PRELUDIUM
E_A: Chwila,
chwila, a to nie miało być Kuusamo przypadkiem?
Budka
suflera (scenicznym szeptem): Ciii...!
Nie tak głośno!
E_A (również
szeptem): Czemu, o co chodzi? Przecież zawsze
było Kuu-... Sam-Wiesz-Co.
Budka
suflera (nadal szeptem): No, bo w
Kuusamo zawsze jest to samo, nie? Wiatr, przeliczniki, loteria i jury
meeting. A Walti już nie ma Mirka, z Borkiem się nie lubią
(przynajmniej do trzeciej butelki szampana), więc za bardzo się z
nim meetingować nie chce.
E_A: No
ale co ma...
Budka
suflera: Ciii...!
E_A (szeptem): ...piernik
do wiatraka?
Budka
suflera (wciąż szeptem): Więc
Walti wymyślił, że pierwszy akt machniemy w Ruce, nie w Kuusamo i
już nie będzie to samo.
E_A: Ale
przecież wszyscy już tu przyjechali...!
Budka
suflera: Ciii...! Tak, ale skocznia i tak jest w Ruce. Ech,
nie dostałaś poprawek do scenariusza?
E_A: Nieee...
Budka
suflera (podaje jej skrypt): Trzymaj,
tu są wszystkie poprawki. Startujemy z Ruki, wiatr się wyszaleje w
Kuusamo i może nie zauważy, że tam żadnych skoczni nie ma.
Skoczkowie będą mieć zawody, my będziemy mieć sztukę, kibice
widowisko, a Walti święty spokój od Korka. To jest, Borka!
E_A (przeglądając
skrypt): No dobra. To co, wołać aktorów?
Budka
suflera: Wołać!
SCENA
1
Czwartkowe
popołudnie, hotelowy hol. Maciek pazurami trzyma się framugi,
Piotrek próbuje za fraki wyciągnąć go z hotelu. W tle
zdegustowany recepcjonista, na dworze reszta drużyny, niecierpliwie
zerkająca na zegarki. Wszyscy, prócz recepcjonisty, ubrani w
kosmiczne kombinezony vel oficjalne kadrowe kurtki.
Kicia (rozpaczliwie
zapierając się łapami): Nie, nie, nie! Ja w
tym nigdzie nie pójdę!!!
Pietrek (wyciągając
go na dwór): Co ty, Maciek, wyglądasz, he, he,
odlotowo!
Kicia (najeżony,
ale daje się poprowadzić do busa): Nie,
wyglądam jak odpad z NASA! Mój fejm na tym ucierpi! Twarz
stracę...!
Pietrek: Mordkę
raczej, he, he.
Kicia (obruszony): Nie
odwracaj kota ogonem, Wiewiór! Fejm to ważna rzecz! Lajki same się
nie polajkują, favy same nie sfavują, suby nie zasubskrybują, o!
Będę pośmiewiskiem!
Pietrek (roześmiany,
jak zawsze): Krawcowa płakała, jak szyła, he,
he!
Głos
z OFFu (vel E_A): Panowie, możecie się już pakować do
tego busa? Obsuwę mamy! Przez was nie wyrobimy się z aktem!
Pietrek (ruszając
znacząco brwiami): Akty to ja akurat, he,he,
lubię.
Kicia (nagle
przypomina sobie o swoim wyglądzie): JA NIGDZIE
NIE IDĘ!!!
Zza
zakrętu wybiega Małysz, cały obładowany jakimiś bambetlami,
ledwie mu czubek głowy widać.
Małysz: Panowie,
panowie, poczekajcie na mnie! Mam coś dla was!
Pietrek (robiąc
zdziwioną minę): Jaaa cię! Gadająca góra
paczek świątecznych!
Małysz
zrzuca swe brzemię na ziemię i odsapuje głośno.
Małysz: Alem
się zmachał. Kondycja już nie ta, ech. (zwraca się do
skoczków) Panowie, pan prezes nauczył się obsługiwać
internety i nie spodobała mu się liczba memów, skądinąd bardzo
trafnych. Jak dla mnie wyglądacie odlotowo, ale zdania są
podzielone, więc prezesunio śle wam podarki przedświąteczne
(podwyżek już niestety nie będzie na Wigilię, coś za coś
panowie), o proszę bierzcie!
Wszyscy
nachylają się nad stosem paczek i wyciągają nowe kurtki. Takie,
no, bardziej normalne.
Kicia: Tak!!!
Mój honor został uratowany! (natychmiast się
przebiera) Kocham pana, panie Adamie! (rzuca się
Małyszowi na szyję).
Małysz (nieco
purpurowy na twarzy): Maciek, ekhem, Maciek...! Maciek,
dusisz mnie!
Kicia
osuwa się, przepraszając gęsto.
Małysz (z
pełną nadziei miną): To, skoro tak bardzo wam
się podoba to... Myślicie, że nadal muszę być waszym
tragarzem...?
Sztefan (z
nieodgadnioną miną): Myślę, że mogę pana
awansować na fotografa, panie Adamie.
Małysz (uradowany): O
to super! Aparat jest lżejszy, niż te wasze bambetle.
