PRELUDIUM
Walti (rozglądając
się dookoła): E_A, droga moja scenarzystko, czy
gotowe jest już wszystko?
E_A
pojawia się w zasięgu wzroku, nerwowo przerzucając sterty
papierów. Unosi rozbiegane spojrzenie.
E_A (ze
zgrozą): Walti, czy ty się dobrze czujesz? To
wszystko (unosi papiery) TO WSZYSTKO MA BYĆ W
JEDNYM AKCIE?!
Walti (ze
skruchą): Myślałem, że ucieszą cię takie
wyniki i - to wcale nie są uniki! - z radością przyjmiesz
wartką akcję, w końcu za pięć miesięcy wakacje.
E_A (wzdychając
ciężko): Dobra, bierzmy się do roboty, czuję,
że wynikną z tego kłopoty (zamiera, po czym dodaje
zdegustowana). I na dodatek wierszoklectwem się
zaraziłam! (na stronie) A niech cię, Walti! Wiatr
z tobą tańcował!
Wychodzi,
Walter opuszcza pomieszczenie innymi drzwiami.
SCENA
1
Początek
kwalifikacji, Hajbek siedzi z Kraftem w domku AUTów; ten ostatni
nuci pod nosem modne ostatnio autowe rapsy.
Hajbek (przymilnie): Kraficku...?
Kraft (przerywając
nucenie): Co, Hajbeczku?
Hajbek: Chcę
żebyś pamiętał, że jesteś moim BBF, niezależnie od wszystkie-...
Patrz! Schiffi leci!
Na
ekranie widać szybującego Schiffnera.
Hajbek (zafascynowany): Patrz
na ten styl! Na ten lot! I ta pozycja... (fangirling level
hard)
Kraft
przysłuchuje mu się przez chwilę, po czym opuszcza ramiona i po
cichu opuszcza domek.
Hajbek: No
po prostu, cudownie! Prawda, Krafti? (rozgląda się po
pustym domku, nagle zasmucony) Krafti...?
Podnosi
ze stolika kratkę z napisem "Widzę, że poświeciłeś
Kraftboecka dla Schiffboecka. Żegnaj, przyjacielu!".
Hajbek (ni
to zasmucony, ni zaniepokojony): Krafti...
Pojawia
się Kofler.
Kofi: Siemasz,
Hajbek, gdzie Kraft?
Hajbek (załamany): Ja,
ja... JA GO CHYBA ZABIŁEM, KOFI...!!! (zalewa się łzami i
rzuca ku koflerowej piersi).
Kofi (odsuwając
się nieco): Hej, hej, hej, młody, zwolnij...!
Jak? O co chodzi?
Hajbek (zdruzgotany): Ja...
Ja go zdradziłem, ZDRADZIŁEM, ROZUMIESZ?! Zraniłem dogłębnie, do
samego dna duszy...! A przecież zaplanowaliśmy już naszą wspólna
przyszłość - mieliśmy wziąć ślub w tym samym kościele, w tym
samym dniu; mieliśmy wspólnie wychowywać naszych synów na
wspaniałych skoczków, co roku spędzać razem wakacje na Krecie czy
innym Szczurze...! A ja pogrzebałem te marzenia, rozumiesz, Kofi?
Pogrzebałem je swoją obsesją na punkcie Schiffiego!
Kofi (sceptycznie): Masz
obsesją na punkcie Schiffnera?
Hajbek (ignorując
pytanie, łapie Kofiego za kurtkę, przerażony): A
jeśli on sobie coś zrobi? Z mostu rzuci? Albo z
Letalnicy? (piskliwie) Co ja powiem Marisie...?!
Kofi (uspokajającym
tonem): Spokojnie Michi, Kraft to rozsądny
gryzoń, byle obrzydliwa zdrada przyjaźni... (rozpaczliwy
skowyt Hajbeka) ...to jest, drobne przyjacielskie
nieporozumienie go nie złamie. Wróci i jeszcze będzie wspólnie
zabierać wasze wnuki na ryby.
Hajbek (pociągając
nosem): Ja nie umiem wędkować.
Kofi (dobrotliwie): Kraft
pewnie też nie. No, nos do góry, ja muszę już iść, więc
przestań się mazać.
Bierze
narty i próbuje wyjść z domku, ale atakuje go Złowieszczy Pan
Kamerman. Kofi robi przerażoną minę i opędza się od niego
nartami. ZPKamerman wycofuje się na z góry upatrzone pozycje, a
Kofi wraca do domku i zamyka się na cztery spusty.
Kofi (zdeterminowany): Hajebek,
zmiana planów. Zostaliśmy otoczeni. Weź się w garść, musimy
opracować plan.
Hajbek (ocierając
nos i zbierając się w sobie): Jaki plan?
Kofi: Plan
ewakuacji tylnymi drzwiami w celu udania się na skocznię. Twoim
zadaniem będzie odciągnięcie uwagi wroga, a ja wraz ze sprzętem
udam się na wyciąg. Mam nadzieję, że spotkamy się na górze,
przyjacielu! Czy jesteś gotowy na takie poświecenie?
Hajbek (uroczyście): Dla
ciebie wszystko, mój mistrzu!
Żegnają
się po męsku i zajmują ustalone właśnie pozycje, rozpoczynając
akcję o kryptonimie "Boję się blasku fleszy".
