NIECZYNNE Z POWODU, ŻE ZAMKNIĘTE.

Teatr im. Wiatru i Przestworzy zamyka swą działalność.
Wszystkim widzom dziękujemy za zainteresowanie.


poniedziałek, 8 maja 2017

AKT I - Ruka

PRELUDIUM

E_A: Chwila, chwila, a to nie miało być Kuusamo przypadkiem?
Budka suflera (scenicznym szeptem)Ciii...! Nie tak głośno!
E_A (również szeptem): Czemu, o co chodzi? Przecież zawsze było Kuu-... Sam-Wiesz-Co.
Budka suflera (nadal szeptem): No, bo w Kuusamo zawsze jest to samo, nie? Wiatr, przeliczniki, loteria i jury meeting. A Walti już nie ma Mirka, z Borkiem się nie lubią (przynajmniej do trzeciej butelki szampana), więc za bardzo się z nim meetingować nie chce.
E_A: No ale co ma...
Budka suflera: Ciii...!
E_A (szeptem): ...piernik do wiatraka?
Budka suflera (wciąż szeptem): Więc Walti wymyślił, że pierwszy akt machniemy w Ruce, nie w Kuusamo i już nie będzie to samo.
E_A: Ale przecież wszyscy już tu przyjechali...!
Budka suflera: Ciii...! Tak, ale skocznia i tak jest w Ruce. Ech, nie dostałaś poprawek do scenariusza?
E_A: Nieee...
Budka suflera (podaje jej skrypt)Trzymaj, tu są wszystkie poprawki. Startujemy z Ruki, wiatr się wyszaleje w Kuusamo i może nie zauważy, że tam żadnych skoczni nie ma. Skoczkowie będą mieć zawody, my będziemy mieć sztukę, kibice widowisko, a Walti święty spokój od Korka. To jest, Borka!
E_A (przeglądając skrypt): No dobra. To co, wołać aktorów?
Budka suflera: Wołać!




SCENA 1
Czwartkowe popołudnie, hotelowy hol. Maciek pazurami trzyma się framugi, Piotrek próbuje za fraki wyciągnąć go z hotelu. W tle zdegustowany recepcjonista, na dworze reszta drużyny, niecierpliwie zerkająca na zegarki. Wszyscy, prócz recepcjonisty, ubrani w kosmiczne kombinezony vel oficjalne kadrowe kurtki.
Kicia (rozpaczliwie zapierając się łapami): Nie, nie, nie! Ja w tym nigdzie nie pójdę!!!
Pietrek (wyciągając go na dwór)Co ty, Maciek, wyglądasz, he, he, odlotowo!
Kicia (najeżony, ale daje się poprowadzić do busa): Nie, wyglądam jak odpad z NASA! Mój fejm na tym ucierpi! Twarz stracę...!
Pietrek: Mordkę raczej, he, he.
Kicia (obruszony): Nie odwracaj kota ogonem, Wiewiór! Fejm to ważna rzecz! Lajki same się nie polajkują, favy same nie sfavują, suby nie zasubskrybują, o! Będę pośmiewiskiem!
Pietrek (roześmiany, jak zawsze): Krawcowa płakała, jak szyła, he, he!
Głos z OFFu (vel E_A): Panowie, możecie się już pakować do tego busa? Obsuwę mamy! Przez was nie wyrobimy się z aktem!
Pietrek (ruszając znacząco brwiami): Akty to ja akurat, he,he, lubię.
Kicia (nagle przypomina sobie o swoim wyglądzie): JA NIGDZIE NIE IDĘ!!!
Zza zakrętu wybiega Małysz, cały obładowany jakimiś bambetlami, ledwie mu czubek głowy widać.
Małysz: Panowie, panowie, poczekajcie na mnie! Mam coś dla was!
Pietrek (robiąc zdziwioną minę): Jaaa cię! Gadająca góra paczek świątecznych!
Małysz zrzuca swe brzemię na ziemię i odsapuje głośno.
Małysz: Alem się zmachał. Kondycja już nie ta, ech. (zwraca się do skoczków) Panowie, pan prezes nauczył się obsługiwać internety i nie spodobała mu się liczba memów, skądinąd bardzo trafnych. Jak dla mnie wyglądacie odlotowo, ale zdania są podzielone, więc prezesunio śle wam podarki przedświąteczne (podwyżek już niestety nie będzie na Wigilię, coś za coś panowie), o proszę bierzcie!
Wszyscy nachylają się nad stosem paczek i wyciągają nowe kurtki. Takie, no, bardziej normalne.
Kicia: Tak!!! Mój honor został uratowany! (natychmiast się przebiera) Kocham pana, panie Adamie! (rzuca się Małyszowi na szyję).
Małysz (nieco purpurowy na twarzy): Maciek, ekhem, Maciek...! Maciek, dusisz mnie!
Kicia osuwa się, przepraszając gęsto.
Małysz (z pełną nadziei miną): To, skoro tak bardzo wam się podoba to... Myślicie, że nadal muszę być waszym tragarzem...?
Sztefan (z nieodgadnioną miną)Myślę, że mogę pana awansować na fotografa, panie Adamie.
Małysz (uradowany): O to super! Aparat jest lżejszy, niż te wasze bambetle. Zaraz (marszczy brwi), a czy przypadkiem to nie JA, jestem TWOIM szefem, Sztefciu...?
Sztefan otwiera usta zaperzony, ale nie zdąża nic powiedzieć.
Głos z OFFu (BARDZO zdenerwowany): DO BUSA MI WSZYSCY, ALE JUŻ! ZANIM WIATR WŁĄCZY DŻI-PI-ESA I NADCIĄGNIE TU Z KUUSAMO!
Pietrek (cichutko, pakując się do busa): A to my nie jesteśmy w Kuusamo, he, he...?