Zaraz (marszczy brwi), a czy przypadkiem to nie JA,
jestem TWOIM szefem, Sztefciu...?
Sztefan
otwiera usta zaperzony, ale nie zdąża nic powiedzieć.
Głos
z OFFu (BARDZO zdenerwowany): DO
BUSA MI WSZYSCY, ALE JUŻ! ZANIM WIATR WŁĄCZY DŻI-PI-ESA I
NADCIĄGNIE TU Z KUUSAMO!
Pietrek (cichutko,
pakując się do busa): A to my nie jesteśmy w
Kuusamo, he, he...?
SCENA
2
Domek
AUTów, kilka minut przed kwalifikacjami. Wszyscy siedzą z nosami w
telefonach, w połowie ubrani w kombinezony. Nagle Kuttin wpada z
pieśnią na ustach.
Heinz: PANOWIE!
Śpiewamy!
Głos
z OFFu: Chwila, chwila! To jest sztuka, nie jakieś Haj Skól
Mjuzikal! Operetki Walti na przyszły sezon zaplanował!
Hajbek (z
miną zbitego psa): Ale... Ale że nie będzie
piosenki?
Kraft (równie
smutny): Nie będzie musicalu?
Fetti (grzywka
smętnie opada mu na nos): Nie zostaniemy
(morgen)sternami skocznej estrady?
Heinz (poważnie,
z pochyloną z czcią głową): Słowo Waltiego
jest święte. Musimy je uszanować.
Kofi: A...
A nasze rapsy?
Głos
z OFFu (rozgniewany): Nie, nie i
jeszcze raz...
Budka
suflera: Psst...!
Głos
z OFFu (łagodniej): No?
Budka
suflera: Niech nagrają sobie promocyjnego singla i
puszczają w ramach reklamy. wilk syty i owca cała, co ty na to,
mała?
Głos
z OFFu (poirytowany): To jest
SZTUKA, nie jakaś opera mydlana, na krótkofalówki Hofera! Tu NIE
MA reklam!
Budka
suflera: Ale sztuka nowoczesna. Mała, luzuj gacie, toć XXI
wiek mamy...!
Głos
z OFFu (lodowatym tonem): Chyba
mnie z Zioberem mylisz, kochany. Dobra, niech wam będzie. ALE JA ZA
TO ODPOWIEDZIALNOŚCI NIE BIORĘ!!!
AUTy
rozjaśniają swoje pysiaczki, załączają muzę na smartfonach i
zaczynają wyć po swojemu.
SCENA
3
Początek
kwalifikacji; na górze skoczni Halvor Zwany Gołodupcem przygotowuje
się do swojego skoku. Towarzystwa dotrzymuje mu Fannis; w tle
pozostali skoczkowie różnych nacji.
Fannis: Młody,
co się tak trzęsiesz?
Gołodupiec (rozglądając
się lękliwie dookoła): Seppcio się na mnie
dziwnie dziś patrzył. Jakoś tak... podejrzliwie.
Fannis: Eee
tam, przesadzasz! On na wszystkich tak patrzy.
Gołodupiec: Nie,
nie, nie! On mnie zdyskwalifikuje, jestem pewien!
Fannis (wywracając
oczami): Dramatyzujesz, młody!
Forfang
podchodzi do niech zainteresowany rozmową.
Forfi: Co
jest?
Fannis: Młody
się Sepcia wystraszył.
Gołodupiec: BO
ON JEST PRZERAŻAJĄCY!
Forfi: Skacz,
nie pierdol. Marudzisz, jak księżniczka Szjen.
Fannis (z
zainteresowaniem): A co z nim?
Forfi (jakby
zazdrosny): Z Schlierim się teraz kumpluje, dwie
najlepsze psiapsi normalnie. A skakać nie ma komu, bo oboje focha
strzelili i nie skaczą, bo nie. A ty, młody (zwraca się do
Gołodupca) jak tak się boisz, że się Sepciowi twój
kombinezon nie spodoba, to skacz bez i po kłopocie!
Gołodupiec (z
nadzieją): Myślisz...? W końcu już kiedyś mi
się udało, nawet poślady tak bardzo nie marzną...
Odchodzi
zamyślony.
SCENA
4
Kilka
minut później, grupka Norwegów dyskutuje już na dole. Fannis
skwaszony przebiera buty, reszt też jakby niemrawa. W tle skoczkowie
innych narodowości.
Fannis (jakby
smętnie, masując stopę): I co, młody, puścił cię?
Gołodupiec: Nooo...
najpierw nawrzeszczał, zdyskwalifikował i kazał się wynosić. Ale
potem przyszedł i mnie przeprosił, bo w sumie to wszystko cacy było
- kombinezon nie był ani za duży, ani za mały, bo go nie było i
tyle. Więc w sumie, to pomysł był świetny.
Fannis (uśmiechając
się blado): Widzisz? Co dwie głowy to nie
jedna! Wisisz, zdaje się, Forfiemu flaszkę Finlandii!
Gołodupiec (z
wąskim uśmiechem): Ano. A ty, coś ty taki
przybity?
Fannis
bez słowa wskazuje brodą tabelę wyników i smętne 109m przy jego
nazwisku.
Gołodupiec (klepiąc
go po ramieniu): Eee tam! Za to na mamutach
wymiatasz!