SCENA
2
Domek
Polaków, przed kwalifikacjami. Olek i Klimek naradzają się w
kącie.
Klimek: Stary,
ja muszę! Czaisz to? Przecież mnie Agnieszka z domu wyrzuci, syn
się do mnie nie przyzna...! Obiecałem im, że to będzie mój
sezon, mój!
Olek (niepewnie): Wieeem,
stary, ale... ale co z moja reputacją, no? Taki blamaż? A jak mnie
Sztefan potem nie weźmie na Lille?
Skrobot
wchodzi po wosk, milkną nagle. Kiedy serwisman wychodzi, Klimek
łapie Olka za ramię.
Klimek: Pamiętasz, jak ci wtedy pomogłem? Wtedy, kiedy potrzebowałaś mnie
najbardziej...?
Olek (zaskoczony): Yyy....
nie? Nie mam pojęcia o czym mówisz, stary.
Głos
z OFFu (poirytowany): Zniszczoł,
znowu się roli nie nauczyłeś!
Olek (zdezorientowany): Ale
ja naprawdę nie wiem, o czym on mówi! Przecież my się nawet nie
przyjaźnimy jakoś tak bardzo!
Głos
z OFFu (mocno już zdenerwowany): A
co ma Hofer do fizyki kwantowej*? Masz rolę, masz się jej nauczyć
i zagrać. Żadnego "nie mam pojęcia", tylko "Oczywiście,
Klemens, masz rację, jestem ci to winien, przyjacielu".
Olek (zrezygnowany): A
powiesz mi chociaż, w czym mi on tak bardzo pomógł?
Głos
z OFFu (metaforycznie wywraca oczami): A
bo ja wiem? Przecież to Hofer wymyślił, nie ja! Ja tu tylko błędy
ortograficzne poprawiam, żeby to się w ogóle dało czytać. I
pilnuje was, barany... Dobra (z nową energią), grajże,
ja czasu nie mam.
Olek (z
westchnieniem, ale i emfazą): Oczywiście,
Klemens, masz rację. Jestem ci to winien, przyjacielu! (na
stronie, szeptem) Tak może być?
Głos
z OFFu (również szeptem): Tak,
dokładnie tak!
Klimek (radośnie,
rzucając mu się na szyję): Jesteś najlepszym
przyjacielem, Oleczku! Słuchaj, ja zrobię co w mojej mocy, ale
jakby co, jakby mi nieco brakło, to mi pomożesz, dobrze?
Olek (nieco
zrezygnowany): Dobrze.
Klimek (z
energią): Dobra, ja muszę już iść, widzimy
się na dole, pa!
Wychodzi,
Olek wzdycha ciężko i przygotowuje się do wyjścia.
Piętnaście
minut później Klemens skacze i brakuje mu jednego miejsca do
awansu.
Klimek (do
siebie, zerkając na górę skoczni): No, Olek.
Proszę, bądź dobrym przyjacielem. (po namyśle) Albo
ktokolwiek inny, flaszkę postawię, no!
Nikt
się nad nim nie lituje, nadchodzi kolej Olka.
Olek (siadając
na belce): Będę tego żałował... Ale czego się nie
robi dla przyjaciół! (na stronie) Dorwę jutro
Waltera i zagrożę, że przerobię jego krótkofalówki na złom,
jeśli będzie dalej tak ingerował w moją osobowość...!
Gdzieś
w kieszeni Walterowej kurtki krótkofalówki zaczynają drżeć z
przerażenia, uspokajane kojącym głaskaniem swojego pana i władcy.
Olek (ruszając
z belki): Klemensie, drogi przyjacielu! Już lecę
na ratunek!
*muzyczka
w stylu Supermana*
Olek
ląduje zdecydowanie bliżej od Klimka. Schodzi ze skoczni z
opuszczoną głową, a Klimek rzuca mu się na szyję.
Klimek: Wiedziałem!
Wiedziałem, że jesteś prawdziwym przyjacielem, Oleczku!
Olek (pod
nosem): I tak wisisz mi flachę, Murańka.
Klimek (wydymając
usta): No dobrze. ALE ANI SŁOWA AGNIESZCE!
W
pełnej zgodzie odchodzą w kierunku domku.
SCENA
3
Kamil
i Simmi siedzą na górze skoczni i obserwują skoki. Kamera
podjeżdża do nich i przygląda się zainteresowana.
Kamil (szturchając
Simmiego): Ej, Simmi.
Simmi (odrywając
wzrok od okna): No?
Kamil (wskazując
brodą kamerę): Gapi się.
Simmi: I
co z tego? (wyszczerza się do kamery)
Kamil: Nooo...
nie boisz się? Tyle tu olimpijskiego złota, że strach trochę. (po
namyśle) Jakbyśmy się w dwójkę zrzucili, to mielibyśmy
własne koła olimpijskie ze szczerego złota.
Simmi (podchwytując
pomysł): No! I jeszcze jeden medal by został!
Niezła myśl, Kamil!
Kamil (drapiąc
się po brodzie): Ano. Tylko dobrą firmę ochroniarską
by trzeba było wynająć. Z nazwą taką chwytliwą. Golden
security, na przykład, o!
Simmi (kiwając
głową): Dobre! Podoba mi się!