SCENA 2
Domek AUTów, kilka minut przed kwalifikacjami. Wszyscy siedzą z nosami w telefonach, w połowie ubrani w kombinezony. Nagle Kuttin wpada z pieśnią na ustach.
Heinz: PANOWIE! Śpiewamy!
Głos z OFFu: Chwila, chwila! To jest sztuka, nie jakieś Haj Skól Mjuzikal! Operetki Walti na przyszły sezon zaplanował!
Hajbek (z miną zbitego psa): Ale... Ale że nie będzie piosenki?
Kraft (równie smutny): Nie będzie musicalu?
Fetti (grzywka smętnie opada mu na nos)Nie zostaniemy (morgen)sternami skocznej estrady?
Heinz (poważnie, z pochyloną z czcią głową)Słowo Waltiego jest święte. Musimy je uszanować.
Kofi: A... A nasze rapsy?
Głos z OFFu (rozgniewany): Nie, nie i jeszcze raz...
Budka suflera: Psst...!
Głos z OFFu (łagodniej): No?
Budka suflera: Niech nagrają sobie promocyjnego singla i puszczają w ramach reklamy. wilk syty i owca cała, co ty na to, mała?
Głos z OFFu (poirytowany)To jest SZTUKA, nie jakaś opera mydlana, na krótkofalówki Hofera! Tu NIE MA reklam!
Budka suflera: Ale sztuka nowoczesna. Mała, luzuj gacie, toć XXI wiek mamy...!
Głos z OFFu (lodowatym tonem)Chyba mnie z Zioberem mylisz, kochany. Dobra, niech wam będzie. ALE JA ZA TO ODPOWIEDZIALNOŚCI NIE BIORĘ!!!
AUTy rozjaśniają swoje pysiaczki, załączają muzę na smartfonach i zaczynają wyć po swojemu.




SCENA 3
Początek kwalifikacji; na górze skoczni Halvor Zwany Gołodupcem przygotowuje się do swojego skoku. Towarzystwa dotrzymuje mu Fannis; w tle pozostali skoczkowie różnych nacji.
Fannis: Młody, co się tak trzęsiesz?
Gołodupiec (rozglądając się lękliwie dookoła): Seppcio się na mnie dziwnie dziś patrzył. Jakoś tak... podejrzliwie.
Fannis: Eee tam, przesadzasz! On na wszystkich tak patrzy.
Gołodupiec: Nie, nie, nie! On mnie zdyskwalifikuje, jestem pewien!
Fannis (wywracając oczami): Dramatyzujesz, młody!
Forfang podchodzi do niech zainteresowany rozmową.
Forfi: Co jest?
Fannis: Młody się Sepcia wystraszył.
Gołodupiec: BO ON JEST PRZERAŻAJĄCY!
Forfi: Skacz, nie pierdol. Marudzisz, jak księżniczka Szjen.
Fannis (z zainteresowaniem): A co z nim?
Forfi (jakby zazdrosny): Z Schlierim się teraz kumpluje, dwie najlepsze psiapsi normalnie. A skakać nie ma komu, bo oboje focha strzelili i nie skaczą, bo nie. A ty, młody (zwraca się do Gołodupca) jak tak się boisz, że się Sepciowi twój kombinezon nie spodoba, to skacz bez i po kłopocie!
Gołodupiec (z nadzieją): Myślisz...? W końcu już kiedyś mi się udało, nawet poślady tak bardzo nie marzną...
Odchodzi zamyślony.




