudem ląduje*
Walti (przerażony): Nie, nie, nie! Zaraz dojdzie tu do zgonu! Niżej, spuśćże, belko, z tonu!
Belka posłusznie parę pozycji niżej schodzi.
Zawodnik #17: *bula*
Walti: Wyżej!
Belka wyżej.
Zawodnik #18: *10m za HS*
Walti: Niżej!
Belka niżej.
Zawodnik #19: *bula*
Walti (cały czerwony i spocony): Wyżej!
Belka (poirytowana): Weźże się zdecyduj, Walti! Jak chcesz mną wywijać na lewo i prawo, to trza mnie było na jakąś potańcówkę zaprosić!
Walti (speszony): Ale ja żonę mam... (delikatnienie pieści krótkofalówkę) Dobrze, już ci spokój dam!
Belka wzdycha i podnosi się nieco.
Zawodnik #20: *skacze normalnie*
Walti (zadowolony z siebie): Okiełznałem wiatr i belkę, Korek, otwórzże butelkę! Szampana sobie wypijemy, na mą cześć toast wzniesiemy!
Wzdycha z zadowoleniem i z kieliszkiem w dłoni obserwuje dalszy przebieg konkursu.
Borek pracuje w pocie czoła o chlebie i wodzie.




SCENA 2
Maciek i Kamil na górze skoczni przygotowują się do skoku. Kamil masuje sobie stopę, Maciek poprawia fryzurę.
Kicia: Kamyyyk...?
Kamil (unosząc głowę): No?
Kicia: Wskoczyłbyś do 10tki, co? Bo mi tam smutno między Prevcami, Freundami i innymi Norkami, wiesz?
Kamil: Zobaczę, co da się zrobić, okej?
Kicia (ucieszony): Super!
Kamil: Muszę iść, powodzenia, skocz ładnie!
Kicia (wywracając oczami): Przecież i tak to się nie liczy...!
Kamil (puszczając mu oko): Ale Demonowi kota pogonisz.
Kamil siada na belce, poprawia wiązania i leci daleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeko...!
Kicia: Brawo, Kamil!
Sztefan: Brawo, Kamil!
Norweska publiczność: Congrats, Sztoch*!
Polska publiczność: KAAAMIIIL...!
Janusze przed telewizorami: TAAAK, KUUU...WAAA...!
Kamil wygrywa kwalifikacje, ale ma nietęgą minę. Kicia podchodzi do niego.
Kicia: E, Kamil wszystko okej?
Kamil (krzywiąc się): Boli.
Kicia: Ale co?
Kamil: Noga.
Kicia (zmartwiony): W skali od "żartuję" do "umieram" jak bardzo?
Kamil (z namysłem): Myślę, że gdzieś w okolicach "SPROWADŹ SZYBKO GĘBALĘ!"
Kicia robi ogromne oczy i pędem biegnie po fizjoterapeutę aż się za nim kurzy.
Kamil: Au.
Opada bez sił na ławkę.




SCENA 3
Sobota, las w okolicy skoczni, Klemens i Olek znów wchodzą w jakieś podejrzane konszachty.
Olek (poirytowany): Serio, Klemens? Znowu?
Klimek (z nieszczęśliwą miną): Nooo... obiecałem.
Olek (rozeźlony): A jak jej obiecasz, że wygrasz, to co zrobisz?
Klimek (wykręcając palce): No... wygram.
Olek: Jak?
Klimek: Pójdę do Hofera i... (urywa)
Olek (sceptycznie): I zagrozisz mu, że zrobisz jego krótkofalówkom wiwisekcję?
Klimek (entuzjastycznie): O! Dobry plan! Ty to masz łeb, Olek! To jak z dzisiaj?
Olek (wzdycha ciężko): Dobra. Ale jutro choćby się paliło, waliło muszę zdobyć punkty, jasne? Bo mnie Sztefan z kadry wywali! A ja chcę do Szwajcarii jechać, zegarek muszę sobie kupić! I ser dla narzeczonej!
Klimek: A co? Twoja narzeczona to mysz?
Olek: Nie, co ty gadasz! Szwajcarskie sery ponoć no... (czerwieni się) Ten. Jak afrodyzjak działają**!
Klimek (domyślnie): Nabroiłeś?
Olek (z miną zbitego psa): Nooo... trochę.
Klimek (pokrzepiająco): Spoko, przejdzie jej. Jak wskoczysz na 31. miejsce dziś, to Sztefan nie będzie aż tak zły, na Borka popsioczy, że ci źle zielone wciśnał, a jutro już cię nie będę gnębił. Nawet mogę ci miejsce zrobić w 30stce, chcesz?
Olek: Dobra, mamy umowę!
Odwraca się z zamiarem odejścia.
Klimek: Yyy... Olek?
Olek: No?
Klimek (zawstydzony): A ten ser... to jaki konkretnie?