Kamil (wyciągając
do niego rękę): To co? Umowa stoi?
Simmi (ściskając
ją, uśmiechnięty): Stoi!
ZPKameraman: Panowie?
Możecie tak nie błyszczeć? Ja wiem, że wy takie złote chłopaki,
ale, kurde, zdjęcia mi nie wyjdą od tego blasku.
Kamil (kiwając
głową): Tak, tak, przepraszamy. Już, sekundka.
Oboje
sięgają do kieszeni i wyciągają okulary przeciwsłoneczne,
które zakładają na nosy. W pomieszczeniu robi się nieco
ciemniej.
ZPKamerman: Dziękuję!
Kamil
i Simmi (unisono, z szerokimi uśmiechami): Do
usług!
Przybijają
sobie żółwika.
SCENA
4
Sevik
w wagoniku jedzie na górę skoczni i podziwia widoki. Nagle pojawia
się Złowieszczy Pan Kamerman.
Sevik (podskakuje
przerażony): AAA...! Idź stąd, a kysz, maro
nieczysta!
ZPKamerman (zdezorientowany): Ale
że niby co? Że brudny jestem?
Sevik (nadal
przerażony, ale bardziej już zdenerwowany): Jak
śmiesz mnie tu tak podglądać, ty wstrętny, obłudny, zawszony...
ZPKamerman (urażony): Wpraszam
sobie! Myłem się dziś rano!
Sevik (zirytowany): Proszę
mnie w spokoju zostawić, ja tu medytuje, żeby ładnie
skoczyć. (wyniosłym tonem) No już! Sio!
ZPKamerman
wzrusza ramionami i wynosi się z wagonika w połowie jazdy.
Sevik
w spokoju dojeżdża na górę, gdzie wpada na Fannisa.
Sevik (w
uniesienie): Siema, Norek, nie uwierzysz, co mi
się przydarzyło...! (zauważa jego apatyczność) Fanni?
Fannis (wzdychając
ciężko): Ech, bo widziałem Polaków.
Jakiego oni mają cudownego team spirit! Wiesz, że Znis-...
Znisz-... no! Ten! Aleks mu jest chyba... Wiesz, że wpuścił
Klemensa do konkursu, bo ten obiecał żonie, że pomacha synowi w
telewizji, a Eurosport im wywaliło, więc musi się dostać do
konkursu, żeby obietnicę wypełnić? (wzdycha ponownie) Też
bym chciał takich kolegów...!
Sevik (zaskoczony): Ale
ty przecież nie potrzebujesz, żeby ktoś cię wpuścił, nie?
Fannis (roztargniony): No
nieee, ale... widzisz, mam teraz taki nastrój, że mam ochotę
zrobić coś dobrego, wiesz? W końcu Mikołajki za pasem, trzeba
robić dobre rzeczy, nie?
Sevik (nieprzekonany): Ano.
A może... (w jego głowie rodzi się szatański - nie mylić
z Demonicznym! - plan) A może ty kogoś wpuścisz do
konkursu co? Taki... prezent świąteczny komuś zrób, co ty na to,
Fannis?
Fannis (nagle
pobudzony): Tak! To jest dobry plan! Kto tam jest
ostatni?
Sevik (zerka
na ekran): Yyy... Kenzie, o ile się nie mylę.
Fannis (jeszcze
bardziej uradowany): O, to się dobrze składa,
lubię go bardzo! I jeszcze na Twitterze pewnie o tym napisze!
Wszyscy zobaczą, jakie ze mnie dobre Fannisiątko!
Odchodzi,
nucąc radośnie pod nosem. Sevik zaciera ręce.
Sevik (uśmiechając
się chytrze): No i jedną Norkę w konkursie
mniej...
Odchodzi
w drugą stronę, nucąc muzyczkę z "Gwizdanych Wojen".
SCENA
5
Kamil
odpala rakietę w kwalifikacjach i obejmuje prowadzenie. Staje na
miejscu dla lidera. Rozgląda się i woła Piotrka.
Pietrek (podchodząc): No,
co jest, Miszczu?
Kamil (rozglądając
się): Jak nam poszło? Wszyscy skaczą w
niedzielę?
Pietrek (drapiąc
się po głowie z zakłopotaniem): Nooo, prawie.
Olek zmaścił dla Klimka, żeby żonka go nie zabiła. Bo wiesz,
Ojrosporty im wywaliło i...
Kamil (przerywając
mu gestem): Tak, wiem, słyszałem te historię
na górze. Ach, ten nasz Oleczek do jednak dobre serduszko ma, bo
szkoda byłoby Klimka, jakby go żona chochlą do zupy pobiła...
Pietrek (kiwając
głową): Ano, hehe, niezłego guza by
zarobił. (z entuzjazmem) Paczaj, Miszczu,
Eisenbichler leci. Jeśli cię nie przeleci, to żeś wygrał!
Kamil (grożąc
mu żartobliwie palcem): No Pietrek, bez takich mi tu!
Obraca
się i obserwuje lot Eisenbichlera. Ten ląduje nieco bliżej, a
Kamil wygrywa kwalifikacje.
Pietrek (ściskając go): Brawo, Miszczu! No, to ja lecę po jakiegoś
wajcenka, nie?
Oddala
się uradowany. Do Kamila podchodzi Eisenbichler, nieco wkurzony.