SCENA 4
Kilka minut później, grupka Norwegów dyskutuje już na dole. Fannis skwaszony przebiera buty, reszt też jakby niemrawa. W tle skoczkowie innych narodowości.
Fannis (jakby smętnie, masując stopę): I co, młody, puścił cię?
Gołodupiec: Nooo... najpierw nawrzeszczał, zdyskwalifikował i kazał się wynosić. Ale potem przyszedł i mnie przeprosił, bo w sumie to wszystko cacy było - kombinezon nie był ani za duży, ani za mały, bo go nie było i tyle. Więc w sumie, to pomysł był świetny.
Fannis (uśmiechając się blado): Widzisz? Co dwie głowy to nie jedna! Wisisz, zdaje się, Forfiemu flaszkę Finlandii!
Gołodupiec (z wąskim uśmiechem)Ano. A ty, coś ty taki przybity?
Fannis bez słowa wskazuje brodą tabelę wyników i smętne 109m przy jego nazwisku.
Gołodupiec (klepiąc go po ramieniu)Eee tam! Za to na mamutach wymiatasz!
Fannis (krzywiąc się): Walić mastodonty, bubu se w stopę zrobiłem (wyciąga nogę z buta i postawia Gołodupcowi pod nos)
Gołodupiec (odskakując i krzywiąc się jak po porcji cytryny): A feee...! Bier te szwaje ode mnie!
Fannis (z miną zbitego psa)Nie pocałujesz...? Żeby nie bolało....?
Gołodupiec: Może ja i jestem ekshibicjonista, ale nie przesadzajmy. Fetysz stóp to nie moja działka, tylko Sevika. Do niego się zgłoś, nara!
Zarzuca narty na ramię i odchodzi. Fannis wzdycha ciężko.
Fannis (z filozoficznym namysłem)Ech, zdaje się, że specjalista od aktów, w tym akcie mi nie pomoże...




SCENA 5
Końcówka kwali; Kicia stoi na miejscu dla lidera i macha do tłumów, buziaczki rozsyła. Skoczkowie z czołówki oddają swoje skoki, tuż obok kręci się Pietrek.
Pietrek: He, he, Maciek, a kiedy to z ciebie się takie selebriti zrobiło, co?
Kicia (podkręcając wąsa, czy jakiegoś tam innego wibrysa)Odkąd wyglądam jak człowiek, a nie Michelin owinięty folią spożywczą. Ja nie Wellinga, żeby mnie świstak musiał w sreberka zawijać!
Pietrek: He, he. Ale taką czekoladę to bym se wszamał. Długo tu będziesz jeszcze sterczeć, jak kij w mrowisku?
Kicia (z wysoko uniesionym nosem): Właśnie wygrywam kwalifikacje, napawaj się blaskiem mojej chwały (posyła buziaczka do kamery)
Pietrek (lekceważąco): Phiii...! Kwali to każdy głupi potrafi! Zaraz ci tu jakiś Prełc, czy inny Ammann naskoczy i się skończy kozakowanie.
Kicia (protekcjonalnie): Oni są Pe-Ku, Wiewiór. Mogą se nawet na parkingu lądować. A Ammann, nawet telemarku nie potrafi zrobić, pff!
W tym momencie skacze Ammann i kończy skok pięknym telemarkiem.
Pietrek (złośliwie)Nie potrafi, powiadasz...? He, he! Kasai może też ci może łapy lizać, co, Kocurze?
Kicia: Kasai to inna liga jest, mistrz mój, senpai! On jest... on jest jak...
Nagle następuje jakieś przebicie z budki komentatorów.
Komentator: ...on jest jak dąb Bartek! Zawsze tu był!
Tymczasem, gdzieś w głębi województwa świętokrzyskiego...
Dąb Bartek (tubalnym głosem): Co, proszę? Co za cep porównuje mnie do tego szczyla? Przecież on nawet nie owocował jeszcze!
Głos z OFFu (łagodnie): Panie Dębie, spokojnie, to taka hiperbola była. Niech pan sobie dalej hibernuje, zima idzie, liście już panu spadły... (nuci kołysankę).




SCENA 6
W hotelu, późny wieczór. Pietrek i Kicia leżą grzecznie w łóżeczkach i trzymają nosy w smartfonach. Za oknem fińska pizgawica, choć wiatr nadal kręci się po Kuusamo w poszukiwaniu skoczni Rukatunturi.
Pietrek (chichrając się mocno do swojego telefonu): Ja nie mogę!
Kicia (podejrzliwie, unosząc wzrok znad Iphona): Co jest?
Pietrek: He,he. Mówiłżem ci, że te stroje odlotowe będą - patrzaj na to, już nas atomówkami ochrzcili! (pokazuje mu serię memów) Jutro trza się wyszykować eksta-super-duper, coby wszystkim szczeny poopadały, jak rakietę odpalimy, nie?
Kicia (sceptycznie)Nieee, ja tam mojej reputacji szargać nie zamierzam. Co innego mieć kosmiczną formę, a co innego wyglądać jak kosmonauta. Aż tak daleko, Pietrek, nie latamy, nie czarujmy się.
Pietrek (wciąż rozchichotany): A może, he, he, powinniśmy? Prełc by nam mógł buty pucować, jakbyśmy tak na Księżycu wylądowali, nie?
Kicia (z westchnieniem)Byli już tacy, Pietrek. Prawie pięćdziesiąt lat temu...
Głos z OFFu (zaspany): Panowie, spać! (ziewnięcie) Co wy tu jeszcze robicie?
Pietrek (wciąż gapiąc się w telefon): Czytamy se o tym, he, he, jak to Tomasz Kot wygrał dzisiejsze kwali, he, he.
Kicia (z oburzeniem): Że co? Że KTO?
Głos z OFFu (zmęczony): Ech, aż żałuję, że nie zatrudniliśmy normalnych aktorów. Oni przynajmniej grają według scenariusza... Kot by się nadał, przynajmniej nazwisko by się zgadzało.
Kicia (nadal naburmuszony)To trzeba go sobie było wziąć! Łaski bez, mnie nie płacą za robienie min do kamery...!
Pietrek (złośliwie)To po co je robisz, he, he?
Głos z OFFu (z westchnieniem)Wzięlibyśmy, ale jutro gra Religę w Te-Fał-Enie. A poza tym, Walti się zaparł, że ma być au naturel. (bardziej do siebie) Jakby nie dość mu było golizny przy tych dwudziestu aktach i norweskim gołodupcu...
Pietrek (zdezorientowany): Hę?
Głos z OFFu: Już nic. Spać, panowie, bo jutro musicie odlecieć w kosmos. Inaczej nam sprzedaż biletów na premierę spadnie i Walter mnie zabije. Poetycko, ale jednak.
Skoczkowie gaszą światło i idą grzecznie spać.