Fannis (krzywiąc
się): Walić mastodonty, bubu se w stopę
zrobiłem (wyciąga nogę z buta i postawia Gołodupcowi pod
nos)
Gołodupiec (odskakując
i krzywiąc się jak po porcji cytryny): A
feee...! Bier te szwaje ode mnie!
Fannis (z
miną zbitego psa): Nie pocałujesz...? Żeby nie
bolało....?
Gołodupiec: Może
ja i jestem ekshibicjonista, ale nie przesadzajmy. Fetysz stóp to
nie moja działka, tylko Sevika. Do niego się zgłoś, nara!
Zarzuca
narty na ramię i odchodzi. Fannis wzdycha ciężko.
Fannis (z
filozoficznym namysłem): Ech, zdaje się, że
specjalista od aktów, w tym akcie mi nie pomoże...
SCENA
5
Końcówka
kwali; Kicia stoi na miejscu dla lidera i macha do tłumów,
buziaczki rozsyła. Skoczkowie z czołówki oddają swoje skoki, tuż
obok kręci się Pietrek.
Pietrek: He,
he, Maciek, a kiedy to z ciebie się takie selebriti zrobiło,
co?
Kicia (podkręcając
wąsa, czy jakiegoś tam innego wibrysa): Odkąd
wyglądam jak człowiek, a nie Michelin owinięty folią spożywczą.
Ja nie Wellinga, żeby mnie świstak musiał w sreberka zawijać!
Pietrek: He,
he. Ale taką czekoladę to bym se wszamał. Długo tu będziesz
jeszcze sterczeć, jak kij w mrowisku?
Kicia (z
wysoko uniesionym nosem): Właśnie wygrywam
kwalifikacje, napawaj się blaskiem mojej chwały (posyła
buziaczka do kamery)
Pietrek (lekceważąco): Phiii...!
Kwali to każdy głupi potrafi! Zaraz ci tu jakiś Prełc, czy inny
Ammann naskoczy i się skończy kozakowanie.
Kicia (protekcjonalnie): Oni
są Pe-Ku, Wiewiór. Mogą se nawet na parkingu lądować. A Ammann,
nawet telemarku nie potrafi zrobić, pff!
W
tym momencie skacze Ammann i kończy skok pięknym telemarkiem.
Pietrek (złośliwie): Nie
potrafi, powiadasz...? He, he! Kasai może też ci może łapy lizać,
co, Kocurze?
Kicia: Kasai
to inna liga jest, mistrz mój, senpai! On jest... on jest jak...
Nagle
następuje jakieś przebicie z budki komentatorów.
Komentator: ...on
jest jak dąb Bartek! Zawsze tu był!
Tymczasem,
gdzieś w głębi województwa świętokrzyskiego...
Dąb
Bartek (tubalnym głosem): Co,
proszę? Co za cep porównuje mnie do tego szczyla? Przecież on
nawet nie owocował jeszcze!
Głos
z OFFu (łagodnie): Panie Dębie,
spokojnie, to taka hiperbola była. Niech pan sobie dalej hibernuje,
zima idzie, liście już panu spadły... (nuci kołysankę).
SCENA
6
W
hotelu, późny wieczór. Pietrek i Kicia leżą grzecznie w
łóżeczkach i trzymają nosy w smartfonach. Za oknem fińska
pizgawica, choć wiatr nadal kręci się po Kuusamo w poszukiwaniu
skoczni Rukatunturi.
Pietrek (chichrając
się mocno do swojego telefonu): Ja nie mogę!
Kicia (podejrzliwie,
unosząc wzrok znad Iphona): Co jest?
Pietrek: He,he.
Mówiłżem ci, że te stroje odlotowe będą - patrzaj na to, już
nas atomówkami ochrzcili! (pokazuje mu serię memów) Jutro
trza się wyszykować eksta-super-duper, coby wszystkim szczeny
poopadały, jak rakietę odpalimy, nie?
Kicia (sceptycznie): Nieee,
ja tam mojej reputacji szargać nie zamierzam. Co innego mieć
kosmiczną formę, a co innego wyglądać jak kosmonauta. Aż tak
daleko, Pietrek, nie latamy, nie czarujmy się.
Pietrek (wciąż
rozchichotany): A może, he, he, powinniśmy?
Prełc by nam mógł buty pucować, jakbyśmy tak na Księżycu
wylądowali, nie?
Kicia (z
westchnieniem): Byli już tacy, Pietrek. Prawie
pięćdziesiąt lat temu...
Głos
z OFFu (zaspany): Panowie,
spać! (ziewnięcie) Co wy tu jeszcze robicie?
Pietrek (wciąż
gapiąc się w telefon): Czytamy se o tym, he,
he, jak to Tomasz Kot wygrał dzisiejsze kwali, he, he.
Kicia (z
oburzeniem): Że co? Że KTO?
Głos
z OFFu (zmęczony): Ech, aż
żałuję, że nie zatrudniliśmy normalnych aktorów. Oni
przynajmniej grają według scenariusza... Kot by się nadał,
przynajmniej nazwisko by się zgadzało.
Kicia (nadal
naburmuszony): To trzeba go sobie było wziąć!