SCENA 4
Przed konkursem, za domkiem Słoweńców Hofer i bracia Prevcowie.
Walti (konspiracyjnym szeptem): Prevcu starszy, Prevcu młodszy, troska dziś w mym sercu gości. 
Prevc: W czym możemy pomóc, panie Hofer?
Walti: Trzeba nam oglądalności, bo zostaną ze mnie ości. Show poszerzyć prędko trzeba - ratujcie, a uchylę ja wam nieba!
Demon (zainteresowany): A co mielibyśmy zrobić?
Walti (zrozpaczony): Wszystko, wszystko dobre będzie! Bez dużej bomby się nie obędzie. Wolną rękę daje wam, bez was rady sobie nie dam!
Prevc: Dobrze, wymyślimy coś, panie Hofer.
Walti: Jestem wdzięczny wam dozgonnie, proszę, pamiętajcie o mnie.
Walti odchodzi, bracia patrzą po sobie.
Prevc: Masz jakiś pomysł?
Demon (po chwili namysłu): Wieeesz... ostatnio na polskim...
Głos z OFFu: Pardon, błąd w scenariuszu! Chodziło o słoweński oczywiście!
Demon (kiwa głową): Jasne, właśnie coś mi nie pasowało (wracając do roli) ...ostatnio na słoweńskim przerabialiśmy taką konstrukcję klamrową.
Prevc (unosząc brew): I co to niby jest?
Demon (kręcąc głową): Taki stary, a taki głupi! No w skrócie, że kończysz tak, jak zaczynasz. To co na początku, jest też na końcu, czaisz?
Prevc: No, ale co to ma do Hoferowego show?
Demon: Bo to bardzo wartość artystyczną podnosi, wiesz? Ludzie będą zachwyceni!
Prevc: No, ale jak to niby chcesz zrobić?
Demon: To proste! Prevc na pierwszym miejscu i Prevc na ostatnim!
Prevc: Ha, brzmi dobrze! To co? Ciągniemy zapałki?
Demon kiwa głową i sięga do kieszeni.
Demon: Ups, zapalniczka tylko.
Prevc (wzdycha): Dobra, to dawaj monetę. Ja chcę reszkę. Jak wypadnie to ja wygrywam, a ty przegrywasz, deal?
Demon potakuje i rzuca monetę. Wypada orzeł.
Prevc: Kurde. Ale tylko w drugiej serii, okej? Żebym chociaż punkta miał!
Demon (krzywiąc się): No, dobra, niech będzie. Piona, brachu!
Prevc przybija mu piątkę i idą się przygotować do konkursu.




SCENA 5
Koniec konkursu, na pierwszym miejscu Demon, na drugim Tande, na trzecim Kraft, Kot piąty, a Stoch czwarty. Wszyscy wpatrują się w tablicę wyników z WTF na twarzy i DEJA VU w głowie.
Tande (do Krafta): Czy myśmy już kiedyś nie stali razem na podium?
Kraft: Nooo... chyba tak.
Tande: Też z młodym Prevcem?
Kraft: No.
Demon: Nawet chyba wtedy też wygrałem. Kiedy to było?
Kraft: Tydzień temu?
Tande: No. Dziwne, nie?
Demon: Ano.
W trójkę popadają w zamyślenie i czekają na dekorację, ale nie ma nigdzie Hofera, a bez niego przecież dekoracja się odbyć nie może!
Głos z OFFu: WALTER!
Głos z OFFu: WALTER HOFER, GDZIE JEST WALTER HOFER?
Głos z OFFu: WYŁAŹ, WALTI, BO CI NOGI Z TYŁKA POWYRYWAM.
Walti wyłania się nieśmiało zza choinki.
Głos z OFFu: WALTER, CO TO MA DO CHOLERY ZNACZYĆ, JA SIĘ PYTAM?
Walti: *mamrocze coś pod nosem*
Głos z OFFu: WALTER JAKIM CUDEM ROZEGRAŁEŚ DZISIEJSZY KONKURS WEDŁUG SCENARIUSZA Z ZESZŁEGO TYGODNIA?! NO?! TŁUMACZ SIĘ!
Walti: *mamrocze coś pod nosem bardzo zmieszany, bardzo zawstydzony i cały czerwony na twarzy*
Głos z OFFu: NAWET NA CHWILĘ CIĘ SAMEGO NIE MOŻNA ZOSTAWIĆ! A DZIŚ MIAŁO BYĆ PIERWSZE PODIUM KOTA I CO?!
Kicia (podrywając głowę): Naprawdę?
Głos z OFFu: ...I JAJCO, ZNOWU BYŁ PIĄTY! BO HOFEROWI SIĘ KARTECZKI POMYLIŁY, PSIA KOŚĆ!
Walti: Wybacz proszę, nie krzycz już tak głośno, wynagrodzę ci to wiosną!
Głos z OFFu: KIEDY?!
Walti: Jutro, jutro na podium Polak stanie. Obiecuję, nie bij, kochanie!
Głos z OFFu (zimno): Bez zbędnych czułości, Walti. I nie jeden, a trzech.
Walti: Trzech nie mogę, to przesada. Dwóch się zatem może nada?
Głos z OFFu: Niech będzie. Ale Kocur ma być i basta!
Walti: Kwiaty i podium jutro dla Kota, wykonana dobrze będzie robota.
Głos z OFFu (złowieszczo): Ja myślę.
Grozi mu palcem i wraca na urlop.