SCENA 7
Arena skoczni, tuż przed konkursem. Walti sprawdza ostatnie szczególiki (a tak na serio to unika Borka), technicy kręcą się dookoła, kibice powoli napływają na skocznię.
Technik: Panie Hofer, uklepać ten zeskok bardziej?
Walti: Nie, nie, nie trzeba...
Głos z OFFu (znacząco): EKHEM.
Walti: To nie będzie dziś konieczne, bo warunki przesz niewietrzne.
Technik: Czyli zostawić tak jak jest?
Walti (nieco poddenerwowany)Niechaj zeskok zostanie dziewiczy, wszak to skoczkowie - nie pantery z dziczy.
Technik (zdezorientowany)Że co, proszę...?
Głos z OFFu (pośpiesznie): Pan Hofer nie życzy sobie klepania buli, tyle w temacie. Kazachowie to załatwią...
Technik: Ale tu nie ma Kazachów...
Głos z OFFu (nieco niecierpliwie)To Koreańczycy, co za róż-...
Technik: Też ich nie ma.
Głos z OFFu (mocno już zirytowany): TO KTOŚ NA PEWNO UKLEPIĘ BULĘ, WSZYSCY NIE MOGĄ WALIĆ PO 130 METRÓW!
Technik odchodzi skołowany rozwijać kable, Walter wypuszcza z ulgą powietrze.
Walti: Dzięki, te rymy się mnie dziś jakoś nie chcą trzyma-...
Głos z OFFu (z naganą): WALTI!
Walti (zrezygnowany, po namyśle): Rymowanie trudna sprawa, przednia za to to zabawa. Na ołtarzu sztuki ofiarę złożyłem, nad doborem słownictwa się teraz zamyśliłem.
Głos z OFFu (z uznaniem): Wyrabiasz się, Walti! Idź zaczynać ten konkurs, bo już czas. Jakiś wierszyk na pożegnanie?
Walti posyła tylko mordercze, ale pełne urażonej godności spojrzenie gdzieś w przestrzeń i odchodzi bez słowa.