Łaski bez, mnie nie płacą za robienie min do kamery...!
Pietrek (złośliwie): To
po co je robisz, he, he?
Głos
z OFFu (z westchnieniem): Wzięlibyśmy,
ale jutro gra Religę w Te-Fał-Enie. A poza tym, Walti się zaparł,
że ma być au naturel. (bardziej do siebie) Jakby
nie dość mu było golizny przy tych dwudziestu aktach i norweskim
gołodupcu...
Pietrek (zdezorientowany): Hę?
Głos
z OFFu: Już nic. Spać, panowie, bo jutro musicie odlecieć
w kosmos. Inaczej nam sprzedaż biletów na premierę spadnie i
Walter mnie zabije. Poetycko, ale jednak.
Skoczkowie
gaszą światło i idą grzecznie spać.
SCENA
7
Arena
skoczni, tuż przed konkursem. Walti sprawdza ostatnie szczególiki
(a tak na serio to unika Borka), technicy kręcą się dookoła,
kibice powoli napływają na skocznię.
Technik: Panie
Hofer, uklepać ten zeskok bardziej?
Walti: Nie,
nie, nie trzeba...
Głos
z OFFu (znacząco): EKHEM.
Walti: To
nie będzie dziś konieczne, bo warunki przesz niewietrzne.
Technik: Czyli
zostawić tak jak jest?
Walti (nieco
poddenerwowany): Niechaj zeskok zostanie
dziewiczy, wszak to skoczkowie - nie pantery z dziczy.
Technik (zdezorientowany): Że
co, proszę...?
Głos
z OFFu (pośpiesznie): Pan Hofer
nie życzy sobie klepania buli, tyle w temacie. Kazachowie to
załatwią...
Technik: Ale
tu nie ma Kazachów...
Głos
z OFFu (nieco niecierpliwie): To
Koreańczycy, co za róż-...
Technik: Też
ich nie ma.
Głos
z OFFu (mocno już zirytowany): TO
KTOŚ NA PEWNO UKLEPIĘ BULĘ, WSZYSCY NIE MOGĄ WALIĆ PO 130
METRÓW!
Technik
odchodzi skołowany rozwijać kable, Walter wypuszcza z ulgą
powietrze.
Walti: Dzięki,
te rymy się mnie dziś jakoś nie chcą trzyma-...
Głos
z OFFu (z naganą): WALTI!
Walti (zrezygnowany,
po namyśle): Rymowanie trudna sprawa, przednia za to to
zabawa. Na ołtarzu sztuki ofiarę złożyłem, nad doborem
słownictwa się teraz zamyśliłem.
Głos
z OFFu (z uznaniem): Wyrabiasz
się, Walti! Idź zaczynać ten konkurs, bo już czas. Jakiś
wierszyk na pożegnanie?
Walti
posyła tylko mordercze, ale pełne urażonej godności spojrzenie
gdzieś w przestrzeń i odchodzi bez słowa.
SCENA
8
Walti
stoi w gnieździe trenerskim (JAK NAJDALEJ OD BORKA!!!) i korzystając
z nieobecności E_A (widziałam to!)kulturalnie konwersuje z
trenerami tekstem ciągłym, czasem jednak dając im dojść do
słowa. W najbliższym otoczeniu Schusta, Kruczek, Sztefan, Sztekl,
Goran, Heinz i Ronny Jestem-Trenerem-Ammanna-Miło-Mi.
Sztefan: przepuście
mnie, proszę, muszę machnąć chorągiewką temu... no, temu, jak
mu tam... O! Aleksowi!
Kruczek (z
złośliwym uśmiechem): ZNI-SZCZO-ŁO-WI.
Powtórz, Sztefanku!
Sztefan (twardo,
bez uśmiechu): Aleksowi.
Kruczek (rozbawiony): Prooooszę!
Powiedz "Zniszczoł", powiedz!
Sztefan: Nie.
Schusta: Ekhem,
panowie. Mirek zielone zaświecił.
Walti (bardzo
ponuro): Borek.
Sztefan
macha chorągiewką. Olek robi *wziuuuuuu...!*, wybija się z progu i
ląduje daleko.
Sztefan (z
wąskim uśmiechem): Widzisz, Łukasz? Tak to się
teraz robi. Nauczyłem twoje orły latać!
Kruczek (z
przekąsem, wskazując leżącego na linii choinek Olka): Ale
za to nie nauczyłeś lądować.
Sztefan (zdezorientowany): Co?
Jak to? Kiedy? Dlaczego?
Kruczek: He,
he.
Sztefan (zdenerwowany): Ty
mnie nie nerwuj! Już mi Żyła z tym "he, he" wystarczy!
Martw się lepiej swoimi makaroniarzami!
Dwadzieścia
minut później.
Sztefan (przepychając
się): Przepraszam, przepraszam, to już ostatni
raz... Jeszcze tylko Stocha puszę i uciekam...
Unosi
chorągiewkę, macha, Kamil robi *wziuuuuu...!*, wybija się z progu
i leci daleeeeeeko....!
Sztefan (z
zadowoleniem): No!