Eisenbichler (maskując
złość): Ech, więc... w sumie to... gratulacje... czy coś.
Ściska
mocno rękę Kamila i przyciąga do siebie, próbując zrzucić z
miejsca dla lidera.
Kamil (zapierając
się mocno): Ech, dzięki. Doceniam,
serio... (sapiąc) Mógłbyś mnie już puścić...?
Czy coś?
Eisenbichler
daje za wygraną.
Eisenbichler (odchodząc,
mruczy pod nosem): To moje miejsce! Ja je jeszcze
odzyskam!
Kamil
poprawia kurtkę po niespodziewanym ataku i obserwuje skok Maćka, po
czym nagle podchodzi do niego jakiś dziwny facet.
Kamil (z
uprzejmym zainteresowaniem): Tak...?
Dziwny
Facet: *bełkocze coś po niemiecku*
Kamil (unosząc
wysoko brwi): Słucham?
Dziwny
Facet: *bełkocze coś po niemiecku* ...cwaj
tauzen ojro fyr diś!
Kamil (z
nagłym zrozumieniem): AAA! Pieniążki! No tak,
jasne! (odbiera czek) Tak, będzie na kwiatki dla
Ewci, tak, to dobry plan. A jeśli coś zostanie to... To chyba dam
komuś, taki będę dobry. W sumie święta idą, więc...
Mruży
oczy zamyślony i popada w zadumę ignorując Dziwnego Faceta, który
odchodzi po chwili.
SCENA
6
Peter
przygotowuje się do skoku, ZPKamerman podchodzi nieśmiało.
ZPKamerman: Yyy...
panie Prevc? Halo? Przepraszam?
Prevc
posyła mu mordercze spojrzenie.
ZPKamerman (mocno
zaniepokojony): Bo ja... ja potrzebuję do
transmisji i... i ja... ja jakiejś informacji potrzebuję.
Prevc (chłodno): I?
ZPKamerman (coraz
bardziej przerażony jego spojrzeniem): No i ja
powinienem wpisać srebrny medal ZIO na pasku, (bardzo
szybko, bardzo nerwowo) czymożeżyczypansobieczegośinnegopaniePrevc?
Prevc (lodowatym
tonem, mrużąc groźnie oczy): Czy byłby pan
uprzejmy nie wspominać przy mnie słów takich jak "srebro"
oraz "dwa" w jakiejkolwiek odmianie w jakimkolwiek języku?
ZPKamerman (jeszcze
bardziej przerażony, drążąc): O-o-oczywiście.
To-o co-o ma-am na-na-napisać?
Prevc (po
sekundzie namysłu): Winner of Four Hills
Tournament 2015/16.
ZPKamerman (blady
ze strachu): O-o-oczywiście.
Odchodzi,
powoli dochodząc do siebie.
ZPKamerman (do
siebie): Nie zabił mnie, nie zabił mnie, jak to
dobrze, Hoferowi dzięki! (zatrzymuje się) I co to
ja miałem tam napisać? Zwycięzca czego? Jak to szło? (zamyśla
się). A, wiem już: Four Kills Tournament. W sumie, to do niego
pasuje... Ciekawe, co za czterech bidaków zabił wtedy...
Wzdycha
ciężko i przygotowuje grafikę do transmisji.
Peter
kręci głową po jego odejściu i skupia się na swoim skoku. Potem
czeka na dole na Demona; Demon odpala rakietę.
Prevc (obserwując
jego lot): Rany, brat, co ty czynisz!
Prevc (po
namyśle): No cóż, bycie Prevcem zobowiązuje.
Kiwa
głową z zadowoleniem i odchodzi.
SCENA
7
Gdzieś
pomiędzy domkami krąży ZPKamerman, obserwując skoczków
szykujących się do zaprezentowania publiczności przed wyjściem na
scenę. Tfu! na skocznię, oczywiście.
Kamil (do
kolegów): Panowie, z dumą się prezentujemy, jasne? Niech poznają naszą siłę!
Dejvi (nieco
zdenerwowany): Ej, widzicie tego gościa
(pokazuje na ZPKamermana). To ZPK! AUTy mówią, że jest
przerażający.
Pietrek (luzacko): Wyluzuj,
Dejvi. To tylko facet z kamerą...
Dejvi (spanikowany,
scenicznym szeptem): Idzie tu!
Kamil (uspokajająco): Spokojnie,
on chce nas tylko nagrać, no panowie. Tak, jak ustaliliśmy.
Przybierają
groźne pozycje, Dejvi z nieco przerażoną miną. Maciek pokazuje
bica.
Pietrek (do
Maćka): A to co było, hehe?
Maciek: No
bo ja się ten... za Stękim stęskniłem. On by tu wszystkim kota
pogonił, nie?
Pietrek (rozbawiony): Chyba
tobie, hehe.
ZPKameraman
przenosi się dalej do AUTów. Kofler robi przerażoną minę.
Kofi (o
krok od zawału): Panowie! To on! On dybał
na me życie!
Kraft (bojowo): NA
NIEGOOO...!
Hajbek (łapiąc
go za ramię): Nie, nie! On jest naprawdę
przerażający! Lepiej zastosujmy starą, dobrą metodę - udawajmy
martwych!
Kraft (kiwając
głową): Dobra!
Zamierają
wszyscy z nienaturalnych pozycjach.