SCENA 8
Walti stoi w gnieździe trenerskim (JAK NAJDALEJ OD BORKA!!!) i korzystając z nieobecności E_A (widziałam to!)kulturalnie konwersuje z trenerami tekstem ciągłym, czasem jednak dając im dojść do słowa. W najbliższym otoczeniu Schusta, Kruczek, Sztefan, Sztekl, Goran, Heinz i Ronny Jestem-Trenerem-Ammanna-Miło-Mi.
Sztefan: przepuście mnie, proszę, muszę machnąć chorągiewką temu... no, temu, jak mu tam... O! Aleksowi!
Kruczek (z złośliwym uśmiechem)ZNI-SZCZO-ŁO-WI. Powtórz, Sztefanku!
Sztefan (twardo, bez uśmiechu)Aleksowi.
Kruczek (rozbawiony)Prooooszę! Powiedz "Zniszczoł", powiedz!
Sztefan: Nie.
Schusta: Ekhem, panowie. Mirek zielone zaświecił.
Walti (bardzo ponuro): Borek.
Sztefan macha chorągiewką. Olek robi *wziuuuuuu...!*, wybija się z progu i ląduje daleko.
Sztefan (z wąskim uśmiechem)Widzisz, Łukasz? Tak to się teraz robi. Nauczyłem twoje orły latać!
Kruczek (z przekąsem, wskazując leżącego na linii choinek Olka): Ale za to nie nauczyłeś lądować.
Sztefan (zdezorientowany)Co? Jak to? Kiedy? Dlaczego?
Kruczek: He, he.
Sztefan (zdenerwowany)Ty mnie nie nerwuj! Już mi Żyła z tym "he, he" wystarczy! Martw się lepiej swoimi makaroniarzami!
Dwadzieścia minut później.
Sztefan (przepychając się)Przepraszam, przepraszam, to już ostatni raz... Jeszcze tylko Stocha puszę i uciekam...
Unosi chorągiewkę, macha, Kamil robi *wziuuuuu...!*, wybija się z progu i leci daleeeeeeko....!
Sztefan (z zadowoleniem): No!
Kamil łapie krawędzi i wyglebia się tuż przed linią. Sztefan klnie pod nosem i rozgląda się, czy przypadkiem nie ma gdzieś w okolicy Kruczka (szczęśliwie, nie).
Goran (nieco przemądrzale): Z tego co wiem, to tam po ichniejszemu "scheisse" nie funkcjonuje. Powinieneś się na "cholerę" przerzucić, mój drogi. Albo jakąś inną kur-...
Sztekl (szturchając go w ramię): Te, poliglota. Tepesa puszczaj, skoro pod nieobecność papy tak ładnie lata.
Sztefan schodzi z gniazda, Goran macha chorągiewką, Tepes robi... zresztą, sami wiecie, co robi. Nie będę się powtarzać. Ale, wyjątkowo, bez gleby. Miejsce machania anektuje Sztekl.
Hauer skacze skok o ujemnej długości, Papa Sztekl łapie się za głowę.
Sztekl: Joachim, przecież ci mówiłem - wygrywa ten, kto skoczy NAJDALEJ, nie NAJBLIŻEJ... Już lepiej by było jakby cię zdyskwalifikowali...
Seppcio (przez krótkofalówkę): Mówisz-masz, Alex.
*BIB no 34 (Joachim Hauer) DSQ due to SUIT*
Parę minut później, podchodzi Ronny i daje znak Ammannowi (sekwencja jak wyżej).
Ammann leci, ląduje i to PRAWIE z telemarkiem. Ale prawie robi wielką... to zresztą też pewnie znacie, nie?
Goran (zaskoczony)Rany, a to co było?
Ronny (z wyższością)Telemark.
Sztekl (kpiąco)Chyba taki nieco... awaryjny.
Ronny (nieco mniej pewnie)Pracujemy nad tym.
Goran (szykując już chorągiewkę na Demona): No, po tylu latach mógłby ten element opanować. Medale zobowiązują. Zwłaszcza olimpijskie. O złotych nie wspominając.
Goran czeka na zielone światło do Demona, macha, bla-bla-bla, Demon leci agresywnie, ale ląduje całkiem daleko i nawet dość bezpiecznie.
Goran jednak łapie się za głowę.
Goran (przerażony): Młody co, ja ci mówiłem?! Na wąsy Małysza, NIE DRAP SIĘ ZA USZAMI NARTĄ W TRAKCIE LOTU!
Pałeczkę przejmuje Heinz, startuje Hajbeka. Ten prawie zalicza glebę.
Heinz (rozeźlony): Żeby mi to było ostatni raz! Nie będziesz mi wstydu przed kolegami robił, rozumiemy się?
Schusta (podchodząc bliżej, bo to jego kolej)Hah, problemy przy lądowaniu? Cieniaaaarze...
Minutę później Sevik robi dokładnie to samo.
Heinz (słodkim głosikiem)Werner, mój drogi, mówiłeś coś? Czy mi się wydawało...?
Oboje schodzą z gniazda.
Goran (gorączkowo): Hej, panowie poczekacie na mnie? Ja tylko Prevca wystartuję i... Panowie?
Robi smutną minę i samotnie macha chorągiewką Prevcowi, następnie w z opuszczonymi ramionami opuszcza gniazdo.




SCENA 9
Kilka minut po pierwszej serii, domek Słoweńców, Demon i Peter przebierają się w milczeniu.
Demon: Zaorałeś brat. Myślisz, że każą ci zapłacić za ten lakier?
Prevc (wzrusza ramionami)Ze związkowych pójdzie. Co ja zrobię, że ta skocznia taka mała, że na parkingu trzeba lądować...?
Demon: W drugiej serii na jednej narcie skocz, może będą mieć jakieś szanse, hi, hi, hi!
Prevc: Się zobaczy. Żółty kolor za dobrze podkreśla zieleń moich oczu, żebym się tak chętnie rozstał z tą koszulką.
Demon: Meh, wskoczyłbym sobie dziś na podium, ale mama będzie marudzić, że znowu takie same graty przywozimy (parodiując) "Tylko te puchary i puchary! Mamy wystarczająco dużo bibelotów, nie zwoźcie mi już tych łapaczy kurzu!".
Prevc: Nie marudź, młody. Rób co chcesz, najwyżej jutro sobie podium odpuścimy. To ciągle wygrywanie zaczyna być nudne, mogliby się trochę postarać. I Niemcy, i Polacy, i AUTy, i inni. Przecież nie zacznę dla nich skakać krócej!
Demon (nieco złośliwie): Auta na parkingu byłyby ci wdzięczne.
Prevc: Cichaj, młody. Chodź idziemy zgarnąć nasze nagrody.
Wychodzą.