Kamil
łapie krawędzi i wyglebia się tuż przed linią. Sztefan klnie pod
nosem i rozgląda się, czy przypadkiem nie ma gdzieś w okolicy
Kruczka (szczęśliwie, nie).
Goran (nieco
przemądrzale): Z tego co wiem, to tam po
ichniejszemu "scheisse" nie funkcjonuje. Powinieneś się
na "cholerę" przerzucić, mój drogi. Albo jakąś inną
kur-...
Sztekl (szturchając
go w ramię): Te, poliglota. Tepesa puszczaj,
skoro pod nieobecność papy tak ładnie lata.
Sztefan
schodzi z gniazda, Goran macha chorągiewką, Tepes robi... zresztą,
sami wiecie, co robi. Nie będę się powtarzać. Ale, wyjątkowo,
bez gleby. Miejsce machania anektuje Sztekl.
Hauer
skacze skok o ujemnej długości, Papa Sztekl łapie się za głowę.
Sztekl: Joachim,
przecież ci mówiłem - wygrywa ten, kto skoczy NAJDALEJ, nie
NAJBLIŻEJ... Już lepiej by było jakby cię zdyskwalifikowali...
Seppcio (przez
krótkofalówkę): Mówisz-masz, Alex.
*BIB
no 34 (Joachim Hauer) DSQ due to SUIT*
Parę
minut później, podchodzi Ronny i daje znak Ammannowi (sekwencja jak
wyżej).
Ammann
leci, ląduje i to PRAWIE z telemarkiem. Ale prawie robi wielką...
to zresztą też pewnie znacie, nie?
Goran (zaskoczony): Rany,
a to co było?
Ronny (z
wyższością): Telemark.
Sztekl (kpiąco): Chyba
taki nieco... awaryjny.
Ronny (nieco
mniej pewnie): Pracujemy nad tym.
Goran (szykując
już chorągiewkę na Demona): No, po tylu latach
mógłby ten element opanować. Medale zobowiązują. Zwłaszcza
olimpijskie. O złotych nie wspominając.
Goran
czeka na zielone światło do Demona, macha, bla-bla-bla, Demon leci
agresywnie, ale ląduje całkiem daleko i nawet dość bezpiecznie.
Goran
jednak łapie się za głowę.
Goran (przerażony): Młody
co, ja ci mówiłem?! Na wąsy Małysza, NIE DRAP SIĘ ZA USZAMI
NARTĄ W TRAKCIE LOTU!
Pałeczkę
przejmuje Heinz, startuje Hajbeka. Ten prawie zalicza glebę.
Heinz (rozeźlony): Żeby
mi to było ostatni raz! Nie będziesz mi wstydu przed kolegami
robił, rozumiemy się?
Schusta (podchodząc
bliżej, bo to jego kolej): Hah, problemy przy
lądowaniu? Cieniaaaarze...
Minutę
później Sevik robi dokładnie to samo.
Heinz (słodkim
głosikiem): Werner, mój drogi, mówiłeś coś?
Czy mi się wydawało...?
Oboje
schodzą z gniazda.
Goran (gorączkowo): Hej,
panowie poczekacie na mnie? Ja tylko Prevca wystartuję i... Panowie?
Robi
smutną minę i samotnie macha chorągiewką Prevcowi, następnie w z
opuszczonymi ramionami opuszcza gniazdo.
SCENA
9
Kilka
minut po pierwszej serii, domek Słoweńców, Demon i Peter
przebierają się w milczeniu.
Demon: Zaorałeś
brat. Myślisz, że każą ci zapłacić za ten lakier?
Prevc (wzrusza
ramionami): Ze związkowych pójdzie. Co ja
zrobię, że ta skocznia taka mała, że na parkingu trzeba
lądować...?
Demon: W
drugiej serii na jednej narcie skocz, może będą mieć jakieś
szanse, hi, hi, hi!
Prevc: Się
zobaczy. Żółty kolor za dobrze podkreśla zieleń moich oczu,
żebym się tak chętnie rozstał z tą koszulką.
Demon: Meh,
wskoczyłbym sobie dziś na podium, ale mama będzie marudzić, że
znowu takie same graty przywozimy (parodiując) "Tylko
te puchary i puchary! Mamy wystarczająco dużo bibelotów, nie
zwoźcie mi już tych łapaczy kurzu!".
Prevc: Nie
marudź, młody. Rób co chcesz, najwyżej jutro sobie podium
odpuścimy. To ciągle wygrywanie zaczyna być nudne, mogliby się
trochę postarać. I Niemcy, i Polacy, i AUTy, i inni. Przecież nie
zacznę dla nich skakać krócej!
Demon (nieco
złośliwie): Auta na parkingu byłyby ci
wdzięczne.
Prevc: Cichaj,
młody. Chodź idziemy zgarnąć nasze nagrody.
Wychodzą.
SCENA
10
Tymczasem,
Walti niespokojnie spogląda na dane meteorologiczne.
Walti: Nein,
nein, nein! Ja nie zniosę z Borkiem spotkania, więc do
ciebie, Eolu wznoszę błagania! Omińże Rukę, ostaw w pokoju,
niechże mi konkurs przebiega w spokoju.
Klika
kilometrów dalej wiatr pałęta się po Kuusamo.