ZPKamerman (podchodząc
bliżej): No proszę, jaki ładny Manequin
Challenge!
Odchodzi
w kierunku Słoweńców.
Kofi (półgębkiem,
szeptem): Chyba poszedł.
Oddychają
z ulgą i powracają do normalnych pozycji. ZPKamerman już dybie na
Słoweńców. Ci wyciągają się jak struny w salucie.
ZPKamerman (zmieszany): Panowie,
panowie... spokojnie, ja już w stanie spoczynku. Nie trzeba...
Słoweńcy (chórem): AJ,
AJ, KAPITANIE!
ZPKamerman (jeszcze
bardziej zawstydzony): Skąd wy to wiecie,
spocząć chłopcy, spocząć...
Prevc (głośno): SPOOO-CZNIJ!
Reszta
wykonuje rozkaz.
ZPKamerman (odchodząc,
pod nosem): W końcu znaleźli się tacy, co wiedzą, że
salut to tylko do zakrytej głowy. Proszę, proszę... coś jeszcze
będzie z tej młodzieży...
Odchodzi
zamyślony.
SCENA
8
Wyciąg,
Sevik jedzie na górę zamyślony, kontempluje widoki. Nagle znowu
zaskakuje go ZPKamerman.
Sevik (ni
to przestraszony, ni to zdenerwowany): TO ZNOWU TY!
ZPKamerman (zmieszany): Ale
że co ja? Panie, dajże mi pracować!
Sevik (oburzony): Szpiegujesz
mnie!
ZPKamerman (wywracając
oczami): Filmuję. Jest film, jest transmisja,
ludzie to oglądają, telewizja dostaje hajsy, a tobie rośnie fejm.
Mnie płacą i to nielicho. Masz z tym jakiś problem?
Sevik (w
uniesieniu): Czy ja mam problem? TAK, MAM
PROBLEM! Ja sobie po prostu NIE ŻYCZĘ, by mój czas medytacji zen
był zakłócany w taki obrzydliwy sposób. Wiesz jakie to
ustrojstwo (wskazuje kamerę) ma fatalne feng shui?
Przez ciebie i twoje żelastwo zmaszczę konkurs!
ZPKamerman (poddając
się): Dobrze, to ja sobie lepiej pójdę.
Wysiada
z wagonika w połowie drogi (i zapewne stacza się na dół w postaci
śnieżnej kuli). Sevik nieco rozstrojony dojeżdża na górę i
wpada na Prevca.
Sevik (musi
się wygadać chłop, no co): Znowu ten
upierdliwy ZPK! Przyczepił się do mnie jak dwójka do
Prevca (zauważa Petera). Ups, sorry, stary.
Prevc (mierzy
go chłodnym spojrzeniem): Spoko. Nie widziałeś
mojej kurtki?
Sevik (unosząc
brew): Jakiej kurtki?
Prevc (wzdychając): Czarna
z napisem "P.Prevc" na plecach...?
Sevik (zaskoczony): MASZ
PODPISANĄ KURTKĘ?!
Prevc (robiąc
kwaśną minę): Jak masz dwóch skaczących
braci i do tego jeszcze siostrę, a kurtki są w tym samym kolorze i
kroju to, wierz mi, lepiej ją sobie podpisać. W zeszłym tygodniu
się przeziębiłem (kicha), bo zapakowałem kurtkę Niki
i nie było szans, żebym się w nią zmieścił. No i mnie
przewiało.
Sevik (ze
współczuciem, podaje mu chusteczkę): Aha, to
smutne.
Prevc (przyjmuje
chusteczkę z wdzięcznością): Dzięki. Jesteś
naprawdę spoko, Sevik, wiesz? A wracając do kurtki - warto ją
też podpisać, bo Tepes to śmieszek i lubi mi ją chować. Więc
łatwiej ją potem znaleźć. To jak, wiedziałeś?
Sevik
kręci głową zmartwiony, Prevc wzdycha.
Prevc: Trudno.
No nic, do zobaczenia na dole!
Odchodzi,
by przygotować się do skoku. Sevik znajduje odpowiednie feng shui i
i zasiada do medytacji.
SCENA
9
Połowa
konkursu drużynowego Demon skacze jakoś słabiej. 10 minut później
skacze Peter i przy odjeździe tańczy makarenę.
Demon (podejrzliwie): Brat,
co to niby miało być?
Prevc (zaskoczony): To
ty nie wiesz?
Demon
kręci głową.
Prevc (wzdycha): Bo
rozmawiałem z Hoferem. I powiedział mi, że jeżeli mama zabroniła
nam daleko skakać, to możemy mu pomóc uatrakcyjnić
show... (zamiera w pół słowa)
Głos
z OFFu (wzburzony): WALTI, CZY
TOBIE SIĘ COŚ NIE PODOBA, PRZEPRASZAM?!
Walti (wygląda
skruszony zza rogu): Ja jedynie chciałem... ja
tak sobie pomyślałem... Atrakcja byłaby to miła, gdyby belka
zatańczyła. Ta tańczyć jednak nie chciała, na Prevca spadła
więc ta zabawa.
Głos
z OFFu (nieco łagodniej): Żadnych
Tańców z Belkami, jasne Walti? Ludzie nie mają czasu na takie
atrakcje! (Walti chce coś powiedzieć, ale E_A go
ucisza) Dobra, dobra. Później o tym porozmawiamy. Akcja!