SCENA 10
Tymczasem, Walti niespokojnie spogląda na dane meteorologiczne.
Walti: Nein, nein, nein! Ja nie zniosę z Borkiem spotkania, więc do ciebie, Eolu wznoszę błagania! Omińże Rukę, ostaw w pokoju, niechże mi konkurs przebiega w spokoju.
Klika kilometrów dalej wiatr pałęta się po Kuusamo.
Wiatr: Gdzie, do cholery, te skocznie? Miał być melanż, a tu skoczni ani widu, ani słychu. Eol, coś mi za lewe informacje dał...?!
Eol (roztargniony)Sorry, stary, mam drugie połączenie na linii. Walter Jakiś-Tam, muszę odebrać...
Wiatr (obrażony): Dobra, łaski bez. Sam znajdę dobre miejsce na wichrową rozróbę.
Walti nadal nerwowo patrzy na wskazania wiatromierzy.
Walti: By uniknąć większych szkód, belkę nieco damy w dół. Bez meetingu się obędzie (nagle pozbawiony nadziei) i tak mnie Borek znajdzie wszędzie.
Włącza krótkofalówkę, by przekazać odpowiednie informacje.




SCENA 11
Demon nudzi się nieco na stanowisku lidera. Nikomu nie udaje mu się przeskoczyć, zaczyna się nieco martwić. Jako, że wszyscy są zajęci, nie ma z kim poprowadzić dialogu, zaczyna mamrotać sam do siebie.
Demon (po cichu, by go nikt o schizofrenię nie posądził)Mama znowu będzie niezadowolona, skoro na podium wskoczyłem, teraz jeszcze jak Peter przypieczętuje zwycięstwo to już w ogóle...
Milknie na chwilę.
Demon (z namysłem)A jakby tak odmówić wzięcia nagród...? Ech, ale te puchary tak ładnie się błyszczą...
Przerywa na chwilę rozmyślania, bo spiker zapowiada Petera.
Prevc leci, leci, leci (trzy lata później) i leci. Ląduje narta na narcie i zalicza widowiskową glebę.
Demon (przestraszony): Rany boskie, brat, żyjesz?
Prevc się podnosi.
Demon (zaskoczony): ...ej, chwila. Wygrałem?
Na ekranie pojawia się informacja, że Prevc jest trzeci. Starszy z braci podchodzi do Demona i mu gratuluje, pocierając obolały zadek.
Demon (z wyrzutem)Jak już musiałeś glebnąć, to tak, żeby nam się nagrody nie dublowały! Zepsułeś!
Prevc (z westchnieniem)Myślisz, ze to tak twoją wycyrklować w czwarte miejsce... Trzymaj (ściąga plastron), przynajmniej w rodzinie zostanie.
Demon zakłada plastron i podziwia efekt.
Prevc (krzywiąc się nieco): Pff, ja w nim i tak wyglądam lepiej! Au (krzywi się mocniej, łapiąc za pośladek). Znaj moją dobroć, wisisz mi tubkę ketonalu, młody.
Odchodzi, zostawiając Demona na pastwę mediów. Albo media na pastwę Demona, zwał jak zwał.




SCENA 12
Sobotnie kwalifikacje. Klemens przygotowuje się do skoku, kawałek dalej Kenzie, reszta skoczków rozgrzewa się.
Kenzie (patrząc podejrzliwie na Klimka)Ej, Murańka, co ty taki przezroczysty?
Klimek (patrząc po sobie): Hę? O czym mówisz?
Kenzie: Nooo... znikasz. Patrz, nie ma cię!
Klimek: *nie ma go*
Kenzie (przestraszony)Klimek, Klimek, gdzie jesteś? Wołają cię na belkę!
Mija 10 sekund, pojawia się informacja *BIB no 25 (Klemens Murańka) DNS*
Nagle Klemens pojawia się w połowie rozbiegu w idealnej pozycji najazdowej.
Kenzie (zaskoczony): O kurde, a on tam skąd? Przecież go nie było przed chwilą...?
Klemens wybija się i leci ponad bulą.
Komentator: Bardzo ładna pozycja w locie Murańki... Chwila, gdzie go wcięło?
Klemens: *pojawia się nagle w połowie zeskoku*
Sędzia A: No i ile mu mamy teraz odległości wpisać?
Sędzia C: A dajmy ze 125m, powinno być okej.
Klemens składa narty i schodzi z areny skoczni, gdzie czeka na niego Olek.
Olek: Staaary! Jak ty to zrobiłeś? Byłeś, nie było cię... JAK?!
Klimek (z tajemniczym uśmiechem)Bo wiesz. "Pojawiam się i znikam", nie? To moja ulubiona piosenka! A poza tym (scenicznym szeptem) dzięki temu doliczyli mi z pięć metrów, bo ja 120 skoczyłem tak naprawdę, ale ciii, ok?
Olek (oszołomiony)Okeeej. Ale, Klemens?
Klimek: No?
Olek (błagalnie): A nauczysz mnie tego? Bo mnie by się parę dodatkowych metrów przydało, nie? I fajna sztuczka, na urodzinach chrześniaka pokażę, to jest myśl!
Klimek: Dobra, to ja ci po konkursie pokażę, deal?
Olek (uradowany)Deal!
Rozchodzą się w swoje strony.