SCENA 6
Po kwalifikacjach w niedzielę, skoczkowie przygotowują się do konkursu. Klemens, Olek i Stefek zmierzają w kierunku domku.
Klimek (zasmucony): Będę wam kibicował chłopaki, nie zmaść tego, Olek.
Olek: Jasne, dzięki, Klemens, za poświęcenie.
Klimek: To nic takiego, przecież ty już parę razy ratowałeś mi tyłek.  (do Stefka) Niewiele brakło, a wygrałbyś kwali.
Stefek: Ano, szkoda, bo trochę grosza by wpadło do kieszeni. W sam raz na śpioszki dla mojej nowej małej Hulinki.
Olek: Halinki?
Stefek: HULINKI. Ale Halinka to ładne imię, muszę Cysi pomysł podrzucić (wyciąga telefon i pisze SMSa).
Olek: No coż, ale z Prevcem się nie zadziera, nie? Nawet kwali musi wygrać, jak już w nich skacze!
Stefek (chowając telefon): Owszem. Zwłaszcza wkurzonego Prevca. Dopiero rano mu powiedzieli, że z 10tki wypadł i w kwalifikacjach skakać musi, dobrze, że ten co mu powiedział uszedł z życiem.
Klimek: No, byle kto Four Kills Tournamentu nie wygrywa, nie? W tym roku też będzie?
Olek: A co? Chcesz wziąć udział? Chyba jako ofiara...
Klimek strzela focha, Stefek dzwoni do żony, a Olek osamotniony udaje się do Skrobota po wosk do nart.




SCENA 7
Na belce zasiada Kamil, poprawia gogle, w których odbija się światło.
Kamil: *Shine bright like a diamond*
Czeka na znak od trenera.
Kamil: *Shine bright like a diamond*  
Kicia (czekając na niego na dole): Kamil, ale ty się błyszczysz! (do siebie) Czy on aby na pewno nie jest wampirem...?
Kamil: *Shine bright like a diamond*
Kicia: Może dlatego Stefek ostatnio taki blady chodzi...
Kamil skacze i wygrywa konkurs, podchodzi do Kota, który jest nieco przerażony.
Kamil: Co ty taki wystraszony, Maciuś?
Kicia: Bo... Bo ty się tak błyszczysz, Kamil... Czy to znaczy, że...
Kamil: To znaczy, że wracam na szczyt!
Kicia (z ulgą): Uf! A już myślałem, że wysysasz ze Stefka krew!
Kamil: Cooo ty! Przecież ja się nawet igieł boję! A co dopiero takiej ilości krwi. (zmieniając temat) Gdzie Pietrek?
Kicia: Z Seppciem się kłóci. Mówi, że wcale nie dotykał kombinezonu.
Pietrek (dołączając do niech): Bo żech nie tykał! A poza tym, to głupie! A jakby mnie jajaca swędzieć zaczęły?
Kamil: I co? wykłóciłeś się?
Pietrek: Phi, jużem go prawie przekonał, ale Hofer coś do niego przez te mikrofalówki zaczął gadać, ten się do komputera rzucił, patrzy, patrzy na tabelki i nagle mówi "Nein, nein, nein!" i nie było rozmowy.
Kicia (zaintrygowany): Jakie tabelki?
Pietrek: Ano takie różne - genaralka, wyniki dzisiejsze i Puchar Narodów, czy inne kij wie co, hehe.
Kamil marszczy brwi, wyciąga telefon i sprawdza wyniki.
Kamil: Ej... wiecie, że jakby Pietrka nie zdyskwalifikowali... (wpatruje się intensywnie w ekran i liczy coś pod nosem) ...to przegonilibyśmy Niemców w Pucharze Narodów, bo tracimy do nich kilkanaście punktów?
Kicia (niewzruszony): Phi, a którzy są?
Kamil (blady): Pierwsi.
Pietrek: Czy ty mi chcesz powiedzieć, że jesteśmy prawie najlepszą drużyną? I Seppcio nas tej chwały pozbawił?!
Kamil: Na to wygląda.
Patrzą na siebie ze zgrozą i podejrzliwością.
Wszyscy troje (unisono):  TO JEST SPISEK!
Kicia (jeżąc sierść): Chyba mamy do pogadania z Hoferem w Engelbergu, co nie, chłopaki?
Pietrek: To nie będzie góra anioła, hehe. To będzie góra demona!
Kamil (sprawdzając go na ziemię): Może lepiej nie, co za dużo Prevców, to niezdrowo (do siebie) Chociaż z Pero niezły kumpel jest...
Rozchodzą się planując krwawą zemstę na Hoferze.