Wiatr: Gdzie,
do cholery, te skocznie? Miał być melanż, a tu skoczni ani widu,
ani słychu. Eol, coś mi za lewe informacje dał...?!
Eol (roztargniony): Sorry,
stary, mam drugie połączenie na linii. Walter Jakiś-Tam, muszę
odebrać...
Wiatr (obrażony): Dobra,
łaski bez. Sam znajdę dobre miejsce na wichrową rozróbę.
Walti
nadal nerwowo patrzy na wskazania wiatromierzy.
Walti: By
uniknąć większych szkód, belkę nieco damy w dół. Bez meetingu
się obędzie (nagle pozbawiony nadziei) i tak mnie Borek
znajdzie wszędzie.
Włącza
krótkofalówkę, by przekazać odpowiednie informacje.
SCENA
11
Demon
nudzi się nieco na stanowisku lidera. Nikomu nie udaje mu się
przeskoczyć, zaczyna się nieco martwić. Jako, że wszyscy są
zajęci, nie ma z kim poprowadzić dialogu, zaczyna mamrotać sam do
siebie.
Demon (po
cichu, by go nikt o schizofrenię nie posądził): Mama
znowu będzie niezadowolona, skoro na podium wskoczyłem, teraz
jeszcze jak Peter przypieczętuje zwycięstwo to już w ogóle...
Milknie
na chwilę.
Demon (z
namysłem): A jakby tak odmówić wzięcia
nagród...? Ech, ale te puchary tak ładnie się błyszczą...
Przerywa
na chwilę rozmyślania, bo spiker zapowiada Petera.
Prevc
leci, leci, leci (trzy lata później) i leci. Ląduje narta na
narcie i zalicza widowiskową glebę.
Demon (przestraszony): Rany
boskie, brat, żyjesz?
Prevc
się podnosi.
Demon (zaskoczony): ...ej,
chwila. Wygrałem?
Na
ekranie pojawia się informacja, że Prevc jest trzeci. Starszy z
braci podchodzi do Demona i mu gratuluje, pocierając obolały zadek.
Demon (z
wyrzutem): Jak już musiałeś glebnąć, to tak,
żeby nam się nagrody nie dublowały! Zepsułeś!
Prevc (z
westchnieniem): Myślisz, ze to tak twoją
wycyrklować w czwarte miejsce... Trzymaj (ściąga
plastron), przynajmniej w rodzinie zostanie.
Demon
zakłada plastron i podziwia efekt.
Prevc (krzywiąc
się nieco): Pff, ja w nim i tak wyglądam
lepiej! Au (krzywi się mocniej, łapiąc za pośladek). Znaj
moją dobroć, wisisz mi tubkę ketonalu, młody.
Odchodzi,
zostawiając Demona na pastwę mediów. Albo media na pastwę Demona,
zwał jak zwał.
SCENA
12
Sobotnie
kwalifikacje. Klemens przygotowuje się do skoku, kawałek dalej
Kenzie, reszta skoczków rozgrzewa się.
Kenzie (patrząc
podejrzliwie na Klimka): Ej, Murańka, co ty taki
przezroczysty?
Klimek (patrząc
po sobie): Hę? O czym mówisz?
Kenzie: Nooo...
znikasz. Patrz, nie ma cię!
Klimek: *nie
ma go*
Kenzie (przestraszony): Klimek,
Klimek, gdzie jesteś? Wołają cię na belkę!
Mija
10 sekund, pojawia się informacja *BIB no 25 (Klemens Murańka) DNS*
Nagle
Klemens pojawia się w połowie rozbiegu w idealnej pozycji
najazdowej.
Kenzie (zaskoczony): O
kurde, a on tam skąd? Przecież go nie było przed chwilą...?
Klemens
wybija się i leci ponad bulą.
Komentator: Bardzo
ładna pozycja w locie Murańki... Chwila, gdzie go wcięło?
Klemens: *pojawia
się nagle w połowie zeskoku*
Sędzia
A: No i ile mu mamy teraz odległości wpisać?
Sędzia
C: A dajmy ze 125m, powinno być okej.
Klemens
składa narty i schodzi z areny skoczni, gdzie czeka na niego Olek.
Olek: Staaary!
Jak ty to zrobiłeś? Byłeś, nie było cię... JAK?!
Klimek (z
tajemniczym uśmiechem): Bo wiesz. "Pojawiam
się i znikam", nie? To moja ulubiona piosenka! A poza
tym (scenicznym szeptem) dzięki temu doliczyli mi z
pięć metrów, bo ja 120 skoczyłem tak naprawdę, ale ciii, ok?
Olek (oszołomiony): Okeeej.
Ale, Klemens?
Klimek: No?
Olek (błagalnie): A
nauczysz mnie tego? Bo mnie by się parę dodatkowych metrów
przydało, nie? I fajna sztuczka, na urodzinach chrześniaka pokażę,
to jest myśl!
Klimek: Dobra,
to ja ci po konkursie pokażę, deal?
Olek (uradowany): Deal!
Rozchodzą
się w swoje strony.
SCENA
13
Przed
konkursem; Demon i Peter konspiracyjnie naradzają się za domkiem
Słoweńców, rozglądają się lękliwie na boki. Ludzie bardzo
daleko w oddali.