SCENA 13
Przed konkursem; Demon i Peter konspiracyjnie naradzają się za domkiem Słoweńców, rozglądają się lękliwie na boki. Ludzie bardzo daleko w oddali.
Prevc: Dobra, mama do mnie dzwoniła i zagroziła, że nie jeżeli wygramy coś jeszcze w ten weekend, to możemy nie wracać do domu (wzdycha).
Demon (zmartwiony)No to co robimy? Przecież w poniedziałek będzie robiła placki ziemniaczane. A ja lubię placki! Zwłaszcza z papryczką!
Prevc (zdecydowanie): Wyjście jest jedno - nie możemy stanąć na podium.
Demon (niepewnie): Upadek?
Prevc (kręci głową): Nie, zbyt niebezpieczne. Dyskwalifikacja?
Demon (krzywi się)A dogadasz się z Seppciem?
Prevc (wzdycha): No nie. A Goran nam nie uwierzy, że spóźniliśmy aż tak na progu...
Demon: Bo Goran nie może wiedzieć, nie?
Prevc: Zdecydowanie nie, on tego nie zrozumie. Nie zrozumie tego nikt, kto nie miał do czynienia z naszą mamą.
Demon (zrezygnowany): Fakt. To co? Wybijamy się krzywo? Z lewej nogi? I potem koślawe lądowanie, plus dodatkowo boczny podmuch?
Prevc (kiwając głową): Tak, dokładnie. Podmuch też z lewej, żeby było wiarygodnie. I pamiętaj o odpowiedniej mimice!
Demon: Jasne, brat. My to się marnujemy w tych skokach, trza było aktorami zostać. To wcale nie tak łatwo udawać psucie skoku, żeby się trener nie połapał...!
Prevc (nieco zmęczony): Ale czasem trzeba. Przecież nie możemy cały czas wygrywać!
Przybijają sobie żółwika i idą na wyciąg.




SCENA 14
Końcówka pierwszej serii, Maciek skacze fenomenalnie i ląduje na trzecim miejscu. Na dole wszyscy poklepują go po plecach i życzą powodzenia.
Kicia (przerażony)Pietrek, Pietrek, ratunku!
Pietrek: He, he, aleś przysolił! Powykurzasz wyszeckich Szwabów i jeszcze pierwszą wygraną zgarniesz, a nie tylko podiuma!
Kicia (zdenerwowany)Pietrek, przestań! Już prezes do mnie dzwonił z gratulacjami, a ja mu tłumaczę jak krowie na miedzy, że to dopiero pierwsza seria i mogę spartaczyć. A jak zmaszczę? Jak ja się w domu pokażę, jak mi wKurzajweski już 60 punktów w generalce przyznał? Ojciec pełne dumy SMSy przysyła, PIETREK CO JA MAM ROBIĆ?!
Piterek: He, he. Zluzować gacie. Skoczysz to skoczysz, nie skoczysz to nie skoczysz i basta. Sezon długi, podium ci się należy i żadne Prełce, małe czy też duże, ani inne Przyjaciele ci w tym nie przeszkodzą.
Kicia (nieco uspokojony): Dzięki. Trochę mnie pocieszyłeś...
Pietrek (popychając go lekko): To tera idź i staw czoło rogatej bestii zabawnej hotką, której się żeś dorobił tym ostatnim skokiem.
Maciek jęczy boleściwie i głęboko naciąga kaptur na twarz.
Kicia (jęczy): Ja nieeee chceeeeeeę...!
Pietrek: He, he. Sława to kapryśna przyjaciółka, mój przyjacielu, he, he.
Zabiera swoje narty i zostawia Maćka hotkom na pożarcie.




SCENA 15
Kuusamo, późne popołudnie. Kiosk w centrum miasta.
Wiatr (nachylając się nad ladą): Dzień dobry wieczór. Czy dostanę mapę okolicy?
Kasjerka: Tak, dwa ojro.
Wiatr (nieco skołowany): A mogę tylko rzucić okiem? Nie mam drobnych, tylko liście...
Kasjerka wzdycha, ale podaje mapę. Wiatr analizuje ją chwilę.
Wiatr (triumfalnie)Tak! Mamy to! Tam się skubańce ukryły! RUKO, NADCHODZĘ!!! (kłania się uprzejmie kasjerce i oddaje mapę) Uszanowanie, miłego dnia życzę!
Kasjerka (nieco zdezorientowana): ...do widzenia, nawzajem.
Wiatr rusza pędem w kierunku Ruki, chichocząc demonicznie (nomen-omen) pod nosem. Metaforycznym oczywiście, wiatr nie ma nosa, to chyba wiecie...?
Wiatr: Myśleli, że mnie wykiwają! Oj, Hofer, Hofer! Ty ze mną nie wygrasz! A bez Mirka to już w ogóle! I ci żadne akty-srakty w tym nie pomogą, oj nie!
Na horyzoncie pojawia się Rukatunturi.
Wiatr (zacierając - metaforyczne, oczywiście - ręce): Hmm, zdaje się, że trafiłem akurat na czas... A na finał zawodów przygotowałem specjalny numer!
Rzuca się w kierunku skoczni.