SCENA 8
Kilka minut później, Eisenbichler udziela wywiadu. W okolicy kręci się Demon, rozmawiając przez telefon.
Eisenbichler: Tak, to dla mnie wiele znaczy. Pierwsze podium w karierze...
Demon (przechodząc za jego plecami, głośno): Halo? Mama? Peter się przebiera, coś się stało...?
Eisenbichler (głośniej): Bardzo długo czekałem na ten moment, mam nadzieję, że teraz...
Demon (przechodząc obok, szturcha przypadkowo kamerzystę, jeszcze głośniej): Ale maaaamo...! To niech mi chociaż moje ulubione skarpetki przywiezie!
Eisenbichler (mocno rozeźlony): TERAZ WSZYSTKO PÓJDZIE W DOBRĄ STRONĘ I ŻADNE PREVCE MI NIE PODSKOCZĄ!
Demon (przechodząc tuż przed kamerzystą): ...i ten ciepły polar, dobra? Bo zmarzłem. Peter już idzie to zaraz ci go... Poczekaj, mamo. (odkłada telefon i spogląda na wkurzonego Einsebichlera) A co? Masz jakiś problem?
Eisenbichler: PSUJESZ MI WYWIAD, MŁODY!
Demon (wzruszając ramionami z perfidnym uśmiechem): Bo ty zepsułeś mi podium.
Zostawia buchającego parą z nozdrzy Eisenbichlera i oddala się w kierunku domku Słoweńców. Tam czeka na niego Prevc.
Demon: Mama dzwoniła.
Prevc: Bardzo zła?
Demon: Nie... ale Cene jedzie z nami do Engelbergu.
Prevc (krzywiąc się): I pewnie mam was obu teraz pilnować, co?
Demon: Ej! Dorosły jestem! 
Demon (po namyśle): ...prawie.
Prevc: Będę musiał mu piwo kupować, bo przecież on wiecznie dokumentów zapomina, a nikt mu przecież nie sprzeda...
Demon (nonszalancko): Spoko, ja mu kupię.
Prevc: ...
Demon: ....
Demon:  Tego ostatniego nie było, jasne?
Prevc: Niech ci będzie. To niech po drodze weźmie mi drugie rękawiczki, bo mi jedne Freund utopił w zaspie... O! I czapkę, bo ta już jest brudna.
Demon (wściubiając nos w telefon): Taaak, już mu piszę. 
Prevc kiwa głową i oboje ruszają w kierunku busa.




POSTLUDIUM
E_A: Walter? 
E_A: Waaalteeer...?
E_A: WALTER, DO CHOLERY!
Walti nieśmiało pojawia się w zasięgu wzroku.
E_A: Wytłumacz mi proszę, co to był za weekend?
Walti milczy skruszony.
E_A (odgina jeden palec): Najpierw "Taniec z Belkami", choć prosiłam, żebyś tego nie robił. (odgina drugi) Potem połamany Kamil. Następnie (odgina trzeci palec) jakieś dziwne umowy z Prevcami, które nic nie dały, a tylko Prevca wkurzyły, jak z dziesiątki wypadł i na koniec (odgina czwarty palec) pomyliłeś scenariusze! A i jeszcze (odgina piąty palec) dyskwalifikacja Piotrka, co zabrało nam prowadzenie w Pucharze Narodów. 
Walti kuli się coraz bardziej i bardziej.
E_A (złowieszczo): Masz szczęście, że Kocur ma podium i Kamil wygraną (grozi mu palcem). No mówże coś, Walti!
Walti (cichutko): Wybacz mi proszę, moja miła - wolność do głowy mi uderzyła. 
E_A: Żeby to był ostatni raz! Inaczej rzucam tę robotę!
Wychodzi trzaskając drzwiami.


KONIEC AKTU III









*tak nazwisko Kamila wymawia na przykład BER ;)
**nie próbujcie tego w domu, gra niewarta świeczki!

To powyżej zostawię bez komentarza. Okazuję się, że Waltiego nawet na chwilę zostawić nie można.
W Engelbergu będzie porządek, już ja o to zadbam!
I potrójna moc Prevców mi w tym nie przeszkodzi!

***&***