Prevc: Dobra,
mama do mnie dzwoniła i zagroziła, że nie jeżeli wygramy coś
jeszcze w ten weekend, to możemy nie wracać do domu (wzdycha).
Demon (zmartwiony): No
to co robimy? Przecież w poniedziałek będzie robiła placki
ziemniaczane. A ja lubię placki! Zwłaszcza z papryczką!
Prevc (zdecydowanie): Wyjście
jest jedno - nie możemy stanąć na podium.
Demon (niepewnie): Upadek?
Prevc (kręci
głową): Nie, zbyt niebezpieczne.
Dyskwalifikacja?
Demon (krzywi
się): A dogadasz się z Seppciem?
Prevc (wzdycha): No
nie. A Goran nam nie uwierzy, że spóźniliśmy aż tak na progu...
Demon: Bo
Goran nie może wiedzieć, nie?
Prevc: Zdecydowanie
nie, on tego nie zrozumie. Nie zrozumie tego nikt, kto nie miał do
czynienia z naszą mamą.
Demon (zrezygnowany): Fakt.
To co? Wybijamy się krzywo? Z lewej nogi? I potem koślawe
lądowanie, plus dodatkowo boczny podmuch?
Prevc (kiwając
głową): Tak, dokładnie. Podmuch też z lewej,
żeby było wiarygodnie. I pamiętaj o odpowiedniej mimice!
Demon: Jasne,
brat. My to się marnujemy w tych skokach, trza było aktorami
zostać. To wcale nie tak łatwo udawać psucie skoku, żeby się
trener nie połapał...!
Prevc (nieco
zmęczony): Ale czasem trzeba. Przecież nie możemy cały
czas wygrywać!
Przybijają
sobie żółwika i idą na wyciąg.
SCENA
14
Końcówka
pierwszej serii, Maciek skacze fenomenalnie i ląduje na trzecim
miejscu. Na dole wszyscy poklepują go po plecach i życzą
powodzenia.
Kicia (przerażony): Pietrek,
Pietrek, ratunku!
Pietrek: He,
he, aleś przysolił! Powykurzasz wyszeckich Szwabów i jeszcze
pierwszą wygraną zgarniesz, a nie tylko podiuma!
Kicia (zdenerwowany): Pietrek,
przestań! Już prezes do mnie dzwonił z gratulacjami, a ja mu
tłumaczę jak krowie na miedzy, że to dopiero pierwsza seria i mogę
spartaczyć. A jak zmaszczę? Jak ja się w domu pokażę, jak mi
wKurzajweski już 60 punktów w generalce przyznał? Ojciec pełne
dumy SMSy przysyła, PIETREK CO JA MAM ROBIĆ?!
Piterek: He,
he. Zluzować gacie. Skoczysz to skoczysz, nie skoczysz to nie
skoczysz i basta. Sezon długi, podium ci się należy i żadne
Prełce, małe czy też duże, ani inne Przyjaciele ci w tym nie
przeszkodzą.
Kicia (nieco
uspokojony): Dzięki. Trochę mnie pocieszyłeś...
Pietrek (popychając
go lekko): To tera idź i staw czoło rogatej bestii
zabawnej hotką, której się żeś dorobił tym ostatnim skokiem.
Maciek
jęczy boleściwie i głęboko naciąga kaptur na twarz.
Kicia (jęczy): Ja
nieeee chceeeeeeę...!
Pietrek: He,
he. Sława to kapryśna przyjaciółka, mój przyjacielu, he, he.
Zabiera
swoje narty i zostawia Maćka hotkom na pożarcie.
SCENA
15
Kuusamo,
późne popołudnie. Kiosk w centrum miasta.
Wiatr (nachylając
się nad ladą): Dzień dobry wieczór. Czy
dostanę mapę okolicy?
Kasjerka: Tak,
dwa ojro.
Wiatr (nieco
skołowany): A mogę tylko rzucić okiem? Nie mam
drobnych, tylko liście...
Kasjerka
wzdycha, ale podaje mapę. Wiatr analizuje ją chwilę.
Wiatr (triumfalnie): Tak!
Mamy to! Tam się skubańce ukryły! RUKO, NADCHODZĘ!!! (kłania
się uprzejmie kasjerce i oddaje mapę) Uszanowanie, miłego
dnia życzę!
Kasjerka (nieco
zdezorientowana): ...do widzenia, nawzajem.
Wiatr
rusza pędem w kierunku Ruki, chichocząc demonicznie (nomen-omen)
pod nosem. Metaforycznym oczywiście, wiatr nie ma nosa, to chyba
wiecie...?
Wiatr: Myśleli,
że mnie wykiwają! Oj, Hofer, Hofer! Ty ze mną nie wygrasz! A bez
Mirka to już w ogóle! I ci żadne akty-srakty w tym nie pomogą, oj
nie!
Na
horyzoncie pojawia się Rukatunturi.
Wiatr (zacierając
- metaforyczne, oczywiście - ręce): Hmm, zdaje
się, że trafiłem akurat na czas... A na finał zawodów
przygotowałem specjalny numer!
Rzuca
się w kierunku skoczni.