POSTLUDIUM
E_A (opadając ciężko na kanapę): Walti, ja już mam dość, a to dopiero pierwszy weekend, pierwszy akt!
Walti: *milczy obrażony*
E_A (wzdychając): No, powiedzże coś!
Walti: *nadal milczy*
E_A: Kocur prawie podiuma miał, ale przyszedł wiatr i rozpieprzył imprezę, Prevce się obraziły i odmówiły skakania porządnego w sobotę; w piątek zeskok był nie taki, więc dziś postanowili go ładnie uklepać, konsekwentnie spadając na bulę... I TEGO WSZYSTKIEGO NIE BYŁO W SCENARIUSZU.
Walti: *posyła jej urażone spojrzenie*
E_A: No, powiedz mi, Walti. Co z: "kwali wygrywa Kot, sobotni konkurs wygrywa Prevc".
Walti (urażonym tonem): A co? Nie było tak?
E_A unosi brew, Walti wzdycha i się poprawia.
Walti: Jako rzekłem, tako przecież było: jeno Prevcom coś się pomyliło.
E_A (sceptycznie): A sobota? Pozwól, że zacytuję: "Kwali pada łupem Gołodupca, Maciej Kot na podium, wygrywa Freitag". I co?
Walti (zrezygnowany): Czy zarymować to muszę? Że to luźne scenariusze?
E_A (z westchnieniem): późno już, masz dyspensę od rymów na tę jedną wypowiedź.
Walti (z ulgą): Kocur miałby podium, gdyby nie ten cholerny wiatr, nie przewidziałem czarnego charakteru w scenariuszu...
E_A (oburzona): DRAMAT BEZ CZARNEGO CHARAKTERU TO NIE DRAMAT!
Walti (pomijając jej wypowiedź)Kwalifikacje tak czy siak wygrał Norweg, a konkurs Niemiec. Czy to ważne, który...?
E_A (wzdychając): Przy drugim akcie bądź bardziej konkretny, dobrze?
Walti (zamyśla się, bo skończyła mu się ulga poetycka): Drugi akt to będzie super sprawa, do Niemiec przenosi się ta zabawa. Dojcze porządeczek lubią, scenariusze dopracują!
E_A (z uśmiechem): I to to ja rozumiem!



KONIEC AKTU I








Ja się wykończę z tymi bałwanami! Zero dyscypliny, Z-E-R-O!



Ten nie pójdzie na skocznię, bo wygląda jak Michelin owinięty folią aluminiową, a potem wygrywa kwalifikacje; tamci chcą śpiewać, a to przecież nie opera; jeszcze inny skacze nago, coby się Sepcio fasonu kubraczka nie czepiał, ktoś nie wie czy się śmiać czy płakać... Dom wariatów, normalnie! 

A Prełce się marnują w tym interesie, do szkoły aktorskiej by poszli z takimi talentami!

Nawet nazwa skoczni się nie zgadza!

Lećmy już do tych Niemiec, tam przynajmniej porządek mają, c'nie, Walti?
(On kocha niemiecko-austriackie konkursy, trust me)


***&***

6 komentarzy:

  1. Akt pierwszy był genialny.Ciągłe narzekania Kota,demonstracja artystycznego talentu Austriaków i gra aktorska sławnego słoweńskiego rodzeństwa, sprawiły że nie mogłam przestać się śmiać 😉. Jednakże nasz czarny charakter - wiatr, według mnie został gwiazdą tej części. Pojawił się w samą porę i odegrał swoją rolę najlepiej jak potrafił. Czekam na kolejny akt z nadzieją, że tym razem Walti doprecyzuje scenariusz i obejdzie się bez większych niespodzianek. Co jest raczej niemożliwe 😀.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tylko piszę to, co się faktycznie działo w ostatnim sezonie. A że nieco koloryzuję to już inna bajka :P

      Usuń
  2. Wiesz, aż mi mowę odebrało ❤️ Genialne, majstersztyk, no co tu dużo mówić! ❤️ Kicia absolutnie skradła moje serce, i Pietrek ze swoim "he he" ❤️ Nie mogę się już doczekać kolejnego aktu ❤️
    (Och, coś dużo tych serduszek mi powychodziło, wybacz ❤️)
    Pozdrawiam i weny życzę! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrawiam również <3
      Kicia i Pietrek to duet odlotowy, c'nie? :P

      Usuń
  3. Matulko moja najukochańsza!!! Takiego cuda to ja jeszcze nie czytałam.
    Rymujący Walti, Kicia która nie chce sie przebierać w folie aluminiową i jej bff 😍 Prełce które boją się mamusi i klepią bule były świetne, ale mnie najbardziej urzekła rozmowa w gnieździe trenerskim. No po prostu cud miód to było. Szczególnie ten fragment z Kruczkiem i Hornim.

    Taki bez ładu i składu ten komentarz, ale następne będą lepsze 😃

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, dziękuję :D miło mi, że tu dotarłaś, ale nieztety nie liczyłabym na kontynuację :<

      Usuń