Prevc (jak
gdyby nigdy nic): ...i w zastępstwie Tańca z
Belkami trochę pobawić się przy odjeździe. Takie... elementy
baletu wprowadzić do sztuki.
Demon (z
zamyśleniem): Nooo... to twoje obok baletu nawet
nie leżało (Prevc posyła mu groźne spojrzenie), ale
może w drugiej serii coś wykombinuję. Goran nie będzie zły?
Prevc (wzruszając
ramionami): Będzie, ale zwali się na Hofera. A
mama przynajmniej nie będzie zła.
Demon (ucieszony): Wilk
syty i owca cała! Dobra, to ja lecę. Nara, brat!
Klepie
Prevca po łopatce i odchodzi w podskokach.
SCENA
10
Polacy
na prowadzeniu, stoją na miejscu dla lidera. Demon oddaje mega długi
skok w drugiej serii i podchodzi do nich.
Demon (z
uśmiechem): Siema.
Dejvi: No
hej. Daleko żeś skoczył.
Demon (z
chytrym uśmieszkiem): Liczyłem, że uda mi się
was stąd zrzucić, ale niestety - skocznia mi się by skończyła w
połowie, więc zrezygnowałem.
Pietrek: Hehe,
no. Ale może na podiuma wam styknie, hehe.
Kamil (z
uśmiechem): Trzymamy kciuki, do zobaczenia na
podium.
Demon
dziękuje i odchodzi kawałek dalej, by czekać na Prevca. Prevc
skacze tak sobie, średnio.
Demon (mrużąc
oczy): Ale żeś zmaścił, brat. Ja tu nas na
podiuma winduje, a ty co?
Prevc (mrukliwie): Umowę
z Hoferem mam, pamiętasz? A poza tym, ja się mamie tłumaczyć z
jakichś szklanych badziewi i innych badyli nie będę!
Demon (wywracając
oczami): Teraz to już po ptokach. A Hoferem się
nie zasłaniaj, tym razem nie odtańczyłeś nic ciekawego.
Prevc (wyniośle): Owszem,
tańczyłem. Na górze, kankana z Kotem, Simmim i Sevikiem. (do
siebie) Ten Sevik to naprawdę spoko gość, czemu ja go tak
nie lubię...?
Demon (podsuwa
usłużnie): Bo ci Kulę sprzed nosa sprzątnął.
Prevc (marszcząc
gniewnie brwi): A tak, racja! Wredna niemiecka szuja!
Już go ponownie nie lubię!
Demon (szturchając
brata): A wracając do tematu - co robimy z
konkursem jutro?
Prevc (wzruszając
ramionami): Chcesz to wygraj, ja sobie odpocznę.
Przynajmniej nie będę musiał z Tadziem gadać...
Demon (zaskoczony): Z
kim?
Prevc (z
przebiegłym uśmiechem): Nic, nic, młody.
Najlepsze jeszcze przed tobą...
Odchodzi
bezgłośnie chichocząc pod nosem. Demon zostaje zdezorientowany.
SCENA
11
Polacy
cieszą się ze zwycięstwa, wszyscy uradowani, uśmiechnięci;
Maciek ubiera żółtą kurtkę.
Pietrek (zauważając
ubranie Maćka): Ej, Kocur, co to za łamanie
dres kodu, hehe?
Kicia (krzywiąc
się): Do ludzi idę, wywiadów udzielać, wyglądać
muszę jak człowiek!
Pietrek (przechylając
głowę): Przeca ta szaro-czerwona niczego sobie,
nie? Bo że kosmiczne kombinezony rytualnie palimy w Planicy** to już
żeśmy ustalili, nie? Ale te? Całkiem-całkiem są, hehe.
Kicia (wygładzając
żółtą kurtkę): Nie, moje włosy wydają się
w niej strasznie matowe, a ja przecież tyle nabłyszczacza używam!
Ta wręcz przeciwnie - podkreśla moje burgundowe pasemka w dolnej
warstwie włosów.
Pietrek (unosząc
brew): Że co?
Kicia (wzdychając): Nieważne.
Kamil: Gotowi
zaprezentować się przed kamerami?
Pietrek (rozochocony): A
to my co wygralim, żeby się przed kamerą wydurniać, hehe?
Dejvi (przerażony,
uśmiech znika mu z twarzy): Ale że jakie
wywiady? CZY MY BĘDZIEMY MUSIELI GADAĆ Z TADZIEM?!
Kamil: No
chyba tak. I z Sebkiem.
Dejvi (na
skraju histerii): Ja nie chcę, JA SIĘ NIE
ZGADZAM! Zabierzcie to podium ode mnie, ja nic nie wygrałem, nie
chcę tych kwiatów (odrzuca bukiet na bok), wszystko
tylko nie TADZIOOOOOOOOOOO...!
Ucieka
w panice. Reszta patrzy po sobie zmieszana.
Pietrek: To...
możemy my też się zwiniemy...?
Kamil
i Pietrek (patrzą na siebie, na Kota, po czym
unisono): TO NARA, KOCIE!
Oddalają
się szybko.
Kicia (osłupiała): Ale...
ale o co wam chodzi, chłopaki?