POSTLUDIUM
E_A (opadając
ciężko na kanapę): Walti, ja już mam dość,
a to dopiero pierwszy weekend, pierwszy akt!
Walti: *milczy
obrażony*
E_A (wzdychając): No,
powiedzże coś!
Walti: *nadal
milczy*
E_A: Kocur
prawie podiuma miał, ale przyszedł wiatr i rozpieprzył imprezę,
Prevce się obraziły i odmówiły skakania porządnego w sobotę; w
piątek zeskok był nie taki, więc dziś postanowili go ładnie
uklepać, konsekwentnie spadając na bulę... I TEGO WSZYSTKIEGO NIE
BYŁO W SCENARIUSZU.
Walti: *posyła
jej urażone spojrzenie*
E_A: No,
powiedz mi, Walti. Co z: "kwali wygrywa Kot, sobotni konkurs
wygrywa Prevc".
Walti (urażonym
tonem): A co? Nie było tak?
E_A
unosi brew, Walti wzdycha i się poprawia.
Walti: Jako
rzekłem, tako przecież było: jeno Prevcom coś się pomyliło.
E_A (sceptycznie): A
sobota? Pozwól, że zacytuję: "Kwali pada łupem Gołodupca,
Maciej Kot na podium, wygrywa Freitag". I co?
Walti (zrezygnowany): Czy
zarymować to muszę? Że to luźne scenariusze?
E_A (z
westchnieniem): późno już, masz dyspensę od
rymów na tę jedną wypowiedź.
Walti (z
ulgą): Kocur miałby podium, gdyby nie ten
cholerny wiatr, nie przewidziałem czarnego charakteru w
scenariuszu...
E_A (oburzona): DRAMAT
BEZ CZARNEGO CHARAKTERU TO NIE DRAMAT!
Walti (pomijając
jej wypowiedź): Kwalifikacje tak czy siak wygrał
Norweg, a konkurs Niemiec. Czy to ważne, który...?
E_A (wzdychając): Przy
drugim akcie bądź bardziej konkretny, dobrze?
Walti (zamyśla
się, bo skończyła mu się ulga poetycka): Drugi
akt to będzie super sprawa, do Niemiec przenosi się ta zabawa.
Dojcze porządeczek lubią, scenariusze dopracują!
E_A (z
uśmiechem): I to to ja rozumiem!
KONIEC
AKTU I
Ja się wykończę z tymi bałwanami! Zero dyscypliny, Z-E-R-O!
Ten nie pójdzie na skocznię, bo wygląda jak Michelin owinięty folią aluminiową, a potem wygrywa kwalifikacje; tamci chcą śpiewać, a to przecież nie opera; jeszcze inny skacze nago, coby się Sepcio fasonu kubraczka nie czepiał, ktoś nie wie czy się śmiać czy płakać... Dom wariatów, normalnie!
A Prełce się marnują w tym interesie, do szkoły aktorskiej by poszli z takimi talentami!
Nawet nazwa skoczni się nie zgadza!
Lećmy już do tych Niemiec, tam przynajmniej porządek mają, c'nie, Walti?
(On kocha niemiecko-austriackie konkursy, trust me)
***&***
Źródła gifów: 1) poleagles.tumblr.com; 1) poleagles.tumblr.com; 3) sloeagles.tumblr.com



Akt pierwszy był genialny.Ciągłe narzekania Kota,demonstracja artystycznego talentu Austriaków i gra aktorska sławnego słoweńskiego rodzeństwa, sprawiły że nie mogłam przestać się śmiać 😉. Jednakże nasz czarny charakter - wiatr, według mnie został gwiazdą tej części. Pojawił się w samą porę i odegrał swoją rolę najlepiej jak potrafił. Czekam na kolejny akt z nadzieją, że tym razem Walti doprecyzuje scenariusz i obejdzie się bez większych niespodzianek. Co jest raczej niemożliwe 😀.
OdpowiedzUsuńJa tylko piszę to, co się faktycznie działo w ostatnim sezonie. A że nieco koloryzuję to już inna bajka :P
UsuńWiesz, aż mi mowę odebrało ❤️ Genialne, majstersztyk, no co tu dużo mówić! ❤️ Kicia absolutnie skradła moje serce, i Pietrek ze swoim "he he" ❤️ Nie mogę się już doczekać kolejnego aktu ❤️
OdpowiedzUsuń(Och, coś dużo tych serduszek mi powychodziło, wybacz ❤️)
Pozdrawiam i weny życzę! :))
Pozdrawiam również <3
UsuńKicia i Pietrek to duet odlotowy, c'nie? :P
Matulko moja najukochańsza!!! Takiego cuda to ja jeszcze nie czytałam.
OdpowiedzUsuńRymujący Walti, Kicia która nie chce sie przebierać w folie aluminiową i jej bff 😍 Prełce które boją się mamusi i klepią bule były świetne, ale mnie najbardziej urzekła rozmowa w gnieździe trenerskim. No po prostu cud miód to było. Szczególnie ten fragment z Kruczkiem i Hornim.
Taki bez ładu i składu ten komentarz, ale następne będą lepsze 😃
Hah, dziękuję :D miło mi, że tu dotarłaś, ale nieztety nie liczyłabym na kontynuację :<
Usuń