Tadzio (zza
pleców Kici): Ekchem, Maciek, można prosić na
słówko?
Kicia (nagle
cała blada): O nie...!
Odwraca
się.
Kicia (zakłopotana,
blada z przerażenia): Już wiem, co jest nie tak
- NIE NAŁOŻYŁEM GUMY DO WŁOSÓW. (do Tadzia) Czy
możemy to zrobić bez wizji...?
Tadzio
marszy brwi i kręci głową, a Kot ucieka w poszukiwaniu najbliższej
drogerii.
SCENA
12
Końcówka
konkursu indywidualnego, Maciek na pierwszym miejscu, Kamil tuż za
nim.
Kicia (z
emfazą): Tak. To jest dzień. To jest TEN dzień. MÓJ
dzień.
Kamil (unosząc
brew): Znowu ćwiczysz autosugestię?
Kicia (schodząc
na ziemię, obruszony): Ej, ja to jeszcze wygram.
Kamil (biorąc
się pod boki): No, nie wiem, nie wiem... Młody
Prevc ma jakieś dziwne układy z Hoferem dziś.
Kicia (z
zastanowieniem): Może my też powinniśmy?
Kamil: Ale
teraz już nie zdążymy. Na Lille coś wymyślimy.
Kicia (w
zamyśleniu): Myślisz, że Hofer lubi czekoladki z
adwokatem... Skoro z niego taki adwokat diabła...? To jest Demona?
Kamil (puszczając
mu oko): Pomyślimy o tym jutro. Teraz postaraj się nie
być piąty, okej?
Kicia (krzywiąc
się): Pewnie, że nie chcę być piąty. Tatuś już
sobie wytapetował gabinet memami...
Bierze
narty i idzie się przygotować do drugiej serii. Kamil wzdycha i
rusza za nim.
SCENA
13
Końcówka
serii finałowej, Demon na miejscu lidera odbiera gratulacje po
wygranej. Podchodzi do niego Prevc.
Prevc (z
marsową miną): Młody, masz przechlapane.
Demon: No
ej! Hofer obiecał mi zwolnienie z WFu do końca roku!
Prevc (unosząc
brew): I tak masz zwolnienie z WFu, ze względu na plan
treningowy, pamiętasz?
Demon (rezolutnie): I
koszy słodyczy!
Prevc (sceptycznie): Masz
dietę.
Demon (triumfalnie): I
kreskówki bez ograniczeń!
Prevc
krzywi się jeszcze bardziej, Demon patrzy na niego podejrzliwie.
Demon (zmartwiony): Ej,
brat, coś ty taki skwaszony? Przecież nie jesteś drugi, nie?
Prevc (mocno
zirytowany): Ale DWUDZIESTY DRUGI. To są, jeśli
nie zauważyłeś - DWIE DWÓJKI. Takie drugie miejsce do sześcianu.
Demon (wyciągając
podręczny kalkulator ze skarpetki): ...czyli
dokładnie... osiem! Celujesz w Lille w ósme miejsce, brat? Mama
przynajmniej nie będzie zła!
Prevc: Nie
da się ukryć. W Lille jeszcze bym odpuścił, ale do Engelbergu jej
raczej przejdzie, o ile ją znam.
Demon (z
szerokim uśmiechem): Czyli na Turniej wracamy do
gry?
Prevc
kiwa głową, a Demon przybija mu piątkę.
SCENA
14
Domek
Polaków, po konkursie.
Pietrek (uradowany): Maaaciek!
Idziemy wywiadować się do Tadzia!
Maciek (szukając
żółtej kurtki): Czekaj, muszę...
Pietrek (ciągnąc
go za rękaw): No chooodź...!
Maciek (zirytowany): Pietrek,
przebrać się muszę! Wyglądać jak człowiek!
Pietrek: Przeca
ty Kot jesteś, hehe. No chodźże!
Maciek (chwytając
w końcu kurtkę): Dobra. Idziem.
Wychodzą
przed domek, wprost w szeroko rozpostarte ramiona Tadzia.
Tadzio (ucieszony): Panowie,
czekałem na was! To co? Najpierw Maciek? Czy Piotrek?
Pietrek (rechocząc): A
może, hehe, to my ciebie przepytamy, hehe, jak ci się konkurs
podobał, Tadziu, co? Hehehe!
Tadzio (zamyślając
się): Hmm... moja chwila sławy...? W sumie
czemu nie? (podaje mu mikrofon) Umiesz to
obsługiwać?
Pietrek (łapiąc
mikrofon do góry nogami): Pewnie! Raz-dwa!
Raz-dwa-trzy! (stukając w trzonek) Halo, operator,
jak mnie słychać?
Maciek: Pietrek,
źle to trzymasz...
Pietrek: Maciuś,
Maciuś, nie ucz ojca dzieci robić, dwójkę mam w końcu, nie?
Hehe (łapie porządnie mikrofon). No, to jedziem z
tym koksem... Panie Tadeuszu, pierwsze pytanie, hehe...
Kurtyna
milczenia, ku uldze widzów i polonistów.
POSTLUDIUM
E_A: Walti!
Odchodzę!
Walti (przerażony): Co?!
Gdzie?! Kiedy?! Jak?! Jakże przeżyję twój brak?
E_A (uspokajająco): Czil,
Walti. Na trochę tylko. Zresztą radzisz sobie dobrze - co prawda te
balety to jakiś chybiony pomysł był, ale niech
będzie. (ostrzegawczo) Tylko na tego ZPK uważaj,
dobrze?
Walti: Sprawa
dla wszystkich jest wręcz oczywista - czarnym charakterem jest
kamerzysta!
E_A (kiwając
głową): I żadnych Tańców z Belkami, jasne?
Walti (potakując): Belka
ma być niczym skała - stać wciąż będzie, tam gdzie stała.
E_A: Dobrze,
wpadnę potem sprawdzić jak ci idzie, a teraz zmykam na parę dni
urlopu. Trzym się, Walti!
KONIEC AKTU II
*Pozwoliłam sobie ukraść ten cytat od Infinite Charlie
**pomysł ten także ukradłam od Infinite Charlie, a konkretnie STĄD
Wiatr ostatnio siedzi cicho, więc pojawił się nowy czarny charakter - Złowieszczy Pan Kamerman. Jak go odbieracie? XD
Teraz biorę urlop, więc ciekawe jak Walti poradzi sobie beze mnie, hm?
Więc co złego to nie ja, trzymajcie za niego kciuki.
A swoją drogą, Walti, co to za układy z Prevcami, hm?
***&***
Źródła gifów: 1) le ja; 2) citadeloftherisingstar.tumblr.com; 3) poleagles.tumblr.com



Czy my mamy najlepszą akcję juz w pierwszej scenie😵
OdpowiedzUsuń"Widzę, że poświeciłeś Kraftboecka dla Schiffboecka. Żegnaj, przyjacielu!".
"Ja, ja... JA GO CHYBA ZABIŁEM, KOFI...!!!" Ja chce to zobaczyć na scenie! Nie tylko oczami mej wyobraźni. Nie będę cytować dalszych wypowiedzi Hajbeka, ale wiedz że każda kolejna jest jeszcze lepsza niż poprzednia.
Oficjalnie ogłaszam, że scena nr 1 walczy o najlepszą w całym dramacie.
"Dorwę jutro Waltera i zagrożę, że przerobię jego krótkofalówki na złom, jeśli będzie dalej tak ingerował w moją osobowość...!" Uuuu, wkurzył nam się Zniszczołek. Będzie groźnie. Ale swoją drogą dobry z niego przyjaciel.
Kamil i Simmi 😍😍😍 tyle złota i diamentów obok siebie, że oni naprawdę powinni mieć obok siebie jakieś "Golden Security". Mistrzów trzeba chronić, bo ci z ZPK nie zawsze myślą jak powinni i może im kiedyś coś głupiego do łba strzelić.
Fannis, ty mój krasnoludku słodziuchny... nie ładnie tak podglądać i podsłuchiwać koleżków z innej nacji. A ty Sevi mógłbyś być bardziej oryginalny, a nie ściągać pomysły od Polaków. Oszty! Modro zdradziecka! Już cię nie lubię!
O kurczątko, a co oni tacy dobrzy sie zrobili. I to wszyscy razem. Do świąt jeszcze daleeeeko przeca.
Oooo widzę, że mamy postrach pana ZPK. Chociaż jednego boi sie ta wścibska wesz.
Rozmowy Maćka i Piotrka to jest to co tygrysy lubią najbardziej (Maciuś, ja też tęsknie za Stękim😢)
Czy Hajbek zabrał towar Laniskowi?
Peterku, zmoro ZPK, jak mogłeś wziąć kurtkę Niki. Przecież to było jak ubranko dla lalki, a nie kurtka dorosłego faceta. Echhh Peterku, chybaś zakochany skoro tak słabo sie pakuje.
"Bo rozmawiałem z Hoferem. I powiedział mi, że jeżeli mama zabroniła nam daleko skakać, to możemy mu pomóc uatrakcyjnić show... " o matuleńko moja😵mam nadzieję ze Walti tylko żartował, a Peter nie weźmie sobie jego słów do serca i zacznie normalnie skakać.
"Nooo... to twoje obok baletu nawet nie leżało" nie ma to jak dobre słowo od młodszego brata.
Nonono. Mam konkurencję ro dialogów naszego polskiego bff. Braciszki starają sie ich wygryźć.
Team spirit może i jest u nas, ale chyba kończy sie w chwili kiedy trzeba porozmawiać z Tadziem i innymi redaktorkami. Biedna Kicia. Ale jednak czasem coś dobrego wychodzi z tego jego pindrzenia się przed lustrem.
Ojojoj. Czy nasi naprawdę chcą zawrzeć układ z adwokatem diabła, tfuuu Domena. Oj bedzie sie działo, jeszcze jak zostawiasz samego Waltera to sie bedzie działo w Lilce. Oj się będzie działo.
Ogólnie rozdział cud miód malina 😍😍😍 mega zabawny. Hajbek mistrz nad mistrzami. Prevce skradają najlepsze dialogi, a Walti gada wierszem jak najęty. Czekam na jakąś wielką akcje z Polakami (może coś z papryczkami) i ciekawi mnie jak rozwinie się wątek pana ZPK.
Do następnego 😘
Haha, cieszę się, że się podoba, zaskoczyłaś mnie tymi komentarzami ;)
UsuńTo takie trochę bez ładu i składu, nie licz na zawiłą fabułę :P